Обложка Lecz imieniem Twoim…

Lecz imieniem Twoim…

Александр Валерьевич Усовский

0% прочитано
Стандартный
Александр Валерьевич Усовский

Lecz imieniem Twoim…

Глава 1

Gościniec Janka Wrzeszczaki przy szlaku Smoleńskim w trzech wiorstach od Drogobużu, 12 listopada 1624 roku od narodzin Chrystusa, lub 7132 roku od Stworzenia Świata

***

- Nie, dziekuję, dobry człowieku, ale nie piję piwa. Jęczmień jest dobry dla koni, ale nie jest godne tym zbutwiałym naparem poić dobrych chrześcijan... Gdybyś chciał poczęstować, każ Jankowi iść do piwnicy po beczułkę dobrego krakowskiego miodu...

To jest inna sprawa. Miody pitne i dziadowie nasi pili, i pradziadowie, od Świętego Włodzimierza i Jarosława Mądrego, to jest naturalny nasz napój... A piwo niech sobie piją poganie Żmudskie oraz wszelkiego rodzaju Niemcy – dla nich co konie karmić, co ludziom nalewać – jeden diabeł, wybacz mi, Boże kochany, mój jęzor niewyparzony...

Dobrze! Jakby ogień przebiegł po żyłach! W tej brei i błocie, co jest tam, za oknem, kubek dobrego miodu to prawdziwa ambrozja, jak Boga kocham!

Jesteśmy tu, jak widać, na długo. Jadryca po deszczach rozlała się jak na wiosnę ... Dokąd Pan jedzie, przepraszam, jak wtrącam w nie swoje sprawy? Do Moskwy... No, niedaleko stąd, w Drogobużu, przekroczy Pan Dniepr – i tyle, jest Pan już po stronie moskiewskiej po zachodzie słońca... Tylko do Drogobużu teraz nie można dostać się... Według wszystkich wskazań, trzy dni mamy tu siedzieć, nie mniej, dopóki woda w Jadrycy nie spadnie i można będzie ją przebrnąć koło klasztoru w Trójce-Lykowie... W czasie ostatniej wojny tutaj Jego Mość, hetman Chodkiewicz przejeżdzał gdy na Moskwę szedł... Nie tutaj? Pan wtedy, przepraszam, po czyjej stronie walczył? Byłem też daleko od tych miejsc, w Inflantach. Wszechmogący ocalił mnie od udziału w bratobójstwie ... Pięćdziesiąt lat mi stuknęło akurat ku Rozejmu w Dewilinie – to było nadal dobre dla ruszenia pospolitego, ale dla zapisu na Raytara czas już minął...

Starszy szlachcic o siwych wąsach w niegdyś pozornym, ale teraz wyblakłym i całkowicie przenoszonym źupanie, z widoczną przyjemnością wypił resztki miodu z kubka, chrząknął, odchylił się na krześle i kontynuował swój monolog, z ledwo zauważalną ironią patrząc na swojego rozmówcę:

- Panie Stanisławie, jak rozumiem, do Moskwy Pan jedzie nie w sprawach przemysłu kupieckiego? Kupiec na granicy w czasach dzisiejszych jest rzadka bestia, rabują dużo po lasach i to całodobowo, na okrąglo, i od naszej strony, i od strony Moskwy... nie to że pieniądze – życia nie uratujesz. A Pan w tak bogatym stroju, a konie Pana, wybacz mi Pan, kosztują nie mniej niż pół kopy litewskich groszy za każdego oraz ludzi Pana, którzy teraz na podwórku - z bronią, oprawioną w srebro... Nie w sprawach handlowych jest Pan tutaj ...

Siedzący naprzeciwko leciwego szlachcica odęty człowiek, ubrany w bogaty, lazurowy kontusz, zdobiony gornostajem przy kołnierzu i obszyty szkarłatnym aksamitem, skinął głową.

- Tak, Panie Sławomirze, nie w sprawach handlowych. Muszę udać się do Moskwy, do Izby Majątkowej, żeby granicy posiadłości dawnych właścicieli, które przed wojną były za Moskwą, wnieść do rejestru – które obecnie są nasze, a które wciąż jest pisane za Moskwą... Jestem komisarzem od pomiarów ziemi. Koło Drogobużu po wyjeździe szlachty moskiewskiej pozostały posesję, nie wpisane do rejestrów, zaraz po rozejmie one zostały zapomniane, darowali ich sobie z powodu ich ubóstwa i zaściankowości, a teraz, po pięciu latach, przypomnieli o nich w Wilnie. Najwyższy czas, gdy tuż tuż śnieg spadnie, kamienie graniczne w ogóle nie da się odnalezc; do puszczańskiej dziczy lub w bagno z powodu takiej pogody zawrócić – z palcem w nosie... – ze złością rzucił ten, do którego starszy rozmówca mowił "Pan Stanisław".

Szlachcic wzruszył ramionami.

- A po co z nimi rozmawiać, z bojarami w Moskwie? Vae victis, jak to się mówi. Zabrać wszystkie posesję, które wywołują wątpliwości i zapomnić. Moskwa jest teraz słaba, młody car i dwór ledwo nie głodują. Teraz nie mają ambicji, swoje by ocalić, patrz Panie, granica między nami na wschód od Dniepru poszła jak za księcia Kazimierza Jagiellończyka. Królewicz Władysław, niech go Bóg błogosławi – rosyjski car, choćby tylko w nazewnictwie, Rzeczpospolita Dniepr trzyma u samego źródła! Odgryźliśmy taki kęs od Moskwy, że nawet Turcy są zazdrośni! – i chociaż było to powiedziane na pokaz patetycznie, doświadczone ucho zauważyło by w tej przemowie jawną ironię. Starszy szlachcic jakby sondował swojego adwersarza – i ten to zrozumiał.

Milcząc nalał do kubka szlachcica miodu, hojnie, po sam brzeg – i cicho rzekł:

- Jak to zrobić, byśmy nie udławili się tym kęskiem…- a następnie spojrzawszy na zasłonięte mleczno-żółtawą miką okienko, wzdechnąwszy, dodał: - Deszcz zaczął się nasilać. Widać z tego – macie rację, będziemy tu tkwić nie mniej, niż trzy dni. I nie ma jak dotrzeć do Bielskiego traktu – gościniec jest całkowicie nieprzejezdny… Czy zapytać Janka o suszoną rybę, albo pieczoną gęś, lub coś jeszcze bardziej sytego, panie Sławomirze? – zwrócił się do swego rozmówcy.

- Dziękuję panie Stanisławie, nie mam w zwyczaju się obżerać. A porozmawiać z mądrym człowiekiem za kuflem – zawsze jestem rad, patrzysz, coś przydatnego dla siebie pozyskasz… Czyli mówi Pan – majątki szlachty moskiewskiej w Wilnie zdecydowali pociąć na wołoki? Jako pomóc Panu podskarbiemu Krzysztofowi Naruszewiczowi aby skarbiec napełnić mógł?

Komisarz dosadnie machnął ręką.

- Głupstwo panie Sławomirze, głupstwo – i nic więcej. Cały ten aneks, który odszedł do Rzeczypospolitej, a raczej do Księstwa po Rozejmie w Dywilinie jest pustą ziemią. Ale sam to Pan widzi, dwór Janka – to jest jedyne miejsce mieszkalne na cały dzień drogi pomiędzy Jarcewem a Dorogobużem… Miejscowe szlachectwo poszło do Moskwy, car im, jako poszkodowanym, wyciął majątki za Wołgą, gdzie ziemie są bardziej żyzne, a połowy ryb i polowania bogatsze. A tu…. Wioseczki jakie są – rozorane wojną i głodem czasów Godunowa, pańszczyźnianych chłopów, proszę Pana, raczej nie ma, a te, które są – i tak dążą za progi Dnieprowskie, do Siczy, udzielić się…. Ziemie tutejsze – glina a piasek, polowania słabe, odłów ryb… Toteż i sam Pan widzi jakież tu połowy, ani sterletów, ani łososia, ani miętusa, sam chudy szczupak i ościsty leszcz w więcierze wpadają, rzadko kiedy suma sieci przyniosą. A na Wołdze nie to, że miętus – bieługa na trzy pudy i jesiotr na arszyn jest normalną sprawą. Nie mówiąc już o towarze czerwonym: soból, kuna, lis oraz też ten srebrny – idą w Moskwie po groszu praskim za ogon, a w futrach z wiewórki w zimie chodzą zwykłe mieszczanki…. Futro z gronostaja w Moskwie – cenione jest tylko na kopę groszy litewskich! Słyszałem w Smoleńsku, że obecnie carowi przysięgli takie ziemie na wschód słońca, gdzie soboli – jak wróbli i kawek na Litwie, a za dzierżawe plemiona tamtejsze płacą gronostajem i kuną… Tak więc daremnie mówi Pan, że Moskwa tkwi w żebractwie i głodzie – za dwadzieścia, może trzydzieści lat i ten aneks zwrócimy Moskwie, i Połock ze Mścisławem oraz Witebskiem….

Szlachcic uśmiechał się spod wąsa.

- Niebezpieczne słowa wypowiadasz, Panie Stanisławie. Księstwo i Korona dziś jest w zenicie swej mocy! Nie kuną i sobolem jesteśmy silni, lecz duchem szlacheckim, zawoła książe – dziesięć tysięcy szabli wnet stanie do ruszenia pospolitego! – przy tym szlachcic dość zauwazalnie podstępnie się uśmiechnął.

Komisarz parsknął sceptycznie.

- A chociaż i dwadzieścia. Uzbierać – to on je uzbiera, a czym karmić będzie? Nie stać go opłacić teraz nawet Rajtarskich chorągwii i półków, tych istniejących. Wie Pan, ile ziem książęcych w wyniku wojny poszło do magnatów i szlachty? Z czego ma wojsku płacić – po szelągu dziennie dla każdego Rajtara? Teraz w skarbnicach książęcych są tylko myszy – a i te zdychają z głodu… A car moskiewski cały dochód z futer zbiera do skarbca… Z miasta Archangielska codziennie w nawigację po trzy-cztery statki do Anglii i do Amsterdamu odpływają! A z powrotem wioza i miedź w blachach, i proch strzelniczy, i srebro sztabkami, i jedwab oraz aksamity, i grom wie co jeszcze…. Moskwa handluje i bogaci się – póki my chełpimy się sławą szlachecką…

Szlachcic pokręcił głową.

- Ale Panie Stanisławie, Pan po prostu się cieszy z sukcesów Moskwy!

- Nie jestem szczęśliwy, Panie Sławomirze. Ponieważ ostatnia wojna spustoszyła Litwę jeszcze bardziej niż Inflancka – no to z czego Rzeczypospolitej się wzgbogacać? Nie zatkniesz pszenicą wszystkich szpar, nawet jeśli koszty jej będą talar za pud... Ale i pszenicy tej z Podolskiej i Bracławskiej ukrain idzie do Kazimierza Dolnego... jest jej teraz zaledwie siedemset tysięcy pudów na sezon, a wciąż kupcy żydowskie żadają interesy zrobić, oraz właściciele barek, którzy dostarczają je do Gdańska... Póki ten talar z pudu w Amsterdamie powstanie – ósmak z niego do innych rąk się przylepi! A soboli сar Michał dostaje za darmo, jako hołd...

Szlachcic pokręcił głową.

- Wychodzi na to, Panie Stanisławie, że Korona żyje tylko pszenicą Podolską i Bracławską? Niczym więcej?

Komisarz machnął ręką.

- Cóż, to wciąż hiperbola, Panie Sławomirze. Korona z kopalń w Wieliczce się karmi, sól jest potrzebna każdemu domostwu, dwa solida mytu za pud każe brać podskarbi, z tego dwór w Krakowie i żeruje. Ale bez pszenicy z tych województw rosyjskich – król może iść żebrać! A co do Księstwa, proszę Pana, temu w ogóle kreska – po wojnie nie ma nikogo do spłacania czynszu, zresztą szlachta została uwolniona od opłat. Jak dotąd coś daje akcyza na mielenie zboża i na wino chlebowe, oraz ta sama sól i wosk – oto są wszystkie nasze dochody. A z aneksu nie mamy dochodów żadnych – tutejsze garnizony Raytarów co roku dwa tysiące kop wymagają z Wilna...

- Dwa tysiące! - rozmówca komisarza nie powstrzymał zdziwienia.

- Właśnie tak! A jeszcze naprawa konna, a do tego nawet odnowienie murów Smoleńskich.... Hej, co tu mówić, ta wojna jest całkowitym zniszczeniem gospodarki! – Pan Stanisław zirytowanie rąbnał dłonią. Następnie trochę wystygnął i zapytał: - No a... Panie Sławomirze, jakim zajęciem jest Pan obarczony? Czy w spokoju, z dochodów Pan żyje?

Szlachcic uśmiechnął się smutno.

- Jaki tam dochód, wypożyczam dwie wołoki pod Ostrogiem, i to jest cały mój skarb... Przy synie Jego Książęcej Mości księcia Bazylego, księciu Januszu byłem do jego śmierci, ale obecnie nic nie robię przez cztery lata, mieszkam w gościńcach oraz majątkach...

Komisarz się ożywił.

- O, więc znawał Pan Janusza Ostrogskiego?

Szlachcic skinął głową.

- Młodszego księcia też, i Jego Mość Pana Konstantego Bazylego znawałem... Przy dworze książęcym w Ostrogu z młodych lat mieszkałem, ojciec mój świętej pamięci zapisał mnie do chorągwi dworskiej, gdy tylko skończyłem piętnaście lat. Dokładnie w tym roku, gdy Iwan Wasiljewicz, Car Moskiewski, ku Panu Bogu odszedł...

Komisarz coś policzył w myślach, bezgłośnie poruszając ustami – a zatym wymówił z szacunkiem:

- Czyli... to Pan się urodził w roku Unii Lubelskiej... To znaczy, został Pan świadkiem rokosza Nalewajki oraz jak rozpoczęła się a zatym się skończyła Dymitriada? Czyli widział Pan to wszystko na własne oczy?

Szlachcic w milczeniu dopił swój miód, zrobił pauzę i rzekł:

- Nie tylko widziałem. ZROBIŁEM to wszystko... Własnymi rękami.

Opowiadanie Pana Sławomira Wierenicza-Stachowskiego, szlachcica herbu Ogończyk, urodzonego niedaleko Pińska, o tym jak poznał Seweryna Naļewaikę i o pierwszych krokach swojej służby przy Jego Mości Księciu Ostrogskim

W gospodzie zawisła niezręczna cisza.

Komisarz od pomiarów wziął ze stołu nóż, którym pół godziny temu porcjował zapieczoną z kapustą i grzybami gęś, pokręcił go w dłoniach, w jakimś celu sprawdził ostrzenie na paznokciu – a potem odchrząknął i zauważył ostrożnie:

- Panie Sławomirze, uwielbiam pogaduchy przy stole i doceniam dobry żart... Ale czy nie uważa Pan, że nie są to żarty, które można mówić w tym miejscu? Jesteśmy tutaj sami, ale zdarza się, że mury otwierają uszy, a nawet w tej dziczy mogą się odnaleźć podsluchiwacze...

Szlachcic zmarszczył brwi.

- Panie Stanisławie.. Czy Pan uważa, że Wierenicz-Stachowski kogokolwiek się boi? Czy zdolny jestem szczekać podobnie do psa na podwórku?

Komisarz rozłożył ręce.

- Nie myślałem tak ani chwili, Panie Sławomirze. Ale widzi Pan, słowa Pana zabrzmiały zbyt głośno...

- Zapłaciłem dawno za swoje słowa już wszystkie myta i daniny, Panie Stasiu... Za pięćdziesiąt pięć lat mojego życia zdarzyło mi się coś takiego zobaczyć, że po prostu absurdalne jest trzęcienie portkami. I strzec się niewiadomych nieszczęść nie ma po co, przestałem się bać dwadzieścia lat temu, a teraz jest już za późno. O bliskich być może byłoby warto się bać – ale nie mam nikogo. Pozostało z życia tylko grób żony w Ostrogu oraz pamięć o synie, który zginął pod Kircholmem mając zaledwie piętnaście lat... Czego bym się bał, Panie Stasiu? - niegłośno zapytał szlachcic.

Jego rozmowca ze współczuciem pochylił głowę.

- Gorzki jest Pana los, Panie Sławomirze... Współczuje Panu z całego serca i proszę o przebaczeniu wielkodusznie za niepowstrzymane słowa.

- Wielkie dzięki za miłe słowa, Panie Stasiu... Ale o moje słowa, o rokoszu Nalewajki oraz Dymitriadzie, od pierwszego do ostatniego – wcale się nie martwię. Ale jak ma Pan ochotę posłuchać starego durnia, ponieważ siedzimy w tej pułapce i czekamy na dobrą pogodę – wtedy jestem gotowy rozbawić Pana swoją historią, za miód i dobre słowa odwdzięczyć. Akurat starczy historii tej na trzy dni, pod koniec znudze się Panu bardziej niż ta nieznośna mżawka, którą króluje na zewnątrz... - szlachcic lekko się uśmiechnął.

- Co Pan mówi, Panie Sławomirze, dla mnie Pana opowieść jeszcze nie będąc powiedziana juz jest ciekawa... Tylko pozwól Pan kazać Jankowi przynieść jeszcze miodu i przekąsek, oraz świeżej wody ze studni - przemoczyć gardło i zbitniu na lipowym miodzie – żeby opowiadanie łatwiej płynęło?

Szlachcic skinął głową.

- Dobra myśl. Niech Janek przyniesie wszystko, przy obfitym stole i bajki opowiadać bardziej wesoło jest. Nigdy nie pozwalałem sobie na obżarstwo, ale ponieważ chodzi nam o dawnych czasach, dobre jedzenie nie będzie grzechem...

Komisarz zachęcająco machnął ręką – wnet przy stole pojawił się gospodarz. Z pełnym szacunkiem wysłuchał polecenia gościa, ukłonił się w milczeniu i natychmiast udał się do piwnicy, niegłośno wydając rozporządzenia klucznikowi. Po upływie kilku minut na stole komisarza i szlachcica pojawił sie tłoczony półsztof miodu, kilkanaście talerzy z różnymi przekąskami, gliniany dzban wody orazi starożytny niekształtny rondel zbitnu – i po tym Janek cicho znikł.

Komisarz przesunął dłonią wokól znów obfitego stołu:

- Panie Sławomirze, proszę Pana nie odmówić zaproszenia, aby trochę się pożywić i napić. Proszę w pokorze spróbować tego, co Bóg i gospodarz tego schroniska dał nam.... I czekam na Pana historię – w czasach rokoszu Nalewajki robiłem tylko pierwsze kroki, Dymitriadę przeżyłem wątłym młodzieńcem, w kampanii szwedzkiej Pana hetmana Chodkiewicza byłem w ruszeniu pospolitym, ale szturm Parnawy widziałem tylko z daleka, a w ostatniej wojnie z Moskwą pełnił służbę przy posłańcu Rzeczypospolitej w Saksonii, więc, wie Pan, cała moja wiedza o tamtych czasach jest bardzo niekompletna.

Szlachcic skinął głową.

- Jestem niezmiernie wdzięczny za ten poczęstunek, nie omieszkam spróbować wszystkich dań, przynajmniej trochę - widzę tutaj maślaki i rydze solone, brusznicę z kiszoną kapustą, półgęski i suszone szczupaki...i wiele rozmaitości, obficie... nawet zbyt... Nie mogliśmy nawet marzyć w Putiwlu w oblężeniu o takim stole! Cóż, tak, to jest przedawniona bajka, później opowiem Panu o tym ... Ale zacznę swoją historię, jak Pan na to pozwoli, od jeszcze bardziej dawnych czasów, o czym przypomina tylko Metryka Litewska... Inaczej niemożliwe!

Komisarz skinął głową.

- Oooo, jak sobie życzy Pan, Panie Sławomirze, to Pana prawo, przecież to Pan opowiada – więc Panu należy decyzja, odkąd zacząć i czym dokończyć... Czy Pan pozwoli dolać jeszcze miodu? – i nie czekając na odpowiedź, dodał do kubka szlachcica dobrą czterdziestkę gęstego bursztynowego napoju.

Szlachcic podniósł kubek, podziwiając wytloczonej na nim sceny z polowaniem na dzika - i ledwie zrobiwszy drobnyy łyk, odstawił go na miejsce.

- Dobry miód. Ale chmiel nie jest teraz naszym sprzymierzeńcem – pamięć moja nie jest już taka sama, jak wcześniej, mogę coś przeoczyć.

- Jak Pan sobie życzy, Panie Sławomirze, proszę bardzo... - Komisarz od pomiarów też tylko łyknął z kubka i skoncentrował się na opowieści.

- Historia, jak już Panu mówiłem, Panie Stasiu, jest dość stara. Coś o tym wiem od ojca, coś - od jego towarzyszy ze sztandaru nadwornego, coś - od starych służących, coś jeszcze - od ludzie innych bojarów książę Bazyla, no i coś z kronik, dzięki, że czytać nauczył się dość wcześnie, za co jestem wdzięczny mojej matce, z domu Świętokrzyskiej ... Wkrótce opuściła nas, nie miałem nawet dziesięciu lat, ale zrobiła dla mnie wszystko, co powinna zrobić matka, a ja wciąż zachowuję jej obraz w moim sercu.

Mój ojciec, litewski szlachcic Paweł Wierenicz, posiadał zaścianek Stachowo, który leży w dwunastu wiorstach od Pińsku. Posiadanie tego dawało mu zaledwie półtory kopy groszy rocznie pieniędzmi i czynsz, który ledwo wystarczał, by wyżywić rodzinę - dlatego był niewypowiedzianie szczęśliwy, gdy Pan Bartosz Godlewski, który pełnił przy Jego Mości, książę Bazylu funkcję starosty Kijowskiego i kierował rekrutacją do chorągwi dworskiej księcia, zaoferował mu miejsce kozackiego dziesiętnego z pensją w sześć kop groszy rocznie, stołem i mieszkaniem. Zaręczył się z moją przyszłą matką w tym roku, kiedy sejm księstwa obejmował Inflanty w skład Litwy, a wesele oni grali tuż przed rozpoczęciem wojny z Moskwą. WtedyJego Mość, książę Bazyli, nie ruszył się na Litwę, bitwa przy Czasznikach odbyła bez sztandarów rosyjskich z Kijowa i Wołynia – co, prawdę mówiąc, niczego nie zmieniło, książę Roman Sanguszko zdołał wtedy pokonać armię Oboleńskiego.

Ale to przeminiemy, tak myślę, historię tej wojny i Unii Lubelskiej, na pewno, Pani Stasiu, wie Pan. Również jak i to, że Unia ta drastycznie zmieniła całe życie województw rosyjskich - Wołyńskiego, Kijowskiego, Podolskiego, Bracławskiego – zgodnie z decyzją sejmów wojewodzkich, które przeszły pod władzę polskiego króla. Właśnie wtedy zostały wrzucone do ziemi te nasiona niezgody i bratobójstwa, które po wielu latach wyrosły do wojny i dewastacji ...

Jednak, Panie, byłem nieco rozproszony. Powrócę do mojej historii.

Ojciec mój brał udział w nieszczęśliwym dla księcia Bazyla oblężeniu Czernigowa, kiedy umarła moja matka. Ojciec nie odważył się opuścić armii w czasie niebezpieczeństwa – więc ja, bardzo młody chłopczyk, musiałem pochować moją matkę. Och, Panie Stasu, broń Boże jeszcze raz doświadczyć takiego smutku, a nawet w tak młodym wieku... Po całych nocach płakałem, moja poduszka była jak rzęsa jeziorna – a po południu zarządzałem przygotowaniem do ostatniej drogi matuli, liturgii, pogrzebu, stypy... Dojrzałem bardzo wcześnie. Kiedy miałem dziesięć lat, przestałem być dzieckiem.

Komisarz od pomiarów ziemi pokiwał głową ze współczuciem.

- Widzę, Panie Sławomirze, że ciężki jest Pana los...

Szlachcic uśmiechnął się smutno.

- Nie mam zamiaru użalać się, Panie Stasiu, ale chcę opowiedzieć Panu prawdziwą historię rokoszu Nalewajki – o tym nikt Panu nie opowie, ponieważ nie pozostało się ani na Litwie, ani w Polsce, ani w Moskwie tych, którzy stawali na jego początku. Śmierć, Panie Stasiu – to jest najlepszy strażnik sekretów i tajemnic...

A więc było to tak. Po raz pierwszy spotkałem Seweryna Nalewajkę w kwietniu tysiąc pięćset osiemdziesiątego czwartego roku – za Pana zgodą policzę według kalendarza europejskiego, ponieważ moskiewski kalendarz od stworzenia świata nie bardzo jest rozpowszechniony tutaj, na pograniczu – kiedy mój ojciec zaprowadził mnie do kasztelana ostrogskiego prosić o miejsce kozaka w chorągwi dworskiej. Jeszcze właśnie nie skończyłem wtedy piętnastu lat, a mój ojciec zdecydował, że nauka wojenna – to jest najlepsze, co może wybrać dla mnie, tym bardziej, że w ten czas był on podsetnikiem, słowa jego miały wagę nawet dla wyższych bojar ostrogskich, z księciem Bazylim – do tego czasu już zmienił imię na Konstantego na cześć swojego ojca – znali się dość blisko.

W pokojach kasztelana – wówczas rangę tą zajmował Pan Jan Zakrzewski, znany wśród kozaków swoją sprawiedliwością, trzy lata przed tym straciwszy lewe oko przy Szkłowie w przegranej przez nas bitwie z wojskiem Dymitra Chworostynina – spotkaliśmy się z Nalewajką.

Bardzo dobrze pamiętam to spotkanie. Na ławce przy drzwiach do pokojów kasztelana siedział wysoki, przystojny mężczyzna w wieku koło trzydziestu lat, w szkarłatnej, obszytej kunim futrem husarce – ubraniu niezwykle rzadkim w tamtych czasach, noszonym przeważnie przez tych, którzy bywali w ziemiach tureckich lub na Węgrzech. Oni z moim ojcem dobrze się znali – co zrozumiałem po mocnym przyjaznym uścisku dłoni i szczerym uśmiechu, jakim Seweryn obdarzył mojego ojca. Z dalszej rozmowy wynikało, że Pan kasztelan zaprosił Nalewajkę aby nadać mu stanowisko setnika, dowodcy sotni kozackiej – drugiej najważniejszej rangi w chorągwi dworskiej. W trakcie rozmowy zdałem sobie również sprawę, że mój ojciec bardzo szanuje Nalewajkę - co było nieco zaskakujące, biorąc pod uwagę, że byli oni niemal równi w służbie.

Wkrótce nas zaprosił Pan Zakrzewski. Ojciec krótko ogłosił swoją prośbę, Pan kasztelan też duzo slow nie mowilł, powiedziawszy tylko: "Dobrze, nakażę pisarzowi zapisać twojego kozaka do drugiej sotni, jutro o świcie niech zjawi się w wartowni by iść do straży". Tak zaczęła się moja służba przy księciu Ostrogskim...

Wieczorem, skrajnie zniecierpliwiony, zacząłem pytać ojca o chorągwi, z nienacka upominając Nalewajkę. Ojciec nagle się zpeszył i kazał mi nie pytać o Sewerynie – mówiąc, że jakoś nie wypada obgadywać swojego dowódcy za plecami. Na co odpowiedziałem, że Nalewajko zostanie dowódcą pierwszej sotni dworskiej, która ma strzec prywatne pokoje książece, jego skarbiec oraz wartownię z zapasem prochu strzelniczego – na dodatek to będzie jeszcze tylko od jutra, natomiast ja jestem zapisany do drugiej sotni, która wystawia strażników na murach zamku, przy bramie oraz na moście, dlatego nie ma nic złego w tym, że chcę dowiedzieć się więcej o moich towarzyszy służbowych. Ojciec mój wciąż nie chciał rozmawiać o Nalewajce – po prostu kazał mi iść do łóżka, bo jutro rano mam iść do służby. Ale to jego zmieszanie zapamiętałem...

Następne sześć miesięcy upłynęło w zwykłych dla kozaków kłopotach – straży, czyszczenie i karmienie koni, rąbanie winorośli, strzelanie z fuzi i czyszczenie broni... Uczyłem się być żołnierzem, ale to jest ciężka nauka, Panie Stasiu...

Komisarz od pomiarów znów skinął głową.

- Wiem. Jak już powiedziałem, miałem okazję uczestniczyć w ruszeniu pospolitym przy wzięciu Parnawy, w wojsku Jego Mości, hetmana Chodkiewicza. Piętnaście lat temu. Wtedy mocno spraliśmy Szwedów!

Pan Sławomir gorzko westchnął.

- W tej wojnie w Kirchholmie zginął mój syn, Władysław. Nigdy nie znalazłem jego ciała... Huzarzy z jego chorągwi, których udało mi się znaleźć – powiedzieli, że mój chłopiec podczas ataku został strącony z konia przez kulę z fuzi, spadł z klifu do Dźwiny i był porwany przez strumień ...

- Współczuję, Panie Sławomirze...

- Najcięższym ciężarem, Panie Stanisławie, jest trumna z ciałem syna na ramionach ojca... I nie miałem nawet czasu, aby pochować mojego chłopca.... – Szlachcic ze lzami w oczach zamilkl na kilka chwil, po czym kontynuował: - Wszelako moja historia nie jest o kłopotach oraz smutkach mojej rodziny, obiecałem przecież historię o rokoszu Nalewajki. Jednak dla tego się cofnę na początek ubiegłego stulecia – uwierz mi, Panie Stasiu, to jest konieczne.

- Słucham Pana uważnie.

- Jak już powiedziałem, zmieszanie mojego ojca podczas moich pytań o Nalewajce tylko podgrzało moją ciekawość – nie zapomij, Pan, że miałem tylko piętnaście lat. Więc kiedy w końcu tysiąc pięćset osiemdziesiątego czwartego roku musiałem dostarczyć do starosty Husiatyńskiego list od książego podskarbiego – przypomniałem sobie znów Nalewajkę, w końcu kozacy mówili, że pochodzeniem był Husiatyniem, dorastał w rodzinie miejscowego podstarosty. Nie ukrywam, że to zadanie – typowe dla kozaków dworskich – bardzo mnie ucieszyło.

Przez Krzemieniec i Zbaraż w trzy dni dotarłem do Husiatynia. Ciche, spokojne miasto na śpiącym Zbruczu – w owych czasach żyło w nim zaledwie trzydzieści rodzin, z których jedną trzecią były to rodziny żydowskie, ale miasteczko było samorządne, prawo magdeburskie przyznano mu dwadzieścia pięć lat wcześniej przez Zygmunta Augusta... Szybko znalazłem posiadłość miasteczkowego starosty, wręczył mu list od podskarbiego, wysłuchał skargę na brzemię – dekretem książęcym nakazano im było wybudować most nad Zbruczem, któremu starostat się sprzeciwił, aby uniknąć zbędnych wydatków – i zapytał, czy można byłoby zobaczyć rodzinę Seweryna Nalewajki, mojego setnika? Starosta tylko machnął ręką w kierunku sąsiedniego dworu.

Podstarosta i jego rodzina nie byli obecni w domu – wszyscy wyjechali w odwiedziny do krewnych, na podwórku się nudził strożujący czterdziestoletni kozak, nie chętny do rozmów, natomiast w komnatach zostały tylko młoda pokojówka i wiekowa staruszka, cała ubrana na czarno – lub niańka, lub po prostu utrzymanka. Usłychawszy, jak zapytałem młodą pokojówkę o Pana Seweryna Nalewajkę – jakoś nagle ożyła i zaczekawszy, aż wyjdę na ganek, złapała mnie za rękę.

Patrząc na mnie łzawiącymi, wyblakłymi od przeżytych lat oczami cichym półszeptem staruszka powiedziała: "Zabije... zabije on mojego chłopczyka..."

Zatrzymałem się, bardzo oszołomiony tymi słowami. "Kto?" - "Przebiegły lis, Judasz, obłudnik i faryzeusz, kłamca i zdrajca – twój książę". "Kogo zabije?" – "Chłopczyka mojego, Symeona, syna Dymitra i Elżbiety".

- Jakiego Symeona? – Zapytał zaskoczony komisarz.

Szlachcic skinął głową w odpowiedzi:

- Właśnie o to zapytałem staruszkę. Zamiast odpowiedzi chwyciła mnie jeszcze mocniej za rękaw żupana i pociągnęła mnie do podziemia – ale tak mocno, że na miejscu osłupiałem – po drodze, dławiąc się z niecierpliwości, coś pośpiesznie zaczęła mi mówić.

- Długo nie mogłem zrozumieć, co usiłuje mi powiedzieć stara kobieta, która na pierwszy rzut oka wyglądała jakby wpadła w szaleństwo. Ale byłem cierpliwy – i wkrótce z jej niewyraźnych i poplątanych zdań udało mi się odczytać prośbę o obronie Pana Seweryna przed złem księcia Ostrogskiego – co, nie ukryję, początkowo wywołało u mnie przerażenie. "Babciu, ale Pan Nalewajko jest najbliższym bojarem księcia, Jego Mość Pan Bazyli powierzył mu swój skarbiec i życie, jak to możliwe, jak może się zdarzyć między nimi coś takiego jak zdrada lub nieuczciwa podłość?" Staruszka westchnęła ciężko, posadziwszy mnie na skrzyni, usiadła obok mnie na ławeczkę do przędzenia wełny, smutno się uśmiechnęła i odpowiedziała: "Nie wierzysz mi, uważasz za opętaną – widze to po oczach. Ale jak usłyszysz moją historię, zrozumiesz mnie, chłopcze..." Oczywiście, poprosiłem ją, aby powiedziała mi to, co postanowiła mi ujawnić – mając nadzieję usłyszeć historię o strasznych tajemnicach i okrutnych zbrodniach, jednak odbierając ich w głębi duszy jako bajki dla dzieci, takich jak te, które moja matka opowiadała mi, gdy byłem mały. Biedna moja matula, ona tak bardzo mnie kochała...

Przepraszam, Panie Stasiu, wrócę do mojej opowieści. Staruszka przemawiała dość długo – skuliliśmy się w podziemiach koło trzeciej po południu, lecz pod koniec opowiadania na dworze było już ciemno, strożujący kozak zamknął bramę, przy tym narzekając, przeprowadził mojego karego do pańskiej stajni, zdjął siodło, puślisko i dał mu owsa. W taki sposób więc było mi zaproponowano, abym spędził noc w domu podstarosty – ale nie to mnie zaskoczyło. Historia, opowiadana przez starą kobietę naprawdę zmusiła mnie do szczerego zdziwienia...

Panie Stanisławie, oczywiście pamięta Pan, kim tak naprawdę był książę Konstanty Iwanowicz Ostrogski?

Pan Komisarz skinął głową.

- Oczywiście, Panie Sławomirze. Kto nie pamięta zwyciężcy bitwy pod Orszą?

- Kasztelana Wileńskiego, Wielkiego hetmana Litewskiego, wojewody Trockiego... Wielki to był człowiek. Na Litwie jest niewielu mężów stanu, równych do niego ani w inteligencji i umiejętnościach wojskowych, ani we wspaniałomyślności i hojności. Nie wiem nawet, który z obecnych wojewodów może porównać się z nim... Ale nie o to chodzi, nie o osiągnięciach tego czlowieka. Jak wiecie, Panie Stanisławie, książę Konstanty był dwukrotnie żonaty. Za pierwszym razem zaręczył się z Tatianą Golszańską, córką księcia Symeona Golszańskiego, przywódcy Łucka i marszałka województwa Wołyńskiego. Z tego małżeństwa urodził się najstarszy syn księcia, Ilya. Niestety, to małżeństwo skończyło się smutno – gdy Ilya miał dwanaście lat, jego matka nagle zmarła. Po raz drugi więzi boskiego zjednoczenia połączyły Jego Mość księcia Ostrogskiego z Aleksandrą Słucką, córką księcia Symeona Słuckiego - wynikiem tego małżeństwa był najmłodszy syn Bazyli. Oznacza to, że synowie Konstantego Iwanowicza byli przyrodnimi braćmi, ich matki były inne, do tego Ilya był o szesnaście lat starszy od Bazyla. Jest to rzeczą powszechną, wszystko może się zdarzyć w życiu, ale w naszej historii ta okoliczność ma dość ważne znaczenie.

Komisarz skinął głową.

- Słyszałem o tym. Ilya zmarł bardzo młodo, jak wiem?

Pan Sławomir pokręcił głową.

- Nie tylko bardzo młodo. Śmierć ta była o tyle niezwykłą, że spowodowała, wybacz mi Pan takie słowa, długie plotki i ołbrzym szeptów za plecami...

- O, zaczynają się właśnie tajemnice, które Pan mi obiecał na początku? – Pan Stanisław lekko się uśmiechnął.

- Eee tam, Panie Stasiu, będzie ich o wiele więcej... Syn Wielkiego hetmana i słynnego dowódcy, Ilya Konstantynowicz, jak wiemy, nie wykazał żadnych szczególnych zdolności do służby wojskowej, chociaż odpierał najazdy tatarskie oraz ze swoją choragwią dworskiej brał udział w wojnie Starodubskiej z Moskwą, oblegając wraz z Janem Glebowiczem Siebież, chociaż to bez skutku. Laury ojca okazały się nieposilne dla młodego księcia... Ale też nie o to chodzi w mojej historii. Książę Ilya okazał się bardzo przeciętnym wojownikiem, ale nie zaryzykowałbym jemu robić zarzuty. To jest moje głębokie przekonanie, że wojna jest rzemiosłem, którego umiejętności nie są do popisywania dla osoby godnej... Umiejętność zabijania jest wątpliwą sprawnością. Wybacz mi pan moje moralizatorstwo, ale jestem już starym człowiekiem, który widział wiele wojen w swoim życiu i sądzę, że mam prawo wyciągać z tego takie wnioski.

Wracając do tematu, chodzi mi nie o społecznym, lecz o prywatnym życiu księcia Ilyi. Panie Stasiu, Pan chyba słyszał opowieści o manierach i zwyczajach z połowy ubiegłego wieku, o czasach Zygmunta Starego?

Komisarz od pomiarów uśmiechnął się.

- W czasach mojej młodości byłoby dziwnym nie słuchać tych bajek o Barbarze Radziwiłłównie...

Pan Sławomir zmarszczył lekko brwi.

- Panie Stanisławie, poprosiłbym Pana nie tylko nie powtarzać tych bajek przy tym stole – ale nawet żeby żadnej sugestii o tym nie było przy naszej rozmowie. Honor damy nie jest pustym dźwiękiem, a dla szlachty tym bardziej.

- W porządku, Panie Sławomirze, oczywiście... Proszę mi wybaczyć moją lekkomyślność.

- Dziękuję, Panie Stasiu, jestem starym człowiekiem i cieszę się, że Pan zrozumiał moje słabości... Więc książę Ilya, będąc związany obietnicą swojego ojca, by poslubił Annę Elżbietę Radziwiłł – starsi w rodzinie wcześniej się dogadali o przyszłości swoich dzieci, w tych czasach takie coś było rzeczą powszechną – postanowił sprzeciwić się woli Konstantego Iwanowicza. On zdecydowanie odmówił Annie – nie wiem, jakie koty darli ze sobą... Na próżno Wielki hetman Litewski Jerzy Radziwiłł ofiarował mu swoją drugą córkę, Barbarę – książę Ilya był nieugięty. Co temu było winne, złe plotki, oszczerstwa, magia, czy co najwięcej kaprys bogatego potomka magnackiego – Bóg wie... W każdym bądź razie Zygmunt Stary w swoim przywileju pozwolił księciu Ilyi nie podążać za wolą ojca w sprawie małżeńskiej – i to właśnie rozwiązało spór między dwoma rodzinami magnackimi. Książę Ilya otrzymał swobodę wyboru narzeczonej – którą w niedługim czasie wykorzystał... A raczej, tylko myślał, że otrzymał swobodę. Czasami pionek na szachownicy jest pewny, że sam wybiera los ofiary obcej królowej....

Było to w tysiąc pięćset trzydziestym szóstym... nie, w trzydziestym siódmym roku. W Krakowie, na balu królewskim, książę Ilya poznał córkę koronnego podskarbiego Andrzeja Koscieleckiego Beatę, dziewczynę w wieku dwudziestu dwóch lat, serdeczną współtowarzyszkę królowej Bony Sforzy. Beata całe swoje życie spędziła wsród intryg krolewskiego dworu, więc szybko zawróciła głowę młodego księcia. Sześć miesięcy później Ilya ogłosił zaręczyny z młodą Kościelecką – i jak szeptano w każdym zakątku na Wawelu, córką Zygmunta Starego i Katarzyny Telniczanki, którą król Polski wydał za Pana Kościeleckiego...

Komisarz skinął głową.

- Tak, słyszałem tę historię, czasy te wyróżniały się wyjątkową frywolnością manier.

- Eee tam, Panie Stasiu, gdyby to była tylko kwestia frywolności... Jak umarła Barbara Radziwiłłówna, oczywiście, że słyszał Pan?

- Tą historię z jabłkiem? Wielu ludzi uważa za sprytną fikcję...

Szlachcic wzruszył ramionami.

- Też sądziłbym, że to jest nic więcej niż straszna bajka – gdyby był młodszy... A kiedy masz pięćdziesiąt pięć lat, zdajesz sobie sprawę, że ludzka bezduszność i podłość nie ma granic. Barbara, nich ziemia będzie jej lekką, bardzo możliwe, że nie była przykładem moralności, a opowieści o jej romansach miłosnych prawdopodobnie miały jakąś podstawę – ale Zygmunt August poślubił je z własnej woli, więc wiedział, co robił. Tym małżeństwem jednak król wrzucił pasmo płonącej słomy do gniazda szerszeni – oburzenie polskiej szlachty nie znało granic! Litwinka Barbara Radziwiłłówna Królową Polski – to było zarówno jak dla magnactwa koronnego, tak i dla królowej matki jak ostrze noża przy gardle. A śmierć nieszczęsnej Litwinki była spotkana z cichą radością na Wawelu... Przecież wie Pan, z jakiej rodziny pochodziła Bona Sforza?

- Tak, Panie Sławomirze, Bona jest dziedziczką rodzin Medici, Sforza i Borgia.

Szlachcic pokiwał głową z satysfakcją.

- Borgia. Najbardziej znani truciciele w całych Włoszech, którzy puścili na tamten świat gro ludu. Nie byłem obecny przy tej akcji, ale jestem gotów dać rękę do odcięcia – tak to właśnie było. Bona Sforza posmarowała jedną stronę ostrza noża trucizną, przecięła nim jabłko oraz tą część owoca, którą dotknęła połowa ostrza z trucizną, dała Barbarze Radziwiłłównie. Ta przyjęła poczęstunek, a miesiąc później umarła w strasznych męczarniach... Borgia bardzo dobrze znała się na truciznach!

Komisarz od pomiarów z powątpiewaniem pokręcił głową.

- A czy Pan sądzi, że Beata Kościelecka czerpała umiejętności sztuki trucia od Bony Sforzy?

- Nie mam wątpliwości! Zło zawsze usiłuje się uchwycić jak najwięcej – miasta, wioski, ludzkie dusze... Bez tego gaśnie ono i znika!

- Więc śmierć Ilyi Ostrogskiego...

- Więc śmierć najstarszego syna księcia Konstantego jest dziełem rąk ludzkich, lecz nie jest sprawą Pana Boga!

Pan Stanisław wzruszył ramionami.

- To nie do wiary, że to... Nie bardzo się znam na historii starożytnej, ale myślę, że już sto lat temu lekarze byli na tyle uzdolnieni, aby diagnozować zatrucie...

- Tak – gdyby było dozwolono im obejrzeć ciało. Ale książę Ilya, potłuczony upadkiem z konia podczas turnieju w trzeci dzień uroczystości weselnych, był przez siedem miesięcy pod nadzorem lekarza rodzinnego Ostrogskich i nikt więcej z synów Hipokratesa nie mógł go odwiedzić. Początkowo ból pleców, przeszywające kłucie w boku i codzienne poranne dolegliwości z mdłościami i wymiotami nie przeszkadzały mu zbytnio, małżonkowie nawet wyjeżdżali na polowanie, gdyż wiadomo, że książe Ilya w Puszczy Krzemienieckiej gonił niedźwiedzia, ale i obowiązki małżeńskie młody mąż spełniał regularnie. Lecz w lipcu tysiąc pięćset trzydziestego dziewiątego roku nie mógł już podnieść się z łóżka. Wszystkie wysiłki lekarza rodzinnego i młodej małżonki były bezskuteczne. Co wieczór Beata osobiście nakładała na ciało księcia cudowny balsam i podawała do picia mu eliksir z ziół leczniczych, wysyłanych do niej z Krakowa i Drezna – ale młody książę każdego dnia stawał się coraz słabszy. W końcu zmarł dwudziestego sierpnia, pięć dni przed tym podpisawszy testament, zgodnie z którym cała jego własność – niezliczona, powiem Panu, należała do niego prawie połowa Wołynia – została przydzielona im... nienarodzonemu dziecku. Beata była wtedy w ciąży i niedługo czekała na poród...

Pan Stanisław przytaknął skinieniem głowy.

- Tak, słyszałem o tym, urodziła córkę, Elżbietę, na Wołyniu wołali ją Halszką. Biedna dziewczynka, to bogactwo nie przyniosło jej szczęścia, jak mówiono w naszym domu, straciła rozum i umarła, opuszczona przez wszystkich, samotna, bezdzietna...

Szlachcic uśmiechnął się pod wąsem.

- A tutaj, Panie Stasiu, pozwól Pana poprawić. Od tego momentu, przepraszam, właśnie zaczyna się ta historia, którą stara niańka z Husiatynia mi powiedziała...

- Ale spotkał ją Pan w listopadzie tysiąc pięćset osiemdziesiątego czwartego roku, jak dobrze pamiętam Pana opowieść?

- Zgadza się, Panie Stanisławie.

- A małżonka księcia Ilyi porodziła dziecko...

- Dziewiętnastego listopada tysiąc pięćset trzydziestego dziewiątego roku. Panie Stasiu, czy Pan ma wątpliwości, że szwankująca na rozumie staruszka z Husiatynia, mogła pamiętać wydarzenia sprzed czterdziestu pięciu lat?

Komisarz opuścił oczy zawstydzony.

- Nie to, żebym wątpił, ale to wszystko brzmi jakoś... jak bajka...

Szlachcic uśmiechnął się.

- Cóż, przedstawiam Panu bajkę, ale czy Pan w nią będzie wierzył lub nie – to Pana sprawa...

Komisarz od pomiarów skinął głową.

- Zgadzam się z Panem, Panie Sławomirze. Więc co powiedziała Panu ta stara kobieta z Husiatynia?

Szlachcic nieśpiesznie pokroił półgęska, zjadł go ze smakiem, popił dobrym łykiem zbitnia – a dopiero potem, zwracając się do swojego rozmówcy, odpowiedział:

- Ta stara kobieta, jak ona mi powiedziała w podziemiu domu podstarosty husiatyńskiego, nazywała się Janina Lisowska, urodziła się w rodzinie Andrzeja Lisowskiego, szlachcica herbu Jeż, który poległ przy szturmie Marienwerdera w wojnie pruskiej; matka oddała swoją córkę do służby w rodzinie Ostrogskich, więc do narodzin Elżbiety mieszkała ona w pokojach księcia Konstantego Iwanowicza w Turowie, służąc wdową księżnej. Kiedy w rodzinie najstarszego syna księcia, która właśnie poniósła ciężką stratę, pojawiło się dziecko, dziewczynka – Janinę przeprowadzili do Ostroga, i ona została opiekunką małej Elżbiety, ponieważ jej matka nie mogła właściwie zadbać o niemowlę – wszystkie siły Beaty były ukierunkowane na rozprawę z opiekunem brata jej zmarłego męża. W roku śmierci Ilyi jego brat Bazyli skonczył dopiero trzynaście lat, więc Beata miała szansę zostać spadkobierczynią majątku całej rodziny – zwłaszcza, że owdowiała księżna sama nie zawracała sobie głowy sprawami doczesnymi. Ale książę Jerzy Symeonowicz, brat wdowej księżnej, który został opiekunem Bazylego, nie tylko zdołał powstrzymać ingerencję Beaty do Wołyńskich posiadłości rodziny Ostrogskich, ale także postanowił poważnie zbadać tajemniczą śmierć Ilyi Konstantynowicza. Dlatego Beata całą swoją siłę wykorzystywała na konfrontację z rodziną szwagra... – Po tych słowach Pan Sławomir uśmiechnął się smutno.

- Więc ta Janina była małej Halszce zamiast matki? - spytał Pan Stanisław.

- I nawet więcej. Wie Pan, czasami dzieci nie mogą powiedzieć matce wszystkiego, o czym myślą – natomiast niani może, niania zawsze więcej wie o dziecku niż własnf matka... Więc Janina została dla małej Elżbiety i matką, i nianią, i starszą siostrą – wszystkim naraz...

Jak już mówiłem, Elżbieta od urodzenia nabyła prawo do posiadania niezliczonych bogactw – zgodnie z wolą Ilyi, cała jego własność, którą najstarszy syn Wielkiego Hetmana Litewskiego odziedziczył od swego ojca: połowa Księstwa Ostrogskiego z Dubnem, Ostrogiem, Czudnowem, Połonnym, Kropiłowem, Lubartowem, Dermaniem, Meżyriczem, Litowiżem, do tego jeszcze trzy i pół dziesiątka miast i zamków z sześciuset czterdziestoma trzema miasteczkami i wioskami, gospodarstwami, zaściankami i osadami – razem ponad sześćdziesiąt tysięcy chłopów pańszczyźnianych. Miała także prawo do otrzymywania cła na wywóz zboża i lasów, polowań w Puszczy Krzemienieckiej, myta od kupców handlujących z Krymem... Elżbieta – a raczej jej matka – otrzymywała dochody z zamków, ziem uprawnych, łąk, pastwisk, ogrodów, gruntów ornych, lasów, gajów, pasiek, goscińców, fabryk, targów, myta, przewozu, mostów, jezior, stawów, rzek, lowów ryb, młynów, stad bydła domowego i z roboty niewolników i niewolnic. Rocznie to wszystko przynosiło w tamte czasy co najmniej sto pięćdziesiąt tysięcy kop litewskich groszy!

Komisarz westchnął ciężko.

- Skarbiec obecnie nie może nawet marzyć o takich dochodach...

Pan Sławomir rozłożył ręce.

- Panie Stasiu, ale nie można nawet porównywać – dochody z majątku Wielkiego księcia, czy Korony a ordynację Ostrogską! Książę Janusz, wnuk Jego Mości Konstantego Iwanowicza, piętnaście lat temu, wydobył w Sejmie przywileja odnośnie dalszej niepodzielnością ziem Ostrogskich – więc po wszystkich podziałach i konfiskacjach ten majorat, jak teraz to się nazywa po niemiecku, nadal składa się z trzech tuzinów miast i zamków oraz sześciuset wiosek i zaściankow! A w czasach Jego Mości księcia Bazylego, gdy był władcą prawie całego Wołynia i Podola – roczny dochód domu Ostrogskich wynosił sześćset tysięcy kop litewskich groszy! Bogactwo tej rodziny było niezliczone...

- Ale, jak pamiętam, Beata również domagała się tego majątku? Choć według woli świętej pamieci księcia Ilyi nic nie dostała? – zapytał komisarz.

Pan Sławomir skinął głową.

- Oczywiście! Dlaczego niby najpierw zawróciła głowę najstarszemu synowi Wielkiego hetmana, a potem doprowadziła go do śmierci? Ale, ku jej nieszczęściu, okazała się zbyt chciwa – żądajac nie tylko całej spuścizny swojego zmarłego małżonka, ale także ziemi owdowiałej księżnej i księcia Bazylego. Tym samym rozpętała waśń i przyniosła do własnej rodziny nasiona wzajemnej nienawiści... Małostkowy i chciwy drapieżnik, pozbawiony inteligencji, nie znający honoru i godności – oto kim była ta Beata Kościelecka, i to nie tylko opinia Janiny Lisowskiej, ale wszystkich tych ludzi, którzy znali wdowę księcia Ilyi. Chciwość zniszczyła ją, zarówno jak i jej dom, wieczny odpoczynek racz dać Boże jej nieszczęśliwej duszy...

Pan Stanisław westchnął.

- Stara, jak świat historia... Ale co z Halszką? Obiecał Pan ujawnić tajemnicę, związaną z jej losem?

- Jak obiecałem – zrobię to. A raczej opowiem Panu, co Janina Lisowska powiedziała mi w listopadzie tysiąc pięćset osiemdziesiątego czwartego roku w Husiatyniu.

Tak więc, mała Elżbieta dorastała, nie widząc łaski rodzicielskiej – ojciec, jak powiedziałem, oddał duszę Bogu trzy miesiące przed jej narodzinami, matka z całą swoją istotą walczyła się z młodszą gałęzią Ostrogskich, prawie zapominając o swojej córce – dopóki w roku tysiąc pięćset czterdziestym drugim Wielki Książe nadaną mu władzą nie zakazał waśni Ostrogskich, skarg i oszczerstw, które bardzo zniesmaczyły jego, tak również Wielkiego podskarbiego Litewskiego, który musiał te swary łagodzić. Komisja, wysłana przez Zygmunta Starego do Wołynia, podzieliła spuściznę Jego Mości księcia Ilyi w sposób następny: przypisała Ostróg i okoliczne wioski wdowie, natomiast Połonne, Czudnów, Meżyricz, Litowiż oraz Kropiłów wraz z okolicznymi zamkami, miasteczkami, wioskami, osadami i gospodarstwami – dla córki. Jednak biorąc pod uwagę nieletność Halszki, Beata przejęła wodze rządzenia całością spuścizny – zaniechawszy jednak spór z opiekunem księcia Bazylego o ziemie poza Prypiecią oraz Wołoczyskę z małymi miasteczkami... Wydawało się, że wszystko się poukładało, Beata otrzymała dochody, o których marzyła w latach panieńskich – ale niestety zamiast tego, żeby się zająć wychowaniem córki, pogrążyła się do próżniactwa, snobizmu i pozerstwa oraz rywalizacji w megalomanii przy dworze Krakowskim, odwiedzając Ostróg tylko na krótki czas... Natomiast wujek Elżbiety, młody książę Bazyli, coraz częściej zaczął odwiedzać zamek ojca – i za każdym razem jego wizyty stawały się dłuższe... Córka Ilii ujrzała w wuju ojca – którego ona, niestety, nigdy nie poznala za życie.

Kiedy młoda Elżbieta skonczyła dwanaście lat, Sejm w Wilnie, na specjalnie zwołanym posiedzeniu, przyjął rezolucję w sprawie losu młodej księżniczki Ostrogskiej. Nie mogła wyjść za mąż bez zgody opiekunów – to byli jej wuj książę Bazyli Ostrogski, król Zygmunt August oraz stary książę Sanguszko, starosta Winnicki i Bracławski, marszałek ziemi Wołyńskiej. Książę Bazyli był mocno zaprzyjaźniony ze synem starego Sanguszki, Dymitrem. Młody Sanguszko, będąc starostą Żytomierskim, a od roku tysiąc pięćset pięćdziesiątego drugiego Kaniowskim i Czerkaskim, choć był młody, ale w pełni się pojadł gorzkiego chleba wojny, ponieważ co roku musiał odpierać najazdy tatarskie ...

Komisarz od pomiarów nagle się ożywił.

- Tak, pamiętam! To jest ten Sanguszko, który chwycił księżniczkę Połubińską i trzymał ją w niewoli, zamierzając poślubić ją wbrew woli jej krewnych, a następnie zabrał młodą księżniczkę Ostrogska do Bohemii, gdzie zginął?

- Tak, to on, Panie Stasiu, przepraszam... A Pan dobrze się zna na historii ubiegłego wieku!

Pan Stanisław westchnął.

- Złote czasy, Panie Sławomirze, złote czasy...

- Pozwolę sobie nie zgodzić się z Panem, Panie Stanisławie. Tak, nie było wielkich wojen, podobnych do Iinflańskiej, a Korona i Księstwo żyły spokojniejsze i dostatniejsze – ale nawet wtedy zdarzały się tragedie ...

Komisarz skinął głową.

- Tak, historia księcia Dymitra Sanguszki jest prawdziwą tragedią greckiego układu...

Pan Sławomir tylko machnął ręką.

- Eee tam, Panie Stasiu, w porównaniu do naszej historii – co tam Ajschylos, Sofokles oraz Eurypides! – Po chwili zastanowienia kontynuował: - A więc o młodym Sanguszce. Po raz pierwszy przybył do Ostrogu w roku tysiąc pięćset pięćdziesiątym trzecim, tuż przed świętem Trzech Króli – a za nim, mimo młodego wieku, rozciągał się ołbrzymi tren rozmaitych plotek i kłamstw. Które nie zawsze były kłamstwami ...

Komisarz pokręcił głową.

- Ale księżniczkę Marynę Połubińską zabrał na siłę, zabrał wprost z ojcowskiego domu?

- Zabrał, tak. Desperat, co tu zrobisz! Ale trzeba mieć wobec niego pobłażliwość, dziadek księżniczki, książe Bazyli Andrejewicz, starosta Mścisławski, przed śmiercią obiecał młodemu Sanguszce rękę swojej wnuczki - a Dymitr Fiodorowicz chciał tylko uniknąć kolizji losu...

- Ale dlaczego wtedy nie poślubił księżniczki Maryny? Połubińscy są Gediminowiczami, rodziną szlachecka, pochodzącej od Olgerdowiczów...

Pan Sławomir ironicznie spojrzał na swojego rozmówcę i odpowiedział:

- A księżniczce Marynie w tym roku drogę przekroczyła Anna Jagellonka...

Komisarz ze zdumienia aż wstał.

- Jak to?

- A tak. - Zadowolony z efektu, stary szlachcic uśmiechnął się spod wąsów. – Młody Sanguszko nie tylko miał zdesperowaną głowę i talent wojownika, jakich mało na Litwie – z wygłądu był taki przystojny, jak anioł... To według Janiny Lisowskiej, która zobaczyła go po raz pierwszy podczas święta Trzech Kroli w zimie tysiąc pięćset pięćdziesiątego trzeciego roku. A o serdecznej więzi młodego Sanguszki i siostry Jego Łaskawości króla Zygmunta Augusta opowiedziała pokojówka jego matki, Anny Iwanowny, która również gościła w Ostrogu.

- Coraz ciekawsza jest historia, Panie Sławomirze, Po prostu nowela Boccacco!

- Raczej sonet Petrarki – przecież między młodym Sanguszką a królewną Anną ledwo zaczęła się rozwijać duszewna skłonność, którą od samego początku stłumiła królowa-matka. Poza tym córka Zygmunta Starego była o siedem lat starsza od księcia Dymitra ...

- Nie tylko nie słyszałem o tym, ale nawet nie myślałem, że to możliwe!

- Phi, Panie Stasiu, jak pisał Szekspir, "jest wiele rzeczy w świecie, bracie Horacy, o których naszym mędrcom się nie śniło"...

Młody Sanguszko i Anna Jagellonka spotkali się na balu królewskim na apostoła Filipa, w przeddzień postu Bożonarodzeniowego, w listopadzie tysiąc pięćset pięćdziesiątego drugiego roku. Królewna jak tylko zobaczyła księcia Dymitra – wnet zapłoneła do niego gorącą namiętnością. Tego samego wieczoru młody Sanguszko otrzymał list od Anny Jagellonki – nie pozostawiający żadnych wątpliwości co do intencji królewny; Książę Dymitr, zawstydzony i zdumiony, nie odważył się odpowiedzieć – a trzy dni później otrzymał drugi list, na który już ułożył odpowiedź. Lecz Anna Jagiellonka nie dostała tego listu, bo służącego, który niósł pismo, zatrzymała Bona Sforza. Królowa-matka była na tym samym balu, widziała, jak jej córka patrzy na młodego Litwina – i, oczywiście, wszystko pięknie rozumiała. Dzięki swoim sługom dowiedziała się o rozpoczęciu powieści epistolarnej i postanowiła zdławić ją w najbardziej zdecydowany sposób. Więc odpowiedź Dymitra Sanguszki trafiła nie do królewny Anny, lecz do jej matki...

Następnego ranka młodemu ksieciu był odczytany dekret Wielkiego Księcia Litewskiego, by natychmiast udał się do Bracława szykować prowincję do nadchodzącego najazdu Tatarów, ale werbalnie było dodane, by juz nigdy więcej nawet nosa nie pokazywał na Wawelu, źeby uniknać najgorszych nieszczęść w swiecie ...

Młody Sanguszko, będąc poddanym Wielkiego Księcia Zygmunta Augusta, nie ośmielił się zaniechać dekretu – ale gniew i pragnienie zemsty za upokorzenie po prostu ogniem wypalały całą jego istotę... Natychmiast wyjechał z Krakowa – ale ani w swoim rodowym zamku w Kowlu, ani w Bracławiu, gdzie kazano mu jechać – nie

pojawił się, a przez następne dwa miesiące miotał się na Rusi Litewskiej, nie wiedząc, jak zgasić swój gniew i gorycz... Nie zapomijmy, że Sanguszki są z rodu Gediminowiczów, pochodzenie swoje wiodą od Lubarta, Jagielloni nie są im równi. Z oburzenia, które dręczyło jego duszę, młody książę całkiem zapomniał o młodej księżniczce Połubińskiej, pozostawionej pod opieką ciotki Teodii Andrejewny i został pochłonięty niezdolnością pomszczenia za upokorzenie – pamięta Pan, że Zugmunt August, jak by to nie było, był królem i Wielkim Księciem...

I z tego palącego smutku książę Dymitr pojechał do Ostroga – mając nadzieję, że w towarzystwie Jego Mości młodszego Ostrogskiego pozbawi się goryczy przy chmielowych ucztach... Ale chodziło mu nie o Annę Jagiellonkę, chociaż uwaga królewny była pochlebna dla młodego księcia – był on wsciekły z pogardy, którą nie da się odkupić. W każdym bądź razie, tak to opowiadała Janinie Lisowskiej pokojówka Anny Iwanowny, matki młodego księcia. Ale duszy kobiety w takich przypadkach nie da się okłamać – kobieta wyczuwa to nie umysłem swoim, ale sercem...

No... a teraz o pierwszym przybyciu Dymitra Sanguszki do Ostroga. Przyjechał tam, płonąc słusznym pragnieniem zemsty – której, niestety, nie mógł w żaden sposób zaspokoić. I nagle, na obiedzie, podanym z okazji przybycia wybitnych gości, spotyka młodą Elżbietę!

О tym wydarzeniu Janina Lisowska opowiadała w szczegółach – przecież to było początkiem tragicznego epilogu życia młodego księcia. Dymitr Sanguszko wszedł do sali kominkowej w książęcych pokojach; przy głównym stole siedzieli jego matka, owdowiała księżna Anna Iwanowna, książę Bazyli oraz przyszły teść młodego Ostrogskiego, Wielki hetman koronny Jan Tarnowski; natomiast przy stole gościnnym – stary książę Czetwertyński, który zatrzymał się w Ostrogu po drodze do Wilna, koronny pościelniczy Koniecpolski, zaproszony przez księcia Bazylego do omówienia niektórych spraw – i Beata, która przybyła godzinę wcześniej.

Równocześnie z młodym księciem do sali weszła młoda Elżbieta w towarzystwie niani – ziewczynka dopiero skończyła trzynaście lat, dopiero zaczęła poznawać swoją kobiecość, była świeża, młoda, nieśmiała i urzekająca swoją bezpośredniością... w tym miejscu słowa Janiny mogły wywoływać pewne wątpliwości, bo Elżbieta była prawie jej córką. Ale w każdym razie, dla młodego księcia, dziewczyna, która weszła z nim do sali, została najlepszym lekarstwem przeciwko dręczącego jego pragnienia zemsty i gorzkiej świadomości tego, że nic z tym nie da się zrobic, – jestem starym człowiekiem i doskonale rozumiem uczucia, Dymitra Sanguszki podczas spotkania z młodą Elżbietą... Młodość jest zawsze urocza! – zakończył swój monolog szlachcic i mocno przypił się do kubka z miodem.

- Ile lat miał wtedy książę Dymitr? – żwawo zapytał komisarz.

- Dwadzieścia dwa lata.

- A księżniczka Ostrogska, mówi Pan, trzynaście?

- Zgadza się. Nic dziwnego, że między nimi błysnęła iskra – to jest młodość, nic na to nie poradzisz...

Zresztą Pani Janina na Boga przysięgała, że na początku między księciem Dymitrem a księżniczką Elżbietą nie było nawet rzucone przypadkowego słowa – siedzieli po przeciwnych stronach przy stole, młoda księżniczka z musu odpowiadała na jakieś pytania matki, Dymitr usiłował podtrzymywać rozmowę z księciem Bazylim – także bez powodzenia. I tylko wtedy, gdy ich oczy się spotykały – szkarłatny rumieniec nagle się pojawiał po obu twarzach... Ale Janina Lisowska nie jedyna to zauważyła – pod koniec obiadu księżna Sanguszko poprosiła syna, aby poświęcił jej trochę czasu. Jak wie Pan, Panie Stanisławie, kobiety umieją zachować tajemnice – ale tylko wszystkie razem, wspólnie... Wieczorem szczegóły rozmowy Anny Iwanowny z księciem Dymitrem znane były wszystkim mieszkańcom pałacu Ostrogskiego. – Stary szlachcic westchnął, ukrywając pod wąsami ironiczny uśmiech.

- Księżna przypomniała synowi o młodej księżniczce Połubinskiej, marnującej się w Kowlu? – Uśmiechnął się i zapytał komisarz.

- I o tym też. A także o decyzji Sejmu w Wilnie. O tym, że po tak ryzykownie rozpoczętej korespondencji z Anną Jagellonką młody książę nie ma szansy na zgodę Zygmunta Augusta na ślub z młodą Ostrogską, ponieważ królowa Bona Sforza jest niezwykle pamiętliwa, mściwa i złośliwa. Ale to, według słów pokojówki księżnej, tylko podgrzało zainteresowanie młodego Sanguszki do Elżbiety. Młodość – to jest wyjątkowo niebezpieczna pora życia, a wszelkie zakazy tylko zachęcają do ich złamania – myślę, że Pan również doświadczył tego w swoim życiu...

Komisarz uśmiechnął się smutno.

- No... za moje młode lata najbardziej odważnym obaleniem tabu była kradzież czereśni w ogrodzie naszego sąsiada, szanownego sędziego Jana Skarzyńskiego...

- Tak, i dzięki Bogu, bo pokora od młodych paznokci jest lepszą od bezmyślnej brawury, wielkie męży stanu dorastają od pokornej młodości, a desperaci rzadko żyją do siwych włosów... Oto, Panie Stasiu, ma Pan trzydzieści z hakiem – i już jest Pan podskarbim Mścisławskim, komisarzem od pomiarów ziemi... jak załatwi Pan pomiary miejscowe – zostanie Pan starostą lub kasztelanem Witebskiem, a poźniej, patrz Panie, bliziutko jest do rangi Wileńskiego podkomorzego... – stary szlachcic uśmiechnął się z ledwo wyraźną ironią.

Komisarz podniósł brew.

- Panie Sławomirze, rozumiem Pana ironię. Ale przecież konieczne jest, źeby ktoś zarządzał w kwestiach gospodarczych, Księstwo obecnie jest w takim upadku i nędzy, że tylko cud Pana Boga pomoże nam uregulować wydatki państwowe bez obniżania zawartości srebra w mennictwie szelegu... Powiem tak Panu, że w naszych sprawach teź jest potrzebna waleczność, niech nie taka sama, co na polu bitwy, ale waleczność umysłu. O wiele łatwiej jest wygrać kolejną bitwę z Tatarami niż pokonać sam na sam mennicę węgierskiego króla Władysława z jego podłym groszem świdnickim... – Pan Stanisław poczuł się dość obrażonym sugestiami starszego szlachcica.

Wierenicz skinął głową.

- Wybacz mi, Panie Stasiu, poniosło mnie w niewłaściwym kierunku... Każdy ma swoją własną gwiazdę, pod którą się urodził, ktoś walczy z Tatarami, a ktoś radzi sobie z pomiarami, czynszami oraz mytami... Zgadzam się z Panem, głupio zachowałem się, jak małolat-gołowąs.

Pan Stanisław odetchnął z ulgą.

- I ty, Panie Slawomirze, nie bądź na mnie zły... Jednakże odeszliśmy od wydarzeń roku tysiąc pięćset pięćdziesiątego trzeciego od chrztu Pańskiego – co stało się później w książęcym zamku w Ostrogu?

Pan Wierenicz pokręcił głową.

- Według Pani Janiny działy się tam niesamowite rzeczy. Następnego dnia po uczcie, Elżbieta poprosiła matkę, aby pozwoliła jej jechać na spacer konny – chociaż nigdy do tej sztuki, jazdy w siodle, nie wykazywała żadnego zainteresowania, pomimo tego że nauczyła się jej. Na początek Beata zdecydowała się pojechać wraz z córką – ale potem, jak to zdarza się z kobietami, zmieniła zdanie, prosząc o towarzystwo dla młodej księżniczki księcia Bazylego. A kiedy Elżbieta, książę Ostrogski, hajducy, powodni kozacy choragwi dworskiej i posłańcy, orszakiem o dwustu jeźdźców opuścili bramy zamku – na brzegu Wilii spotkał ich młody Sanguszko ze swoimi ludźmi. Spacer trwał niemal do samego wieczora – następnego dnia wszystko się powtórzyło. Młoda księżniczka nagle została miłośniczką konnej jadzy, i każdego dnia zapuszczali się coraz dalej, czasem aż do klasztoru Świętej Trójcy w Meżyriczu, czasem do Rozważu, a czasami nawet do Netiszyna na Gorynie! Na szczęście zima w tym roku była łagodną, mrozy nie były za mocne, lód na rzekach był zaledwie pół wierszka – dlaczego nie miałaby jeździć by dziewczyna?

- Rozumiem, że księżniczka nie jezdziła sama? – żartobliwie zapytał Pan Stanisław.

Starszy szlachcic się uśmiechnął.

- Wiadomo, nie sama. Hajducy towarzyszyli jej – zawsze z trzema lub czterema, powodnymi, kozakiem z sotni dworskiej z szablą i arkebuzem... ale i Pan Dymitr Sanguszko ze swoimi służącymi. Początkowo książę Bazyli brał udział w tych spacerach – ale nie był zadowolony z nich, już podczas trzeciej wyprawy wyruszyła jego siostrzenica w towarzystwie wiernego człowieka księcia, szlachcica Mariana Gigoły. Szlachcic musiał strzec księżniczki przed wszelkimi rodzajami niebezpieczeństw, a przede wszystkim chronić jej honor – ale będąc leciwym mężczyzną, oprócz tego skłonnym do dobrego kubka, zwykle tuż przy bramie zamku opuszczał orszak i jechał do korczmy Nachima z Berdyczowa – gdzie zwykle spędzał czas do powrotu spacerowiczów, składając hołd dobrym miodom i gorzałce, na szczęście Pan Dymitr hojnie opłacał jego uczty... – Pan Wierenicz uśmiechnął się spod wąsów.

- Czy to Pani Elżbibeta spędzała cały czas w towarzystwie księcia Dymitra? Bez odpowiedniego nadzoru?

Starszy szlachcic rozłożył ręce.

- No przecież jak młodzi zakochani zechcą być obok siebie – nie pomoże nie tylko stróż, ale mury forteczne w kilka tuzinów sążni będą bezsilne... Tym bardziej akurat to był tydzień maślany, święta, poczucie wiosny... Sprawy młodych! Ale, Panie Stasiu, nie miej Pan złych myśli – Pan Dymitr, chociaż był odważny szlachcic i śmiały do szaleństwa – ale pojecie o honorze miał doskonałe. Z Elżbietą tylko między sobą rozmawiali – ale, jak mówiła Pani Janina, rozmowy te były takie, że za każdym razem, wracając do zamku, młoda księżniczka płonęła jak róża majowa...

- Jezusie kochany, nawet nie myślałem nic takiego... A co z Beatą? Jak ona na to patrzyła?

Starszy szlachcic westchnął

- Nikt nie mógł zrozumieć tej kobiety – tym bardziej zwykła niańka.... Janina mówiła, że po pierwszych zalotach młodego Sanguszki do jej córki wdowa księcia Ilyi całkiem przychylnie postępowała – książę Dymitr był szlachetny, bogaty, odważny, swoj szlachecki tytuł niczym nie zaplamił – i kiedy wysłał na święto Matki Boskiej Gromniczną do niej bliskiego bojara z zapytaniem o eweltualnych zaręczynach – Beata zareagowała na to bardzo przyjaźnie...

- A co z decyzją Sejmu w Wilnie? Pani Kościelecka nie mogła go zaniedbać, a książę Sanguszko też wiedział o niej...

Pan Wierenicz machnął ręką.

- Kto, będąc młodym, poważnie podąża za rozkazami starszych – choć w rodzinie, choć w kraju? Książę Dymitr widział tylko Elżbietę, jej szkarłatne policzki i figlarne oczka – co miała do tego decyzja Sejmu? A Beata, kompanka królowej-matki, prawdopodobnie wierzyła, że w razie potrzeby Bona Sforza każe synowi, co powinien zrobić...

- Ale, o ile pamiętam, wszystko potoczyło się wbrew woli młodego Sanguszki?

Starszy szlachcic westchnął.

- W Wielki post Beata wyjechała do Krakowa – w Ostrogu o tej porze nie miała nic do roboty, książę Bazyli, choć nie był gospodarzem zamku, ale był najstarszym mężczyzną w rodzinie, a będąc człowiekiem o mocnej wierze, utrzymywał dwór i zamek w surowości, pobożności i szacunku dla prawa prawosławnego. Post i modlitwa – co jest w tym ciekawego dla takiej osoby, jak Beata? Na Wawelu miała bardziej wesoło. Wróciła dopiero na Wielkanoc – a do tego czasu w Ostrogu wszyscy byli już pewni nadchodzącego ślubu młodej Elżbiety i Dymitra Sanguszki, czekali tylko na pełnolecie księżniczki Ostrogskiej. Czternaście lat powinna była skończyć w listopadzie...

- I co Beata?...

- Beata wysłała do księcia Sanguszki bezwarunkowy wymóg, aby opuścił zamek wraz z jego sługami i bliskimi bojarami. Natychmiast po przyjeździe. To był grom z jasnego nieba – wszyscy czekali od matki Elżbiety czegoś całkiem innego... Nikt w Ostrogu nie mógł niczego zrozumieć – za wyjątkiem księcia Dymitra. Pani Janina była w przyjaźni z pokojówką księżnej Anny Iwanowny – i ta powiedziała, że książę Dymitr, po otrzymaniu tak nieprzyjaznej wiadomości od Beaty, przez całą noc się miotał w swoich pokojach, powtarzając „Bądź przeklęta, francowata Włoszko!”

- Ale...czy to królowa-matka, Bona Sforza, zakłóciła ten ślub? – zdziwił się Pan Stanisław.

- Ledwo nie zakłóciła.

- O tak, oczywiście, pamiętam, książę Dymitr wbrew pozorom połączył się z młodą księżniczką Ostrogskiej... Jednak był człowiekiem krnąbrnym i upartym, ten młody Sanguszko!

Leciwy szlachcic skinął głową.

- Desperat, co tu mowić ... Ale Panie Stasiu, rozważ Pan tutaj, że ślub księcia Bazylego i Zofii, córki Pana Jana Tarnowskiego, Wielkiego hetmana koronnego, był już wyznaczony w dniu święta Trójcy. Okazało się, że Bazyli był pożądanym narzeczonym, a księciu Dymitrowi Beata wystawiła dynię, jak to było w tradycji rosyjskich województw wśród szlachty... To był podwójna obraza! To było w ogóle nie do zniesienia!

- Ale czy młody Sanguszko jednak opuścił Ostrog?

Pan Wierenicz rozłożył ręce.

- A co mógł zrobić? Tego samego dnia, bez opóźnień – honoru miał obficie... I wraz z nim wyjechał książę Bazyli, udał się do siebie, w Turów. Ale ani książę Dymitr do Kowla, ani młody Ostrogski do Turowa – wciąż nie dojechali. Oba pojazda zatrzymały się w Klewaniu, w zamku Czartoryjskiego.

- W tym, który w czasach Jarosława Mądrego był Koływaniem? – błysnął erudycją Pan Stanisław.

Szlachcic skinął głową.

- Tak jest. Książęta obozowali w Klewaniu, wymyślając, jak zrealizować plan małżeństwa Dymitra i Elżbiety – ponieważ teraz Sanguszce po prostu nie było gdzie się wycofać. Można było znieść upokorzenie od matki króla, choć wymagało to znacznego hartu ducha. Ale od bękarta?!? To było po prostu nie do pomyślenia!

- Ale Beata jednak była córką Zygmunta Starego... – zaprzecił komisarz.

- Bękartem była! – odciął starszy szlachcic. I dodał już łagodniejsze: - Panie Stasiu, w tej sprawie ja, przepraszam, jestem stronniczy i jestem po stronie młodego Sanguszki – więc moja historia nie będzie kroniką Nestora... Jestem stary, sentymentalny i kocham wszystkie takie bzdury o miłości, niech mi Pan to wybacy wielkodusznie... a młody książę Dymitr i Elżbieta kochali się, Pani Janina w tym na Boga przysięgała... Za Pana zgodą kontynuuję moją opowieść. Tak więc, obóz w zamku nad rzeką Stubłą i rodowy zamek w Ostrogu natychmiast połączyły się linią pocztową, która zaczęła pracować z całej siły...

Każdego dnia posłaniec wyruszał z Klewaniu do Ostroga z listem do młodej księżniczki – oraz każdego dnia z zamku Ostrogskich wysyłana była odpowiedź do brzegów Stubły. Co napisali do siebie Dymitr i Elżbieta – Bóg wie, ale Pani Lisowska zapewniła, że z każdym dniem wzrastało zaangażowanie Halszki w młodego Sanguszkę. A kiedy wołynskie Romeo i Julia spotkali się na ślubie Bazylego, nawet ślepy nie mógł nie zauważyć nieodwracalność ich związku.

- A co Beata?

- Zaraz po ślubie Beata wyjechała do Krakowa, by szukać wsparcia u Bony Sforzy. Ale królowa-matka w tym czasie prawie straciła swój wpływ na syna – i temu, jak Pan pamięta, w niemałym stopniu posłużyła śmierć Barbary Radziwiłłówny. Nie wiadomo, o czym rozmawiały Beata Kościelecka i Bona Sforza, ale negocjacje te trwały dość długo – aż do święta proroka Eliasza matka Elżbiety przebywała w Krakowie. Młodzi książęta też nie marnowali czasu – przygotowywali sposoby zarówno na szczęśliwe rozwiązanie sprawy, jak i na ten przypadek, gdyby nad zakochanymi zabrzmiała królewska burza. Po pomyślnym zakończeniu młodzi planowali udać się do Kaniowa i spędzić pierwsze miesiące życia w tamtejszym zamku. Natomiast w przypadku nieszczęśliwego rozwiązania postanowili przygotować ucieczkę do granic cara. Książę Bazyli napisał do swojego teścia, Pana Tarnowskiego, i namówił go aby dał schronienie naszym wołyńskim Romeo i Julii w swoim zamku w Roudnicach nad Łabą, który jest w Bohemii – jak Zygmuntowi Augustowi stwardnie serce i rzuci swój gniew na Sanguszkę za zaniedbanie królowskiej woli.

- Jednak to jest słusznie! – zauważył komisarz ziemski.

Starszy szlachcic skinął głową.

- Książę Bazyli za młodych lat miał skłonność do myślenia o kilka kroków naprzód – które, nawiasem mówiąc, bardzo mu później pomogło po klęsce rokoszu Nalewajki... Jednak wrócimy do sierpnia roku tysiąc pięćset pięćdziesiątego trzeciego. Beata, bezsensownie spędziwszy czas w Krakowie, wróciła do Ostroga – akurat pierwszego dnia postu przed świętem Wniebowzięcia. Następnego ranka pod murami zamku Ostrogskiego pojawili się młodzi książęta z kozakami i służącymi; drużyna nie była liczna, Pani Janina twierdzi, że bylo ich nie więcej niż trzy tuziny konnych, z których prawie połowa była poważnie uzbrojona w piki, fuzje i arkebuzy, lecz reszta miała tylko szable – ale ani Sanguszko, ani książę Bazyli nie planowali szturmować Ostroga. Po przybyciu Beata zamknęła się w swoich pokojach i słuzącym kazała nie budzić się do południa – natomiast młodzi książęta przybyli o świcie. Klucznik zamkowy zameldował o gościach przed dowodcą straży, ten – przed książęcym podkomorzym, a ten ostatni, który, nie chcąc zostać się przedmiotem gniewu księżnej, obudził księżniczkę, która tylko udawała, że śpi, lecz przez całą noc, nie zamknęła oczu. Elżbieta przyjęła Pana Kwiecińskiego, który wówczas był książęcym podkomorzym, i kazała otworzyć bramę – co natychmiast się stało. No a dalej – jasne co... – i starszy Pan, westchnąwszy, podniósł kubek z miodem.

- Czy młody Sanguszko porwał Halszkę?

Pan Sławomir parsknął.

- To jeszcze trzeba popatrzeć, kto kogo porwał... Beatę, która wstała z łóżka z powodu hałasu na dziedzińcu, książę Bazyli kazał swoim ludziom zamknąć w sypialni. Kozaków dworskich z Ostrogu ludzie Sanguszki do pałacu nie wpuścili - ale te nie szczególnie tam wejść – Beata nie była lubiana przez służby dworskie... Ogólnie mówiąc, przed południem w Ostrogu już nie było ani młodych książąt z ich drużynami, ani Elżbiety z nianią i Marianem Gigołą – cała kompania w kłusie wyjechała do Klewania.

- I ślub odbył się w Klewaniu? Poza wolą Beaty?

Pan Wierenicz pokręcił głową.

- Czyżby Bazyli nie był głową rodziny? Z Klewania zostały rozesłane zaproszenia ślubne do wszystkich notabli Rusi Litewskiej i Litwy, a także do wybranych arystokratów Korony. I wielu z pierwszych osób z Wołynia, Podola, Małopolski, Podkarpackiej Rusi, Mśсisławszczyzny, Witebszczyzny, Bracsławszczyzny i Kijowa zgodziło się przybyć, choć słyszeli, że to małżeństwo nie było całkiem prawne... Ale rodzina Ostrogskich w Księstwie Litewskim nie była ostatnią – więc wielu uważało zaproszenie księcia Bazylego za znacznie ważniejsze niż decyzja Sejmu w Wilnie...

Wesele zaplanowane w było Ostrogu. Trzy dni po porwaniu Elżbiety, młodzi książęta, księżniczka i wszyscy służący wrócili do zamku rodowego, z którego w tym czasie już wyjechała Beata. A piętnastego września w kościele dworskim zamku Ostrogskiego odbyła się ślubna liturgia święta na rzecz Elżbiety i Dymitra. Beata nie była obecna, wszystko to było tylko według woli księcia Bazylego – natomiast Kościelecka, przeciwstawiając się jego planom i mając nadzieję na wydobycie z tego własnej korzyści, napisała skargę do Zygmunta Augusta. Podkreślała w skardze, że małżeństwo odbyło się wbrew woli jednego z opiekunów, Jego Mości Wielkiego Księcia i Władcy Państwa. Jaka by nie była, a w pomyślunku Beacie nie można było odmówić... Zygmunt August przeczytał jej donos, oburzył się z powodu tak oczywistego zaniedbania swoich dekretów - cóż, jeśli dodamy, że Bona Sforza też nie omieszkała dolać do tej czary goryczy swoją kroplę trucizny – wtedy można zrozumieć reakcję Wielkiego Księcia. Nie to że twoja wola jest wyzywająco zaniedbana, to jeszcze w oczach matki, która zawsze uważała ciebie za rozpieszczonego mięczaką, po prostu stajesz się żałosnym...

- Więc Zygmunt August ...

- Więc Wielki Książę Litewski zdecydował się na coś takiego, czego świat jeszcse nie widział...

O tym, jak książę Dymitr Sanguszko uciekł przed gniewem króla Zygmunta Augusta do carskich ziem, ale nie znalazł tam zbawienia, a także o losie daną mu przez Pana Boga żony, Halszki Ostrogskiej

Starszy szlachcic zamilczał, następnie pociągnął łyk z kubka, otarł wąsy, umieścił na talerzu przed sobą kilka wędzonych jazi, powoli pokroił jednego, zdarł mu skórę wraz z osypajacymi się łuskami, urwał kawałek suchego, z nikłnym zapachem półprzeźroczystego miąższu, ze smakiem zaczął żuć – i tylko wtedy, odchyliwszy się do tyłu, kontynuował:

- Jak wie Pan, w Sejmie w Wilnie postanowiono, że Elżbieta nie będzie mogła wyjść za mąż bez zgody wszystkich opiekunów – których, pozwolę sobie przypomnić Panu, było czterech. I jeżeli szukania zgody Jego Mości Księcia Ostrogskiego i starego Sanguszki nie było potrzeby, to dwaj inni opiekunowie, Beata oraz Jego Mość Wielki Książę Zygmunnt August, takiej zgody nie wyrazili.

Komisarz skinął głową.

- Tak, słyszałem o tym. Jego Mość król i Wielki Książę był wtedy rozwścieczony jak osa...

Pan Wierenicz westchnął ciężko.

- Jakby tylko to... Na początku nic nie przepowiedziało nieszczęśliwego zakonczenia sprawy – trybunał mógł nie podjąć takiej decyzji, ponieważ litewscy notable byli gotowi zabrać głos po stronie oskarżonego. Do Knyszyna, gdzie został powołany sąd w tej sprawie, mieli zamiar jechać dwóch Radziwiłłów, braci zmarłej Barbary – kanclerz i wojewoda Wileński Mikołaj Czarny i wojewoda Trocki i Wielki Hetman Mikołaj Rudy, a także wojewoda Witebski Grzegorz Chodkiewicz. Partia obrońców Sanguszki powstałaz najszlachetniejszych ludzi. Ale w przeddzień Wigilii, wszyscy z nich dostali pismo, wysłane przez Wielkiego Księcia, w którym ogłoszone było, że obecność ich w trybunale nie jest możliwa ze względu na brak mieszkań – w Knyszyńskim zamku tuż przed sądem wybuchł pożar, więc całe posiedzenie zostało przeniesione do murów kościoła świętego Jana Ewangelisty.

- Pożar?..

Szlachcic wzruszył ramionami.

- Nie wiadomo mi to, ale była to bardzo sprawna wymówka, aby nie dopuścić do udziału w sądzie panów obrońców, zwolenników księcia Dymitra. Litwy w Knyszynie, można powiedzieć, nie było. Lecz Korony... Korony było tam obfite. Przy tym dla krytyków Sanguszki – Zborowskich, Kościeleckich, Górkow – znalazło się miejsce w trybunale jak również w kamienicach mieszkalnych. Skutek tego sądu, myślę Panie, wie Pan komisarz. Książę Dymitr Sanguszko za zbrodnie, których nie popełnił, został oskarżony o gwałtowny napad na zamek w Ostrogu, znęcaniu się nad Beatą i jej otoczeniem, porwaniu Elżbiety i został skazany na pozbawienie tytułów i osiedli oraz wygnanie z Litwy. Każdy, kto dałby schronienie księciu Dymitrowi, zostałby uznany za złoczyńcą i przestępcę, a ten, który podniósłby rękę na młodego Sanguszkę – od razu byłby oczyszczony ze wszelkich zarzutow... Marcin Zborowski bardzo się cieszył z ogłoszenia wyroku.

Pani Lisowska powiedziała jednak, że wyrok trybunału był dobrze znany w Kaniowie długi czas przed tym, jak został wydany – konny posłańiec od Bazylego Ostrogskiego przyjechał do zamku akurat w przeddzień Wigilii. Tego, co powiedział Panu Dymitrowi – ona nie wiedziała, ale powiedziała mi, że godzinę po pojawieniu się tego posłańca nieszczęścia w zamku Kaniowskim zaczęły się pilne przygotowania do wyjazdu. A rano orszakiem z połową tuzina załadowanych koni książę Dymitr z młodą żoną udał się do Włodawy, co leży w pobliżu Kowla – z tym, żeby tam, w swojej rezydencji, bardziej przypominającej małą twierdzę, czekać na wyrok trybunału, a jak będzie on naprawdę tak poważny, jak doniósł mu o tym posłaniec księcia Bazylego – natychmiast uciekać do carskich ziem.

I tu zaczynają się właśnie te tajemnice, o których mówiłem Panu od samego początku...

Komisarz zapytał z zainteresowaniem:

- Panie Sławomirze, czy Pan to wszystko wie ze słów niani młodej Ostrogskiej?

Starszy szlachcic skinął głową.

- W przeciwieństwie do innych, Pani Janina nie miała żadnego osobistego interesu w tej historii – dlatego myślę, że można uwierzyć tej historii całkiem bez wyjątku... Za Pana zgodą, Panie Stanisławie, będę kontynuował.

Przez dwa dni bez żadnych przeszkód ścigani dotarli do Białej Cerkwi, spędziwszy noc w gospodzie na brzegu Gorochowatki – dobrze, że szli lekko, konie były wypoczęte, nie udręczone przez długą drogę. Ale już w Fursach młoda księżna zasłabła, ześlizgnęła się z siodła, narzekając, że nie ma już siły, by jechać dalej – a młody Sanguszko został zmuszony do kupienia wozu, w który ją posadzono wraz z nianią. Szybkość orszaku wyraźnie spadła, do Berdyczowa musieli jechać przez trzy dni, ale cała podróż do Włodawy, gdzie dogonił ich posłaiec z czarną wiadomością z Knyszyna, zajęła uciekinierom dokładnie dwa tygodnie.

Pan Stanisław ocenił coś w myślach i po cichu policzył, poruszając wargami – i potrząsając głową zauważył:

- Źle jechali. Ledwo trzydzieści wiorst dziennie. Na drodze skutej zimą to całkiem mało...

Wierenicz kiwnął głową.

- Za mało. I nie chodzi nawet o to, że woz młodej księżnej i pani Janiny utrudniał szybką jazdę – kłopot polegał na tym, że Pani Elżbieta w tym wowie strasznie cierpiała na chorobę ruchu, a co godzinę wymiotowała wszystko, co podawali jej w karczmach. Do tego dochodził stały ból głowy, na który skarżyła się zarówno Pani Janinie, jak i Panu Dymitrowi, i ciągłe zmiany nastroju. Elżbieta mogła się roześmiać, gdy zobaczyła zająca, biegnącego przez pole i nagle się popłakać, zapewniając Janinę, że zajączkowi jest zimno i nieprzytulnie w grudniowym stepie...

W pokoju zapadła cisza. Następnie Pan Stanisław ostrożnie zapytał:

- Czy Pan ma na myśli to samo, co ja myślę?

- Dokładnie, Panie Stanisławie. Wkrótce domyślił się o tym cały orszak.

- Ale przecież nigdzie i nikt nie mówił, że Halszka była ciężarna?

- Nikt i nigdy.

Komisarz od pomiarów ziemi z podekscytowania nawet wstał.

- Pochamuj, Panie Sławomirze, swoją historię. Chce Pan powiedzieć, że w czasie ucieczki Elżbieta Ostrogska była już w ciąży? I – przysiegam na wielką pieczęć książęcą – co najważniejsze, nie poroniła dziecka?!?! Czyli Dymitr Sanguszko miał dziedzica?

Starszy szlachcic westchnął i odpowiedział:

- Nie poroniła. Szcześliwie urodziła dziecko w Poznaniu, w domu swojej matki, tuż na świętego Mikołaja z Miry.

Pan Stanisław wyszeptał ledwo słyszalnie:

- Jak strasznie powtarzają się losy... Ojciec Elżbiety nie zdąrzył zobaczyć swojego dziecka, a ojciec jej dziecka także zmarł przed jego narodzinami... – A potem usiadł i patrząc prosto w oczy starszemu szlachcicowi, zapytał: - Kogo urodziła Halszka – syna, córkę? Jaki jest los dziecka nieszczęśliwego księcia Dymitra?

Wierenicz-Stachowski pomału rozlał do kubków resztę miodu, pociągnął pół łyka ze swojego kubka i odpowiedział:

- Syn. Syn, o którym Pan wiele słyszał w życiu. Tak jest, Panie Stanisławie.

Po krótkiej przerwie komisarz ostrożnie zapytał:

- Czy naprawdę Pan chce powiedzieć, że Pani Janina Lisowska została niańką syna Halszki, małego Seweryna, który później przyjął nazwisko Nalewajki? Przecież to jest tak, Panie Sławomirze, w końcu do tego zmierza Pan w tej historii?

Starszy szlachcic ledwo zauważalnie uśmiechnął się spod wąsów.

- Przenikliwość i szybkość myśli, Panie Stanisławie, ma Pan niesamowitą... Tak, dokładnie tak.

- Ale przedtym w Bohemii zdarzyła się straszna, okrutna i brudna historia, gdy Zborowscy pozbawili życia szlachetnego księcia Sanguszkę, bezbronnego, prawie w nocnej koszuli... Tak?

- Tak, Panie Stasiu. Znam tę historię prawie z pierwszej ręki, Pani Janina widziała to wszystko i obmywała później ciało księcia Dymitra przed pogrzebem w Jaromierzu...

- Więc to wszystko jest prawdą, o Marcinie Zborowskim?

- Absolutna prawda.

- Szczerze mówiąc, przez długi czas nie wierzyłem, że tak szanowany, mądry od lat, znany ze swoich zasług szlachcic zdecydował się na coś takiego... Powiedz mi, Panie Sławomirze, wszystko, co Pani Janina opowiadała Panu o tej tragedii w Bohemii.

- Jak sobie życzy Pan, nie jest dla mnie to ciężka sprawa, tym bardziej, że jest to dawna historia, wszyscy te osoby spokojnie przeszli na tamten świat, ale i minęło już ponad siedemdziesiąt lat... Zmarli mnie nie potępią, a dla żywych ta historia jest przykładem i nauką.

Za Pana zgodą kontynuuję opowieść o nieszczęściach wojewody Kaniowskiego i jego młodej żony – zaczynając od dnia ich ucieczki z Włodawy.

Granicę Korony orszak Sanguszki pokonał już pierwszego dnia niechcianej podróży – na szczęście od jego posiadłości do polskiej granicy było niedaleko, a mytniki na drodze lubelskiej nawet nie pomyśleli o tym, żeby zakłócić drogę tak znanemu szlachcicowi – wiadomości o tragicznej przemianie w zyciu Dymitra Sanguszki do rogatek na Wieprzu jeszcze nie dotarły. Po nocy spędzonej w Urszulinie książę drugiego dnia podróży dojechał do Lublina – tam przed nim otwarły się dwie drogi do Bohemii: jechać prosto, wzdłuż Podlasia i Wielkopolski, do Rodunice, lub zjechać w kierunku południowym – z daleka od Piotrkowa Trybunalskiego, a granicę carską przejść w Małopolsce.

Dymitr Sanguszko, mimo tego że był młody, wyróżniał się wybitnym umysłem; rozumiał, że jak udadzą się prosto na Roudnice, przez Częstochowę i dalej na Dolny Śląsk, raczej nie uda się im dotrzeć do carskich ziem. Jak będzie pogoń – a Dymitr doskonale rozumiał, że ona będzie – wtedy nie dądza rady uniknąć spotkania z nią na tej drodze. Dlatego została wybrana inna droga, do Małopolski, od której do księstw Górnego Śląska jest w zasięgu ręki. Na szczęście droga przez Sandomierz, Połaniec i dalej do Krakowa prowadziła uciekinierów do Plessy, należącej do księcia Baltazara von Promnitza, notabla Carskiego, Biskupa Wrocławskiego. Pamiętasz, Panie Stasiu, jak arystokracja Wiedeńska w tamtych latach traktowała Zygmunta Augusta i cały dwór krakowsk...

Komisarz skinął głową.

- Tak, pamiętam. Śmierć pierwszej żony Jego Mości, Wielkiego Księcia Litewskiego bardzo popsuła stosunki między Wiedniem a Krakowem...

- Dokładnie. Ponadto na dworze Habsburgów uważano, że w zatruciu Elżbiety, córki cesarza Ferdynanda, też maczała palce Bona Sforza, i jestem skłonny twierdzić, że ta opinia nie wydaje mi się kłamliwą. I choć później, po tragicznej śmierci Barbary Radziwiłłówny, Zygmunt August ożenił się z siostrą Elżbiety, Katarzyną – stosunki pomiędzy Habsburgami a Jagiellonami nie były najlepsze. Dlatego młody Sanguszko skierował swoje konie do Plessy – w przekonaniu, że władca tego zamku pod źadnym warunkiem nie odda ich polskim gońcom.

I tak się stało. Ale stan młodej księżnej zmusił orszak do zatrzymania się na cztery dni w Nepołomicach koło Krakowa – było to na Trzech Króli. Jak się później okazało, to opóźnienie stało się dla nich fatalne...

Orszak młodego Sanguszki po Plessie skręcił do Dolnego Śląska – a przez Kłodzko, Nysę, Nachód i Jaromierz dotarł do Łysej nad Łabą koło Nymburka. Do zamku Roudnicy mieli jeszcze dwa dni podróży, ale już w Bohemii, na ziemiach carskich, gdzie, jak sądzili, polska pogoń nie była już dla nich straszna.

Młodszy szlachcic przerwał opowieść Panu Sławomirowi:

- Proszę mi wybaczyć wielkodusznie, ale wiedza Pana w dziedzinie geografii Śląska, Czech i ogólnie całego tego obszaru nieco... Nieco... Wydaje się niesamowitą, Panie Sławomirze!

Starszy szlachcic uśmiechnął się.

- Nic dziwnego. Ale tutaj mam usprawiedliwienie – po wszystkich tych drogach, o których wam tutaj mówię, ja, wraz z Jego Mością pułkownikiem Nalewajką, przeszedłem trzydzieści lat temu pieszo, konno i z bronią... Ale opowiem o tym nieco później.

Tak, więc, o zbrodni Zborowskich. Tego rana książę Dymitr, który właśnie opuścił rezydencję Pana Liwy, wstał wcześniej – Pani Janina, która spała w małym pokoiku obok świetlicy Elżbiety, nawet nie słyszała, jak młody książę schodzi na dół. Obudziła się tylko z powodu strasznego hałasu w kuchni – gdzie ludzie Marcina Zborowskiego, wpadli do domu bijąc księcia Sanguszko, mimo sprzeciwu wójta Nymburka, Adama Kuchty. Wójt, nawiasem mówiąc, dwa lata później w Pradze został skazany na wieczną katorgę za tą zbrodnię, ale nie był winny śmierci księcia Dymitra. Pani Janina, kiedy mowiła o tym okropnym poranku, płakała na głos, jakby to było wczoraj...

Młodego Sanguszkę ludzie Zborowskiego zabrali do Nymburka, a potem, zapewniwszy wójta Kuchtę, że książę rzeczywiście został wyjęty spod prawa, powieźli do Polski, ale następnej nocy w Jaromierzu, zabili go – udusili księcia Dymitra w stodole za pomocą pęta, którym zwykle pętają koni na pastwisku...

Komisarz z westchnieniem skinął głową.

- Tak, okropna śmierć, co tu mówić... – A potem, po chwili, zapytał: - A Elżbieta? Mówią, że stary Zborowski zabrał ją do siebie, do Kalisza, mając nadzieję wydać ją za mąż za jednego ze swoich synów?

Starszy szlachcic pokręcił głową.

- Nie, nie zabrał. Po śmierci księcia Dymitra, przywódcy pogoni – a oprócz Zborowskiego brali w niej udział Górki, Kościeleccy i Nemcowicze, nie licząc drobnej szlachty, której było do czterdziestu szabli, – podjęli wspólną decyzję, by wysłać Halszkę i jej nianię do Poznania. Starosta Poznania, Andrzej Kościelecki, złożył przysięgę na Biblię, że dostarczy Halszkę do domu jej matki w zdrowiu i bezpieczeństwie, z całej delikatnością, bo jej stan dla wszystkich w tym dniu był oczywisty. A wszyscy ci, którzy byli na tej radzie, czyli Kościeleccy, Górkowie i Zborowscy, złożyli na słowo szlacheckie przysięgę, że nikt nigdy się nie dowie, że Halszka, w chwili śmierci jej męża, nosiła w swym łonie dziecko nieszczęśliwego księcia Dymitra. I jak widać, Panie Stasiu, notable polscy słowa dotrzymali...

Komisarz uśmiechnął się smutno.

- Ale ta przysięga nie dotyczyła Pani Janiny Lisowskiej?

- Zgadza się. W podziemiach domu Husiatyńskiego starosty ujawniła mi tę tajemnicę. Chociaż nie będę ukrywał, że wtedy wydawała mi się prawdziwą fikcją...

- Więc co stało się dalej?

- Na Gromniczną Halszka z Janiną Lisowską przybyła do Poznania, do domu swojej matki. Pani Janina powiedziała mi, że na początek Beata przywitała córkę chłodno, zwłaszcza gdy dowiedziała, że cztery miesiące małżeństwa nie były bezowocne dla Halszki... Ale potem Beata gwałtownie zamieniła swój gniew na litość – do jej domu zaczęli zjjeżdżać posłańcy z całej Polski z propozycjami o charakterze matrymonialnym odnośnie jej córki. Beata uświadomiła sobie, że posiada naprawdę bezcenny skarb – władzę nad przerażoną i uległą dziewczyną, która nie tylko wypełniała wszystkie jej rozkazy, ale także była spadkobierczynią wielkiego majątku. W tym czasie Halszka miała dwadzieścia osiem zamków i miast, ponad pięćset wsi, osad, zaścianków i gospodarstw rolnych, pięćdziesiąt tysięcy chłopów pańszczyźnianych i trzysta tysięcy kop groszy rocznego dochodu. Jedyną rzeczą, która przeszkadzała Beacie, był każdego dnia rosnący brzuch Halszki. Dziedzic jej nie był potrzebny...

- Panie Sławomirze, przeraża mnie Pan... Przecież nic złego mu się nie stało, skoro mówi Pan, że syn Halszki przeżył i stał się Sewerynem Nalewajką?

Starszy szlachcic skinął głową.

- Chwała Bogu, na Wniebowstąpienie do Poznania przyjechał Jego Mość książe Bazyli. I zasugerował Beacie, żeby po porodzie Halszki zabrać nowonarodzone dziecko do Ostrogu, dać niemowlę do dobrej rodziny i wychować pod ścisłym nadzorem, nie informując ani przybranych rodziców, ani nikogo innego o jego prawdziwym pochodzeniu.

Komisarz od pomiarów ziemi zapytał z zaskoczeniem:

- A po co to było księciu Bazylemu?

- Pani Janina przemilczała to, oczywiste, że nie miała dostepu do prywatnych rozmów Jego Mości księcia Ostrogskiego z Beatą... Ale mam wyjaśnienie tego, a jak Pan chce, mogę to wytłumaczyć.

- Proszę Pana, Panie Sławomirze, bądź Pan łaskawy. Ale w głowie mi się nie mieści to wszystko, co ujawniło się dzisiaj... Elżbieta Ostrogska miała syna!

- I bardzo przeszkadzał jej matce... Nie zapomij, Panie, że Jego Mośc książę Bazyli, domyślał się, że śmierć jego przyrodniego brata nie była skutkiem upadku w turnieju rycerskim... Jest całkiem prawdopodobne, że książę Ostrogski na pewno wiedział, że powodem tego były tajemne mikstury i eliksiry Beaty, którą opiekała umierającego męża. I dlatego Jego Mość miał poważne obawy odnośnie przyszłości jeszcze nienarodzonego syna Halszki.

- Myśli Pan, że Beata mogła...

Starszy chlachcic wzruszył ramionami.

- Wszystkiego można było się spodziewać od wychowanki dziedziczki Borgia. Beata wyróżniała się niesamowitym zaniedbaniem wobec morali i zwyczajów, które były na Wołyniu od czasów starożytnych. Uważała, że jedyną wartością są jej uciechy i przyjemności, a pieniądze były potrzebne, by je zaspokoić. Dla pieniędzy była gotowa na wszystko... Książę Bazyli przejrzał swoją szwagierkę na wskroś. Więc zaproponował jej bronić swego majątku bez mordowania. W tym przypadku wszyscy pozostawali by przy własnych interesach – Beata nadal rządziła córką, która na zawsze pozostawiła swoją przyszłość w krwawej masakrze w Łysej nad Łabą, syn Halszki zyskał życie, a Jego Mośc książę Ostrogski – żywą pamięć o swoim przyjacielu, nieuczciwie zamordowanym w Bohemii, w obliczu tego chłopca. Cóż, Halszka ... Halszka nabyła prawo do nowego małżeństwa – choć, z drugiej strony, nie sądzę, żeby tego potrzebowała. Pani Janina powiedziała, że młoda księżna pozostała wierna swemu zabitemu mężowi, i do końca swoich dni wołała jego po nocach, miotając się na łóżku w niespokojnych snach...

Rozmówcy zamilkli. Następnie komisarz zapytał:

- Jak domyślam się, dziecko zostało wywiezione na Wołyń razem z panią Janiną?

Starszy chlachcic skinął głową.

- Tak, jesienią, w dzień Pokrowy. Halszka nie miała mleka, Beata wynajęła dwie mamki do karmienia, więc odseparowanie dziecka dla młodej wdowy było tragiczne, ale wciąż nie tak rozdzierające, jak to się dzieje, gdy dziecko jest zrywane z piersi matki... Pani Janina powiedziała, że dziecko, karmicielki, ją oraz trzech hajduków dla ochrony Beata osobiście wysłała w drogę aż długo przed świtem, podczas gdy Halszka spała w swoim pokoju. I to, co stało się dalej w domu Beaty – nie wie... Spotkała się z Halszką dopiero dwadzieścia lat później, w Dubnie, dokąd wdowę po księciu Sanguszce sprowadził Janusz Ostrogski. Pani Janina, płacząc, wyznała mi, że Halszka nie poznała swojej starej niańki i ogólnie była bardziej podobna do błogosławionej, odeszłej z naszego świata...

Komisarz westchnął ciężko.

- Pamiętam tą historię, Elżbietę kilkakrotnie próbowali wydać za mąż, jej matka się zaplątała w swoich intrygach matrymonialnych i skończyła swoje życie w jakimś zamku w Spiszu...

- W Kieżmarku, – podpowiedział starszy szlachcic.

- Tak, tak, w Kieżmarku, to akurat był kolejny spór o Spiszu z carskimi...

- Spór o Spiszu i nawet teraz nie jest skończony, ale śmiem twierdzić, że po nieudanej próbie arcyksięcia Maksymiliana usiąść na polskim stole carskie się zgodzili, że Spisz jest polski... Ale teraz nie o tym chodzi.

- Tak, Panie Sławomirze, wybacz mi Pan wielkodusznie, po prostu każda wzmianka o zamkach Spiszu rozdrapuje mi, jako podskarbiemu, starą ranę. Jednak trzydzieści trzy tysiące kop groszy praskich – to dziś, jak przeliczyć, jest sto tysięcy kop groszy litewskich, lub po nowemu sto dwadzieścia tysięcy złotych, jak obliczyć według stopy Batorego, za te pieniądze można było by teraz parę województw kupić...

- Zapomnij, Panie Stasiu, o tych pieniądzach, nie po to je zabrał Zugmunt Luksemburg, aby jego dziedzicy nam je zwrócili... Ciesz się, Pan, że Spisz teraz na zawsze jest polski i uspokój swoją niespokojną duszę. Ale będę kontynuował, za Pana zgodą...

- Tak, tak, Panie Sławomirze, dla Bożego miłosierdzia, kontynuuj swoją opowieść. Czy syn Elżbiety został wywieziony na Wołyń, do Husiatynia, jak mówił Pan?

- No... tak powiedziała mi Pani Janina Lisowska, a ja jestem skłonny jej wierzyć. W przeciwnym razie jest bardzo trudne do wyjaśnienia, w jaki sposób syn jakiegoś podstarosty z Husiatynia nagle został rotmistrzem chorągwi dworskiej Jego Mości księcia Bazylego pokonując wielu zasłużonych szlachciców. A jeśli dodamy do tego, że proboszczem kościołu dworskiego Ostrogskich został Damian Nalewajko, starszy brat Seweryna – to innego wytłumaczenia tego, niż ukryte spokrewnienie, nie mogę wymyślić...

- Ale dlaczego do Husiatynia? Dlaczego nie do Ostrogu?

Starszy szlachcic uśmiechnął się.

- Panie Stasiu, widzę, że Pan nie docenia Jego Mości księcia Bazylego... Przebiegłość jego rozumu była na ustach wszystkich o tej porze, ukrył syna Halszki w taki sposób, że nikt go nigdy by nie znalazł, gdyby, nie daj Boże, Beata zdecydowałaby się na coś strasznego... Poza tym, Husiatyń jest naturalną twierdzą wzglęgem nalotów tatarskich: z południa jest chroniony przez Dniestr i grzbiet Hotyński, niedostępny dla konnych; ze wschodu chronia go dopływy Dniestru, płynące z północy na południe – Matiorka, Kalus, Daniłówka, Uszyca, Ternawa oraz Smotrycz, nad którym stoi twierdza Kamienec Podolski... Do tego lasy Iwankowickie. Tatarom do Husiatynia nie było możliwości dotrzeć! Nie będę grzeszył przeciwko prawdzie, jeśli powiem, że Husiatyń jest najbardziej chronionym miejscem na całej Rusi Litewskiej.

Komisarz od pomiarów skinął głową z satysfakcją.

- Przekonał mnie Pan, Panie Sławomirze. Młody dziedzic księcia Sanguszki dorastał w ciszy i błogości, bezpieczny i obfity w jedzeniu i piciu. Ale dlaczego Jego Mość książę Ostrogski później pozwolił na to, żeby jego bratanek, Giedyminowicz po ojcu i Rurykowicz po matce, tak strasznie zginął w Warszawie? Dlaczego pozwolił mu wywołać rokosz przeciwko królowi Zygmuntowi Wazie?

Starszy chlachcic westchnął ciężko.

- Nie pozwolił. Tylko KAZAŁ Sewerynowi wywołać ten rokosz.

Komisarz zapytał ze zdumieniem jeszcze raz:

- Kazał mu?!? Książę Ostrogski oddał swoją własną krew, swego bratanka, na taką okrutną śmierć – z własnej woli? Ale po co?

- Po to, że było mu jego nie szkoda...

Jak Sławomir Wierenicz-Stachowski został zaufanym powiernikiem Jego Mości księcia Bazylego Ostrogskiego i dlaczego nie był z tego zadowolony...

W pokoju zawisła napięta cisza – taka gęsta, że słychać było, jak listopadowy deszcz monotonnie mży za oknem.

Podskarbi Mścisławski, kręcąc głową, nalał sobie i starszemu szlachcicowi miodu, przesunął kubek do rozmówcy – i spytał cichym głosem:

- Panie Sławomirze, może wyjaśni mi Pan swoje słowa? A to zacząłem już słabo rozumieć wszystkie zawiłości Pana historii.

Pan Wierenicz, kręcąc głową, podniósł kubek, zrobił łyk bursztynowego napoju, chrząknął – i odpowiedział:

- Cóż, wyjaśnię. Ale w tym celu najpierw opowiem Panu, Panie Stasiu, opowieść o rokoszu Kosińskiego, myśle, ze słyszał Pan o tej rebelii?

Komisarz skinął głową.

- Historia ta jest dawna, ale znana. Czy wojewoda Kijowski ztłumił ten rokosz, jak pamiętam?

Starszy szlachcic uśmiechał się chytrze, a w jego oczach błysnęły psotne iskierki.

- Ztłumił, jak było nie ztłumić... Ale na na początku go... rozpalił!

Pan Stanisław rozłożył ręce ze zdumienia.

- Panie Sławomirze, znów mnie Pan zadziwia! Jak to – rozpalił? Czy nie Pan Krzysztof Kosiński osobiście podburzył kozaków z województwa Kijowskiego do buntu i szturmu Białej Cerkwi? I czy to nie jego kozacy niszczyli, ruinowali, niosli głód i mór majątkom Ostrogskich?

Starszy szlachcic skinął głową.

- Tak jest, Panie Stasiu. Ale wcześniej zdarzyło się wiele rzeczy, o których Pan, jak myślę, nie wie. Na przykład, czy wie Pan, kto był piastunem na weselu Krzysztofa Kosińskiego z księżniczką Maruszą Rużyńską? – i, nie czekając na odpowiedź, dodał: – Jego Mośc książę Bazyli Ostrogski.

- I co z tego, Panie Sławomirze? Kogo to obchodzi, kto i kogo kiedyś ożenił, to jest taka sprawa...

- Zgadzam się z Panem, Panie Stasiu, ile jest przykładów w historii, gdy nie tylko bliscy znajomi – krewni gotowali sobie nawzajem krwawe łaźnie... Ale tutaj chodzi o coś innego.

- O co, Panie Sławomirze?

Starszy szlachcic przerwał rozmowę, westchnął i odpowiedział:

- Panie Stasiu... Zna się Pan na gospodarce, więc wie Pan, z czego żyje Wołyń, a także Podole, Kijowszczyzna, Bracławszczyzna oraz zadnieprowskie ukrajny. Ale i sam Pan niedawno mówił, że pszenica z Rusi Litewskiej jest prawie jedyną rzeczą, którą żywi i daje dochód Rzeczpospolitej. Przecież to jest tak?

Podskarbi Mścisławski przytaknął.

- Tak. Co prawda, na ten dochód dużo jest szabrowników, ale wciąż pszenica z województw ruskich jest złotem stepowym. Gdyby nie ona, to dawno byśmy poszli w świat z wygiągniętą ręką.

Starszy szlachcic skinął głową z zadowoleniem.

- Rozumie Pan więc, że ziemie zadnieprowskie, na których uprawia się tą pszenicę, województwa Kijowskie, Podole i Bracławszczyzna są olbrzymim majątkiem.

Komisarz w milczeniu pokiwał głową. Pan Wierenicz kontynuował:

- W tym roku książę Janusz Ostrogski, syn Jego Mości księcia Bazylego, otrzymał przywilej do własnych ziem na górnym Ingulcu i Rosi, za wyjątkiem nieużytków Rokytnego i Olszanki, razem dwieście wołok dobrych gleb i pół sta wołok traw zalewowych i pastwisk. Dobra posiadłość, ale książę Janusz miał znacznie szersze plany. Ingulec, jak wiadomo, wpada do Dniepru już w tatarskich granicach, ale z ujścia rzeki Żółtej i do połączenia jej z Saksaganią, przed pierwszymi tatarskimi rogatkami, teren wokół Ingulca, nie mniej niż tysiąc wołok najlepszych pól uprawnych i pół tysiąca pastwisk i nieużytków – były wtedy niczyje, ani Korony, ani magnatów, ani kozackie, ani tatarskie. Ale do tych ziem – półtora tysiąca wołok w środkowym Ingulcu – miał swój interes starosta Czerkaski, książę Wiśniowiecki. Kłopot polegał na tym, że Jego Mość król Zygmunt Waza w swoim przywileju nie ograniczył ziem dla księcia Janusza z południa – wierząc, jak myśle skromnym swym rozumem – że na stepach tych sam diabeł nogę złamie. Otóż, książę Janusz, oczywiście, zrozumiał, że skoro granice jego posiadłości nie zostały ostatecznie wskazane, wówczas może dowolnie traktować ten przywilej. I właśnie w tym miejscu życzenia młodszego księcia Ostrogskiego spotkały się z ambicjami księcia Wiśniowieckiego – który również uważał, że jak ziemi w środkowym Ingulcu są niczyje, to może przygarnąć ich do siebie.

- A co Kosiński do tego miał? – spojrzał z niezrozumieniem na starszego szlachcica komisarz.

- Kosiński nic do tegonie miał. Posiadał kilkanaście wołok wzdłuż Rosi, nieużytki Rokytne i Olszankę, ale nie miał ani chłopów pańzczyźnianych, którzy te ziemie by uprawiali, ani dzierżawców, którzy mogli je wynająć. Pan Krzysztof był, przepraszam Pana, żebrakiem, psem na sianie – posiadał ziemie, których nie mógł wykorzystać. Dlatego Pan Janusz uznał możliwym traktowanie królewskiego przywileju... hmm, jak to powiedzieć poprawnie... nieco poszerzone, zgodnie z jego własnym rozumieniem, włączając ziemie, uprzywilejowane dla Pana Kosińskiego, do swojej własnej posiadłości. Ale te dwa majątki były niczym w porównaniu z ziemią w środkowym Ingulcu, na które miał oko książę Wiśniowiecki. I na które Jego Mość książę Janusz patrzył z pożądaniem. I dlatego, żeby pomóc swojemu synowi, Jego Mość książę Bazyli, zazgrał figurą Kosińskiego...

- Zagrał? – w głosie komisarza było słychać zdumienie.

- Dokładnie tak, jak grę w szachy. – Po chwili starszy szlachcic kontynuował: - Kłopot w tym, że nasz król, niech Bóg błogosławi dni Jego Łaski, jest katolikiem z krwi i kości, gorliwym wyznawcą wiary i prawdziwym paladynem Świętego Przestołu; na ziemiach Korony jest to tylko jedna zaleta, ale w województwach litewskich, a zwłaszcza ruskich, stosunek do takiegoj fanatyzmu... jest co najmniej dwojaki. Panie Stasiu, błagam Pana o wybaczenie, jaką religię Pan wyznaje?

- Jestem katolikiem, Panie Sławomirze.

- A ojciec Pana, oby sto lat żył?

- Prawosławny jest. Nasza rodzina jest z Holszan, niedaleko Krewa. Mój ojciec przez całe życie był dzierżawcą majątku Podkołody w województwie Trockim, trzy razy był wybierany na podkomorzego przez sejmik powiatowy, ale trzy razy nie dostał tego stanowiska z powodu swojej religii prawosławnej. Dlatego kazał ochrzczyć mnie w wierze katolickiej, abym mógł osiągnąć więcej.

- No cóż, widać, nie na daremno – w wieku trzydziestu lat już jest Pan podskarbim Mścisławskim, komisarzem od pomiarów ziemi, negocjuje Pan z Moskwą, patrzeć, rok czy dwa, a już będzie Pan klucznikiem, a nawet kasztelanem Wileńskim! A już nie jest wtedy daleko do godnoóci kanclerza... – w głosie Pana Sławomira, mimo ostentacyjnego podziwu, pojawiła się oczywista nutka ironii.

- Panie Sławomirze, już o tym rozmawialiśmy... – z wyrzutem powiedział podskarbi Mścisławski.

- Milczę, milczę, Panie Stasiu, więcej o tym ani słowa! Tak więc, król i nasz Wielki Książę, niech Bóg błogosławi jego dni – bardzo chłodno traktował notabli wiary prawosławnej, z jakiegoś powodu wierząc, że tylko i wyłącznie przynależność do Stolicy Apostolskiej daje pełne zaufanie. Więc księcia Wiśniowieckiego, katolika, chociaż w pierwszym pokoleniu – Wielki Książę faworyzował, natomiast księcia Janusza, wtedy jeszcze prawosławnego – nie, z czego ten ostatni wywnioskował, że przywilej na ziemie w środkowym Ingulcu będzie wydany do starosty Czerkaskiego. O czym Janusz nie omieszkał poinformować rodzica. Utrata prawa do tych ziem oznaczała utratę pięćdziesięciu tysięcy pudów pszenicy do czystego dochodu; ani Ostrogscy, ani Wiśniowieccy nie mogli sobie na to pozwolić. I książę Ostrogski postanowił udowodnić Jego Łaskawości królowi, że poddane prawosławni nie są gorsi od katolików w służbie Korony...

Podskarbi Mśtisławski chrząknął z niedowierzaniem:

- Czy chciałbyś powiedzieć, Panie Sławomirze, że rokosz Kosińskiego został rozpoczęty i wykonany przez staranność wojewody Kijowskiego?

- Dokładnie tak, Panie Stasiu.

Komisarz ziemski zamilkł, zastanawiając się, a potem cicho zapytał:

- Powiedzmy, że jest to możliwe i nawet jest bardzo prawdopodobne, ale skąd to Pan wie, Panie Sławomirze?

Starszy szlachcic uśmiechnął się lekko.

- A stąd, Panie Stasiu, że osobiście byłem przypadkowym świadkiem rozmowy Jego Mości Księcia Bazylego z Krzysztofem Kosińskim tuż przed buntem...

- Jednak, jak widzę zdumienie na Pana twarzy, – starszy szlachcic uśmiechnął się lekko, – muszę zacząć od początku.

- Byłbym Panu bardzo wdzięczny, Panie Sławomirze, w głowie mi już się kręci od tego wszystkiego, co Pan powiedział, i wierzę, że powie Pan jeszcze więcej. – Komisarz przytaknął głową.

- Chętnie. Tak więc, rokosz Krzysztofa Kosińskiego, myślę że Pan to wie, zaczął się w tysiąc pięćset dziewięćdziesiątym pierwszym roku, w Wigilię – od zajęcia Białej Cerkwi przez bandę wynajętych przez Kosińskiego rabusiów. Jesienią tego roku, zgodnie z książęcą potrzebą, chorągiew nasza stacjonowała w Bogusławiu, gdzie przeprowadzaliśmy służbę patrolową i stawialiśmy kamienne mury w zamku, który trzy miesiące wcześniej został oddany przez króla Januszowi Ostrogskiemu. Napady tatarskie wtedy na Kijowszczyźnie były powszechne, a książę Janusz przede wszystkim chciał zastąpić drewniane mury i wieży kamiennymi. A ponieważ w Bogusławiu było niecałe sto dworów zamieszkanych, to budować twierdzę mieli kozacy pancernej chorągwi Ostrogskiego, którzy w przeciwieństwie do dworskich mogli zostać wysłani z książęcego zamku na długi czas. Obie sotnie naszej chorągwi, na przemian, to były wysyłane na patrole wzdłuż Rosi w kierunkupołudniowym, to pracowały przy naprawie ścian Bogusławia. W tym czasie dosłużyłem się awansu na dziesiętnika, ale razem ze wszystkimi rozbierałem zgniłe drewno starych murów, ciągałem kamienie i mieszałem glinę wraz z resztą ludu pospolitego. Nie do rangi nam było... A trzy dni przed Pokrową, nasz chorąży, Pan Filip Kuczyński – szlachcic, choć z zaściankowych, ale zasłużony wojownik, w bitwie przy Toropcu osobiście pojmawszy wojewodę Dementiego Czeremisinowa – posłał mnie do Fastowa, do Jego Mości księcia Janusza, z wykazem prac oraz kosztorysem wydatków na zamek. Zabrałem ze sobą tylko jednego z pocztowych, Janeka Trembowelskiego, i ruszyłem do Fastowa, myśląc, że ta wyprawa jest nagrodą i zwolnieniem z ciężkiej pracy. Bo, powiem Ci, Panie Stasiu, mimo że byłem wtedy młody i silny, prace kamieniarskie całkowicie mnie wyczerpały.... Janek i ja, zabrawszy papiery i zaopatrzenie na drogę, wyjechaliśmy z Bogusławia o świcie – wierząc, że będziemy w Fastowie przed zachodem słońca. Październik tego roku był ciepły, bez deszczy i osuwisk, droga była nam znana – co może być lepszego niż taka wyprawa?

Jak przejechaliśmy źródło Rosawy, koło Karpyszy, spotkaliśmy kozaków z chorągwi Wasilkowskiej, którzy powiedzieli nam, że dziś w Fastowie czekają na Jego Mość księcia Bazylego. Wiedząc, że starszy Ostrogski nigdy nie podróżuje bez swoich strażników, ucieszyłem się, mając nadzieję spotkać ojca i Seweryna Nalewajkę, który był już wtedy rotmistrzem chorągwi dworskiej Jego Mości, natomiast mój ojciec wykonywał obowiązki kasztelana oboźnego – był już w godnych szacunku latach i służba wojskowa była już nie dla niego... Od Bogusławia do Fastowa, przez Gorochowatkę i Protokę, jest około sześćdziesięciu pięciu mil, droga nie zbyt bliska, dlatego nic dziwnego w tym, że dotarliśmy do dworu księcia już po północy. Wysławszy Janeka do wartowni, poprosiłem klucznika, aby przydzielił mi odosobnione i bezpieczne miejsce do spania, gdyż miałem przy sobie ważne dokumenty. Klucznik powarczał dla porządku, zaprowadził mnie do jakiejś małej izby, bardziej przypominającej swietlicę białogłowy niż pokój dla kozaka – ale nie przyjmowałem się tym, bo byłem zdrożony drogą, padłem na łóżko, nie rozebrawszy się do końca, i zasnąłem tak szybko, że nawet nie zauważyłem, jak klucznik zamknął drzwi wejściowe.

Zamek w Fastowie powstał trzy lata później, a wówczas książę Janusz mieszkał w posiadłości, otoczonej z trzech stron niskim wałem i drewnianym płotem; z zachodu osłoną jej był tylko stromy brzeg Unawy – czego, oczywiście, dla obrony przed najazdami Tatar, było za mało. Dom gospodarza był otoczony czterema budynkami gospodarczymi, z których jeden służył za wartownię, a reszta mieściła różnego rodzaju służby. Jak się okazało rano, chorągiew dworska Jego Mości księcia Bazylego, obozowała o milę od dworu księcia, wzdłuż brzegu Kamienki – ale nawet bez tych kozaków posiadłość była zatłoczona ludźmi. Właśnie dlatego, jak rozumiem, klucznik umieścił mnie w świetlicy córki Janusza, Eleonory, która wtedy gościła u dalekich krewnych wraz ze swoją matką na Węgrzech w Ungwarze.

Obudziłem się z tego powogu, że wschodzące słońce zaglądało przez okno – mimo że było to w połowie października, dni były zaskakująco słoneczne; przez ścianę słyszałem rozmowę dwóch mężczyzn, ale o czym rozmawiali nie było dokładnie słychać, a poza tym nie w moich zwyczajach było podsłuchiwanie rozmów innych ludzi. Wstałem, wciągnąłem buty, założyłem pas i podszedłem do drzwi – które z jakiegoś powodu otworzyły się z łatwością, jak widać, klucznik otworzył zamek o świcie. Przede mną otworzyły się pokoje książęce – a przy stole pośrodku sali ujrzałem samego księcia Bazylego, rozmawiającego na równi z mężczyzną, ubranym w zakurzony kontusz; sądząc po szkarłatnych szarawarach i miękkich rudych butach, był on niżowym kozakiem. I dopiero gdy się odwrócił – rozpoznałem w rozmowcy księcia zaporoskiego pułkownika Krzysztofa Kosińskiego. Rok wcześniej zaporoscy kozacy wraz z chorągwiami Jego Mości księcia Ostrogskiego odparli najazd Tatarów koło Humania, moja sotnia była w tej bitwie, dlatego od razu rozpoznałem tego człowieka.

Jego Mośc ze sporym zdumieniem spytał mnie, osłupiałego na progu: "Kim jesteś, kozaku? Co tu robisz?" Zdumiony nie mniej niż książe, odpowiedziałem, że jestem dziesiętnikiem pancernej Ostrogskiej chorągwi, nazywam się Sławomir Wierenicz-Stachowski, przybyłem w nocy z Bogusławia i przywiozłem papiery od chorążego Kuczyńskiego dotyczące prac na zamku. Książę Ostrogski wyciągnął rękę i krótko rzucił: "Dawaj". Zawahałem się trochę, wyjmując papiery z torby, i nagle Pan Krzysztof, rozpoznawszy mnie, serdecznie się uśmiechnął i rzucił: "Witaj, dziesiętniku!". Na te słowa, Jego Mość wyraźnie zbladł, nerwowo połknęł slinę i zapytał swojego rozmówcę: "Panie Krzysiu, znasz tego kozaka? "Kosińsky przytaknął i potwierdził naszą znajomość. Książę wziął list od Pana Kuczyńskiego, bez żadnego zainteresowania przebiegł wzrokiem, położył papier na stole i zwrócił się do mnie z pytaniem: "Panie Wierenicz, z iloma ludźmi przyjechałeś?" Jak dowiedział się, że tylko z jednym pocztowym przyjechałem, kiwnął głową i powiedział: "Niech Pan natychmiast każe siodłać konie i jedzie z Panem Kosińskim do Białej Cerkwi", - i nie dając mi czasu nawet na krótką zgodę (którą, między nami mówiąc, nie bardzo chciałem mu dać!), dodał: "Nie może Pan być widziany przez nikogo ze służących, a tym bardziej – z chorągwi dworskiej. Trzeba jechać, póki służące są zajęci w kuchni i na podwórzu, a kozacy czyszczą konie i myją je w Kamience". Po chwili milczenia zapytał: "Jesli dobrze pamiętam, to twój ojciec jest kasztelanem oboźnym Nalewajki?" Potwierdziłem to. Wtedy Jego Mość kontynuował: "Innym razem spotkasz się z ojcem, teraz nie ma czasu na rodzinnę czułości, proszę siodłać konie!".

Muszę przyznać, było bardzo zdumiewające takie zniecierpliwienie księcia Ostrogskiego – w innych czasach sybaryty i hojnego gospodarza. Ale jak jest to konieczne – oznacza to, że jest to konieczne. Wyszedłem z pokojów na taras, udałem się do wartowni, a zobaczywszy tam Janeka, bezzwłocznie kazałem mu siodłać konie. Nie minął nawet kwadrans, jak ja z moim pocztowym, konni i z bronią, stanęliśmy przy bramie posiadłości – co zaskoczyło Pana Krzysztofa, który pojawił się przy bramie o wiele później. Miał jednak ku temu powód – trzech służących za nim ciągnęło ciężkie, sądząc po zaczerwienionych od napięcia twarzach, torby, które kazał nam przytroczyć do naszych siodeł. Wziąłem jedną z toreb – i prawie puściłem ją, taka byla ciężka. Sądząc po jej wadze, szeleście i dźwięczeniu wewnątrz, torba była pełna monet – w sumie, jak oceniłem, ważyła nie mniej nił pud. Jeśli liczymy na talary, to w każdej torbie było nie mniej niż siedemset lub osiemset – na dotyk szóstakami, trójkami i groszami. Jeśli we wszystkich torbach była podobna ilość monet, to w trójkę opuściliśmy Fastów z trzema tysiącami kop groszy litewskich, jeśli weźmiemy stare przeliczenie, lub z trzema i pół tysiącami złotych, jak liczyć według stopy Batorego. Ogromne pieniądze!

- Czekaj, Panie Sławomirze, chce Pan powiedzieć, że książę Ostrogski zapłacił Krzysztofowi Kosińskiemu trzy i pół tysiąca złotych? Dokładnie w przeddzień jego rokoszu?

- No... sam tego nie widziałem, żeby Jego Mość zapłacił, ale to, że Pan Kosiński opuściił Fastów ze skarbem, za który można było kupić trzy Białe Cerkwie – jest świętą prawdą. – po chwili starszy szlachcic kontynuował: - Po opuszczeniu Fastowa pojechaliśmy kłusem i przed obiadem już byliśmy na miejscu; na obrzeżach Białej Cerkwi spotkaliśmy patrol kozaków niżowych, których dziwnie było zobaczyć na Podolu – ich ubrania, pół tatarskie, pół tureckie, raziły w oczy różnorodnością i pstrokacizną wśród szarych sukman białocerkiewskich mieszkańców. Już wtedy pomyślałem, że nie jest to dobrze – i miałem rację! Pan pułkownik kazał nam oddaćtorby kozakom, którzy go spotkali – bez słowa wyjaśnienia. Cóż to nasz kozacki trud – pozbyliśmy troków i, otrzymawszy zezwolenie szybkim galopem pojechaliśmy z powrotem. Z ręką na sercu, nie chciałem zostać tam ani chwili dłużej. Bardzo i to bardzo, przepraszam Pana, podłością tam pachniało... Podłoscią, Panie Stasiu! Podłością i zdradą. A skarb, który przywieźliśmy – jak rozumiem, był przeznaczony na organizację rokoszu. Ktory i wybuchł trzy tygodnie później...

Komisarz ziemski pokręcił głową.

- Cudowne są czyny Twoje, mój Boże... Książę Ostrogski zapłacił Krzysztofowi Kosińskiemu za rokosz, którego ofiarą zostały głównie majątki Ostrogskich w województwie Kijowskim. Albo o czymś jeszcze nie wiem?

Starszy szlachcic uśmiechnął się spod wąsów.

- Panie Stasiu, nie jest to problem, ze majątki Ostrogskiego zostały rozkradzione – chociaż znacznie mniej niż Jego Mość przekazał Hetmanowi Koronnemu. Najgorsze jest to, że rokosz wywołał katolik, a zwłaszcza to że właśnie katolicy nie mogli z nim sobie poradzić. Pamięta Pan, kto początkowo próbował stłumić rebelię kozacką?

- Nie pamiętam tego na pewno, ale wydaje mi się, że książę Jazłowiecki próbował go pokonać?

- Dokładnie tak. Оn. Wraz ze starostą Czerkaskim, Aleksandrem Wiśniowieckim oraz starostą Trembowelskim Pretwyczem. Zebrawszy w pośpiechu trzy sotnie wojska kwartowego, sotnie Rajtarów garnizonowych z Baru oraz Trembowelską chorągiew kozaków rejestrowych ci trzej panowie – zauważ, Panie Stasiu, – rzymokatolicy! – postanowili utemperować Pana Kosińskiego – ale nic z tego! W odpowiedzi na ich rozporządzenie o rozpuszczeniu złodziejskiego wojska Kosiński tylko się roześmiał, a zacząć strzelaninę z rebeliantami książę Jazłowiecki nie odważyl się – armat w ogóle, można powiedziec, nie miał, natomiast Kosiński miał cztery tuziny hakownic, które jego ludzi zabrali w Trypolu i Kijowie. Na próżno Pan Jazłowiecki groził kozakom z brzegów Unawy biedą i nieszczęściem – Kosiński, obozujacy w Trypolu, tylko uśmiechał się. Więc książę Jazłowiecki z niczym wrócił do Lwowa, a przeciwko rokoszu Kosińskiego wystąpiły choragwie księcia Ostrogskiego. Było to rok po rozpoczęciu buntu – i skończyło się nagle. Na święto Chrztu Pańskiego tysiąc pięćset dziewięćdziesiątego trzeciego roku, wyszliśmy z Ostroga na Podole – i po trzech dniach pod Piatką potykaliśmy się z wojskiem złodziejskim, w sumie po jednej i drugiej stronie było około dwóch tysięcy szabel. Nas, pod dowództwem Janusza Ostrogskiego, było nie mniej niż cztery tysiące, z których najemnej węgierskiej i niemieckiej piechoty było pięciu regimentów oraz trzy chorągwie polskiej i ruskiej kawalerii. My i rebelianci tego dnia dość popaliliśmy prochu strzelniczego i zużyliśmy ołowiu, a nawet byli ranni i zabici po obu stronach – po czym po tygodniu w sposób cudowny rokosz scichł. Krzysztof Kosiński, na oczach panów Jazłowieckiego, Wiśniowieckiego, Koniecpolskiego oraz Pretwycza i na oczach całego naszego wojska – a ja w tych dniach byłem już urzędnikiem pierwszej sotni Ostrogskiej chorągwi dworskiej, której rotmistrzem był Naļewajko – klęcząc, poprosił o przebaczenie Jego Mość, całując krzyż na to, że przekaże sztandary i armaty, zwróci łupy i więcej hetmanem już siebie nie ogłosi.

- Ale przecież Kosiński później próbował ponownie rozpocząć zamieszki?

Starszy szlachcic machnął ręką.

-Aaa... bzdura, Panie Stasiu, bez pieniędzy żadnego porządnego rokoszu nie urządzisz... Kosiński, po sześciu miesiącach, uzbierał kilkuset absolutnie bezużytecznych próżniaków i próbował domagać się odszkodowania od księcia Aleksandra Wiśniowieckiego, starosty Czerkaskiego, oblegając jego zamek – ale był powieszony przez księcia na murach Czerkas za swoją kradzież i zdradę przysięgi. Wojsku złodziejskiemu książę Wiśniowiecki kazał wydać pięć tysięcy złotych – rozsądnie uważając to za mniejszą stratę niż otwartą bitwę o niepewnym wyniku. W koncu rokosz Kosińskiego odszedł w zapomnienie, wtedy wszystkim się tak wydawało...

- Wydawało się?

- Tak, Panie Stasiu, dokładnie tak.

- Ale przecież nie osiągnął swojego celu? Ziemi w srodkowym Ingulcu Zygmunt Waza przepisał nie Januszowi Ostrogskiemu, ale Wiśniowieckiemu, Lanckorońskiemu i Pacowi, czyli magnatom rzymokatolickim? Humań nieco później założył Potocki, również katolik... Przedsięwzięcie starszego Ostrogskiego zawiodło?...

Starszy szlachcic zamilkł, wziął łyk z kubka, rozgryzł z apetytem półgęska, po czym, wycierając usta, powiedział:

- Jego Mość, książę Bazyli, nie był osobą, którą można zmusić do wycofania za pomocą siły, genialnego planu lub w jakikolwiek inny sposób. Tak, zgadzam się, jego zamiar z Kosińskim upadł. A książę Janusz postanowił zmienić swoją religię – przechodząc na katolicyzm. Syn Bazylego i wnuk Konstantego okazał się człowiekiem słabego ducha, jakby nie było smutno to przyznać. No cóż, ale stary Ostrogski wyciągnał z niepowodzenia rokoszu Kosińskiego zupełnie inny wniosek.

- Ale skąd Pan to wie, Panie Sławomirze?

- Zaraz powiem Panu o tym. – po chwili pokręcił głową, westchnął i kontynuował: - W maju tysiąc pięćset dziewięćdziesiątego trzeciego roku wezwano mnie na pokoje książęce w Ostrogu. Do tej pory widziałem księcia tylko raz, w ten pamiętny poranek w Fastowie, o którym już Panu mówiłem. Zastanawiałem się, dlaczego Jego Mość mnie potrzebował, ale wkrótce wszystko się wyjaśniło.

Książę wyraził zadowolenie z tego, że ani ja, ani mój pocztowy nie powiedzieliśmy nikomu o tajnym dostarczeniu skarbu do obozu Kosińskiego – na co odpowiedziałem, że inaczej postąpić byłoby trudno i po prostu niemożliwe. Książę pokiwał głową z satysfakcją, a potem usiadł przy stole, kazał mi przysiąść naprzeciwko i powiedział: "Oto co, Panie Wierenicz. Udowodnił mi Pan swoją wierność, wytrzymałość i odwagę. Chcę Panu powierzyć poważne zadanie – od którego będzie zależeć cała przyszłość Wołynia, Podola i ogólnie Rusi Litewskiej. Mam nadzieję, że Pan wie, jakie obecnie gorące spory idą na temat unii pomiędzy gałęziami Kościoła Chrystusowego. Jest to jasne, w imię czego – magnaci i szlachcice Korony z pożądaniem spoglądają na ziemie prawosławnej szlachty. Dlatego, że co roku te ziemie dają ponad dwa miliony złotych ze sprzedaży pszenicy. A unia jest najprostszą drogą do zmuszenia ortodoksyjnych prawoslawnych Rusi Litewskiej do poddania się polskim biskupom, a co najważniejsze – polskim magnatom. Prawosławie żyje na ruskich ziemiach przez ponad siedemset lat, dziadkowie naszych dziadków modlili się zgodnie ze zwyczajami greckimi i zdradzić ich – to zdradzić samego siebie. Unia, powiem Panu wprost, Panie Wierenicz, jest nieunikniona, bo po jej stronie stoją Jego Łaskawość król, polskie magnaci, szlachta oraz kler katolicki. Nie potrafimy sobie z nimi poradzić i nie mamy jak się przeciwstawić takiemu olbrzymowi, unia zostanie przyjęta. A potem rozpocznie się eksterminacja naszej wiary ruskiej, a po dwóch pokoleniach cała szlachta ruska zostanie polską, a pospolici nasi i duchowieństwo zostaną poddani władzy polskich biskupów". Milczałem, jakby piorun mnie uderzył, a jedyne, co mogłem wycisnąć z siebie, to krótkie pytanie: "I co, zdradzimy nasze ołtarze i rodzinne ogniska?"

Jego Mość potrząsnął głową. "Nie, Panie Wierenicz. Niech inni zdradzą swoje groby – ja tego nie zrobię. Mój syn Iwan, wbrew mym słowom, zdecydował się przyjąć ryt katolicki, a wielu ruskich magnatów – których lud pospolity wcześniej uważał jako nadzieję prawosławia – również chcą przyjąć tą religię. Zdrada uwiła gniazda w wielu zamkach i posiadłościach Rusi Litewskiej, a wielu znanych szlachciców ruskich gotowi są zostać Polakami i katolikami. Pospolitych naszych, którzy od wieków byli prawosławni, chcą zanurzyć w diabelski kult Papieża jako namiestnika Boga na ziemi – czego od wieków nie było na Rusi. W takich czasach żyjemy, Panie Sławomirze...” Jego Mość westchnęł ciężko i kontynuował: "Nie dużo czasu mi pozostało, a na mój wiek starczy mi wszystkiego – złota, srebra, kamieni szlachetnych i wszystkiego, czego zapragnę. Ale moja dusza jest niespokojna i zatrwożona. Moja dusza miota się, nie widząc wyjścia. Więc wpadłem na ważną ideę, do której realizacji będę potrzebował wiernych ludzi, takich, którym mógłbym powierzyć swoją duszę i życie. Ty jesteś, Panie Wierenicz, godny szlachcic, stawiący honor ponad wszelkie dochody, potrafiący zachować tajemnicę i dotrzymać słowa – na Pana mogę liczyć, czy mogę?" Co mogłem na to powiedzieć? Tylko pochwalić księcia w swoich myślach. Jego Mość kontynuował: "Rokosz Kosińskiego pokazał nam, że król Zygmunt Waza nie jest naszym wsparciem – widzi w prawosławiu jakieś zagrożenie dla Korony. Bóg widzi, że jest w błędzie, ale nie możemy tu nic zrobić. Oznacza to, że musimy pokazać Jego Łaskawości królowi, że zgięcie ostrza możliwe jest tylko na pewien czas. W odpowiednim momencie albo wyprostuje się gwałtownie i okaleczy zginającego, albo się złamie – ale martwi, jak mówił książę Światosław, wstydu nie mają. Czy rozumie Pan, o czym mówię?" Oczywiście, zrozumiałem księcia Ostrogskiego i odpowiedziałem wprost, jak powinno być w takiej sytuacji: "Tak, Wasza Mość. Jestem gotowy zostać takim ostrzem".

Książę pokiwał głową z zadowoleniem. "Cóż, spodziewałem się tego. Dziękuję, Panie Wierenicz. A teraz idź, Pan, do siebie, odpocznij. Kiedy nadejdzie czas, Ty i wielu innych prawosławnych zostaniecie takim ostrzem, powiem Panu o tym, kiedy to nastąpi”. Na tym się skończyła nasza rozmowa.

Wkrótce nadszedł ten tajemniczy czas...

Po tych słowach starszy szlachcic wyjrzał przez okno i dodał:

- Panie Stasiu, jest już za późno, proponuję iść do łóżka, a jutro, jak pogoda nam dalej nie bedzie dopisywać, opowiem Panu dalej moją historię. Jak mówił Ecclesiasta, można powiedzieć, że jest czas na rozmowę, i jest czas na odpoczynek od rozmów. – Po tych słowach Pan Wierenicz wstał, ukłonił się swojemu rozmówcy i, troche kulejąc na prawą nogę, udał się do swojej izby.

……………………………………………………..

……………………………………………………..

………………………………………………………

Witebsk - Yaromer - Gusyatin - Kamieniec-Podolski - Esztergom - Bratysława - Budapeszt - Lublin - Kraków - Pszczyna - Bojnice

2010 - 2018

Słowniczek

Gościniec Janka Wrzeszczaki przy szlaku Smoleńskim w trzech wiorstach od Dorogobużu, 12 listopada 1624 roku od narodzin Chrystusa, lub 7132 roku od Stworzenia Świata

Miody stałe – napoje alkoholowe, głównym surowcem dla których jest miód. Były sycone przez prawie wszystkie najstarsze ludy Europy. Do produkcji stałego miodu pobierano dwie trzecie lub więcej miodu i jedną trzecią soku owocowego (zwykle używano borówek, wiśni lub malin) bez dodawania wody. Mieszanka poddawana była naturalnej fermentacji w beczkach lub otwartych kadziach, po czym była przechowywana w zasmołowanych beczułkach.

Włodzimierz Święty – inaczej Włodzimierz Czerwone Słoneczko, Włodzimierz Świętosławowicz, około 960–15 lipca 1015 roku, książę Nowogrodzki (970–988), książę Kijowski (978–1015), podczas którego odbył się Chrzest Rusi.

Jarosław Mądry – ok. 978 – 20 lutego 1054 roku książę Rostowski (987–1010), książę Nowogrodzki (1010–1034), Wielki książę Kijowski (1016–1018, 1019–1054).

Poganie Żmudskie – ludność Żmudzi, inaczej Żemajcii – rejon historyczny i etnograficzny na północnym zachodzie współczesnej Litwy; podczas opisywanych wydarzeń – przodkowie współczesnych Litwinów, którzy niedawno przyjęli katolicyzm.

Jadryca – rzeka w rejonie Dorogobuskim obwodu Smoleńskiego, lewy dopływ Dniepru.

Dorogobuż – miasto w Rosji, w obwodzie Smoleńskim.

Hetman Chodkiewicz – Jan Karol Chodkiewicz, 1560 – 24 września 1621 roku, Chocim – działacz wojskowy i polityczny Wielkiego księstwa Litewskiego. Wielki podczaszy litewski (1596), generalny starosta Żmudski (1599-1616), hetman polny Litewski (1600-1605), wojewoda Wileński (1616-1621), Wielki hetman Litewski (1605-1621). Na początku jesieni 1611 r. na rozkaz króla Zygmunta Wazy Jan Karol Chodkiewicz stał na czele wojska dla pomocy garnizonowi polsko-litewskiemu na Kremlu Moskiewskim. 6 października 1611 r. wojsko Chodkiewicza zbliżyło się do Moskwy. Nie udało im się dostać na Kreml, i Chodkiewicz wrócił na Litwę. W Rohaczowie znów zebrał posiłki i ponownie ruszył na Moskwę, tym razem dostarczywszy zaopatrzenie oblężonemu garnizonowi. W latach 1613-1615 Chodkiewicz dowodził wojskiem polsko-litewskim w nowo utworzonym województwie Smoleńskim i jeszcze dwukrotnie udawał się do Moskwy. 11 października 1617 r. oddziały Chodkiewicza zajęły fortecę Dorogobuż; 18 października – Wiaźmę. Po zimowych leżach w Wołokołamsku w czerwcu 1618 r. oddziały Chodkiewicza rozpoczęły marsz na Moskwę. W nocy 11 października wojsko polsko-litewskie rozpoczęło atak na Moskwę, próbując przebić się przez bramę Twerską i Arbacką, ale atak został odparty. W warunkach zbliżającej się zimy i braku finansowania królewicz Władysław zgodził się na negocjację. 11 grudnia 1618 r. we wsi Deulino (w pobliżu Ławry Troicko-Siergijewskiej) podpisano rozejm na okres 14 i pół roku. Zgodnie z jego warunkami Rosja oddała Wielkiemu księstwu Litewskiemu ziemię Smoleńską, a Czernihów i Siewierszczyznę – Koronie Polskiej.

Inflanty (łac. Livonia, niem. Livland, łot. Vidzeme, est. Liivimaa) – nazwa rejonu historycznego nad Dźwiną i Zatoką Ryską. Dawne Inflanty obejmują terytoria dzisiejszej Estonii i Łotwy.

Rozejm w Deulinie – porozumienie zawarte w wiosce Deulino w pobliżu w pobliżu Ławry Troicko-Siergijewskiej 3 stycznia 1619 r. między carstwem Rosyjskim a Rzeczpospolitą na okres 14,5 lat. Rozejm zakończył wojnę, która trwała od 1609 roku na terytorium współczesnej Rosji, Ukrainy i Białorusi. Według rozejmu Rosja oddała Rzeczpospolitej następujące miasta: Smoleńsk, Rosław, Dorogobuż, Białą, Sierpiejsk, Trubczewsk, Nowogród Siewierski, Czernihów, Monasterski z otaczającymi ziemiami. Rzeczpospolita natomiast zwracała Rosji miasta Kozielsk, Wiaźmę, Mieszczowsk, Masałsk w zamian za miasta Poczep, Starodub, Newel, Siebież, Krasny i Popowa Góra z okolicznymi ziemiami. Rosyjski car został pozbawiony tytułów Władcy Inflanckiego, Smoleńskiego i Czernihowskiego. Latem 1619 r. strony rosyjska i polsko-litewska były zobowiązane do wysłania komisarzy od pomiarow ziem, aby utworzyli nową granicę. Rozejm w Deulinie byłnajwiększym sukcesem Rzeczpospolitej w konfrontacji z Carstwem Rosyjskim. Granica między dwoma państwami przesunęła się daleko na wschód, prawie wracając do granic czasów Iwana III. Od tego momentu aż do przejścia Inflant do Szwecji w 1622 r. terytorium Rzeczpospolitej osiągnęło maksymalnego rozmiaru w historii – 990 tys. km². Król Polski i Wielki książę litewski po raz pierwszy oficjalnie zaczął starać się o tron Rosyjski.

Żupan – staropolska męska szata noszona w XVI wieku jako szata wierzchnia, a od połowy XVII wieku pod kontuszem, czasem obszyta jedwabiem lub futrem.

Półkopy litewskich groszy – jednostka monetarna która była równa 30 groszom. W XVI wieku kopa była równa 60 litewskim, 75 polskim groszy lub 2 talarom.

Kontusz (kuntusz) – męska szata wierzchnia, rodzaj płaszcza lub kamizelki, z typowymi tzw. wylotami, czyli rozciętymi od pachy do łokci rękawami, które albo luźno zwisały, albo, odrzucone do tyłu, odsłaniały żupan. Wprowadzony do Polski z Węgier. Wraz z żupanem stał się tradycyjnym strojem zamożnych ludzi (szlachty). Kontusze były szyte z sukna, później z jedwabiu, czasem ozdabiano je futrem.

Urząg Pomiestny – w Wielkim księstwie Moskiewskim – najważniejszy po Urzędzie Rozrządnym, odpowiedzialny z pewnymi wyjątkami za cały majątek ziemski w państwie Rosyjskim, lokalny i dziedziczony, a ponadto nie tylko przydzielenie i rejestry majątków i dziedzictwa, ale także kompilację ksiąg pisanych i spisowych.

Wilno – obecnie stolica Republiki Litewskiej Vilnius, w opisywanym czasie – stolica Wielkiego księstwa Litewskiego.

Młody car – Michaił Fiodorowicz Romanow, 1596–1645 – pierwszy rosyjski car z dynastii Romanowów (od 6 kwietnia 1613 r.), został wybrany na cara przez Sobór Ziemski 3 marca 1613 r.

Kazimierz Jagiellończyk – 30 listopada 1427 r., Kraków, Polska – 7 czerwca 1492 r., Grodno, Wielkie księstwo Litewskie – Wielki książę Litewski od 29 czerwca 1440 r. i król Polski od 25 czerwca 1447 r.

Królewicz Władysław – Władysław IV Waza; 9 czerwca 1595 r. – 20 maja 1648 r. Król Polski i Wielki książę Litewski od 6 lutego 1633 r., najstarszy syn Zygmunta Wazy. 27 sierpnia (6 września) 1610 r. jako car rosyjski przyjął przysięgę od rządu moskiewskiego i ich ludu. W 1617 r. Władysław bezskutecznie próbował przejąć rosyjski tron, ale był zmuszony ograniczyć się do koncesji terytorialnych Moskwy na rzecz Polski w ramach rozejmu w Deulinie. W końcu porzucił swoje roszczenia wobec Rosji według Pokoju w Polianowie w 1634 roku, będąc już królem Polski.

Rzeczpospolita – Konfederacyjne Państwo Korony Polskiej i Wielkiego księstwa Litewskiego, utworzone przez Unię Lubelską w 1569 r.

Belski trakt – starożytny szlak z Dorogobużu do Białego (obwód Twerski), wzdłuż Dniepru, po jego prawym brzegu; kiedyś łączył Dorogobuż z Safonowem, Chołm-Żyrkowskim. Teraz opuszczony i nieużywany ze względu na fakt, że większość wiosek, przez które przechodził, były wyludnione.

Pan podskarbi – ranga w Rzeczpospolitej odpowiadająca skarbnikowi. Kierownik finansami i własnością państwową.

Aneks – w tym kontekście – terytorium, otrzymane przez Rzeczpospolitą od Moskwy po podpisaniu rozejmu w Deulinie.

Jarcewo – miasto w obwodzie Smoleńskim.

Borys Godunow – 1552 – 23 kwietnia 1605 г. — Car Rosyjski i Wielki książę Мoskiewski; szwagier cara Fiodora I Iwanowicza, w latach 1587–1598 de facto władca państwa, od 27 lutego 1598 r. – car Rosyjski.

Sicz – Zaporoska Sicz, nazwa serii sukcesywnie zastępujących siebie po kolei centra wojskowe i administracyjne Dnieprowskiego niżowego kozactwa od XVI do XVIII wieku, zwane „Siczą” po nazwie głównej fortyfikacji (obozu wojskowego) i „Zaporoską” według lokalizacji w dolnym biegu rzeki Dniepr na południe od nieprzejezdnych progów Dnieprowskich.

Grosz praski – srebrna moneta, jedna z najczęstszych monet Średniowiecza, bita w okresie od 1300 do 1547 roku. Początkowo pojawił się w wyniku reformy monetarnej czeskiego króla Wacława II, zgodnie z którą srebro z bogatych kopalń mogło opuszczać państwo tylko w formie monety. Praskie grosze rozpowszechniły się ogólnie w handlu międzynarodowym i stały się monetą handlową. Znajdowały się w obiegu w krajach Europy Środkowej, a mianowicie w państwach niemieckich, Austrii, na Węgrzech, w Polsce, a także w Wielkim księstwie Litewskim. Również praskie grosze były szeroko rozpowszechnione w państwach, utworzonych na terytorium starego państwa Rosyjskiego (Rusi Kijowskiej).

Kopa groszy litewskich – jednostka monetarna równa 60 monetom jednogroszowym.

Księstwo i Korona – skrócona nazwa dwóch części Rzeczpospolitej, Korony Polskiej i Wielkiego księstwa Litewskiego

Pospolite ruszenie – w Polsce i na Litwie – obowiązek szlachecki wystawić się pod bronią, ogłaszany przez króla (Wielkiego księcia), z XVI wieku – tylko za zgodą Sejmu.

Chorągiew rajtarska – oddział jeździecki z dwustu jeźdźców (150-180 szabli), uzbrojony głównie w broń palną (ciężkie dużego kalibru piszczały i hakownice), ubrana w zbroję i przeznaczona do atakowania oddziałów piechoty w szeregach jeździeckich.

Szeląg (solid) – w opisanym czasie – bilon ze stopu miedzi i srebra, mała moneta, początkowo (za króla Zygmunta Starego) całkowita jej waga wynosiła 1,24 g. z zawartością srebra netto 0,23 g. Z czasem zawartość srebra w polskim szelągu stale się zmniejszała, dopóki za Jana Kazimierza (1648–1668) szeląg ostatecznie nie został zamieniony w całkowicie miedzianą monetę.

Wojna Inflancka – wojna, rozpoczęta przez Rosję o dostęp do Morza Bałtyckiego. Uczestniczyły w niej Konfederacja Inflancka, Carstwo Rosyjskie, Wielkie księstwo Litewskie (od 1569 r. – Rzeczpospolita), królestwo Szwedzkie oraz Duńskie. Walki były prowadzone głównie na terytorium współczesnej Estonii, Łotwy, Białorusi i północno-zachodniej Rosji. Wojna zakończyła się podpisaniem rozejmu w Jamie Zapolskim (1582) i Traktatem Pliuskim (1583). Rosja straciła wszystkie podboje, dokonane w wyniku wojny, a także ziemie na granicy z Rzeczpospolitą wraz z nadbrzeżnymi miastami bałtyckimi (Koporye, Jam, Iwangorod). Terytorium byłej Konfederacji Inflanckiej zostało podzielone między Rzeczpospolitą, Szwecją oraz Danią.

Kazimierz Dolny – miasto nad środkową Wisłą, w województwie Lubelskim; w opisywanym czasie – port rzeczny, największa platforma hurtowa dla eksportu pszenicy do Europy Zachodniej.

Talar – duża srebrna moneta (889-j próbki, wagą 29,23 g), która w XVI-XIX wieku odgrywała ważną rolę w obiegu pieniądza w Europie i handlu międzynarodowym.

Kopalnia w Wieliczce – to są złoża soli kamiennej w Wieliczce pod Krakowem, które były wydobywane od XIII do XX wieku. W Średniowieczu wartość soli, jako jedynego wówczas środka konserwującego dla produktów, głównie mięsa, była niezwykle wysoka. Sól była produktem strategicznym, bez którego ludność była zagrożona głodem – dlatego monopol na wydobywanie soli kamiennej często należał do skarbu tego czy innego państwa, a zarówno z podatków akcyzowych za ten produkt, żył rząd i dwór.

Solid – patrz szeląg.

Naprawa konna – zespół konny zastępczy w oddziałach kawalerii, służący do przywracania zdolności bojowej jednostce po dużych stratach koni w bitwach i kampaniach.

Wołoka – jednostka miary gruntów ornych, równa 30 mórgom lub 20 dziesięcinom (21,36 ha), a także jednostka opodatkowania w Wielkim księstwie Litewskim. Jako działka, wołoka dzieliła się na trzy równe pola, co odpowiadało trójpolowemu systemowi płodozmianu.

Janusz Ostrogski – Iwan Konstantynowicz Ostrogski, 1554 – 12 września 1620 – ostatni z książąt Ostrogskich, najstarszy syn wojewody Kijowskiego księcia Konstantego (Bazylego) Konstantynowicza i Zofii Tarnowskiej. Starosta Białocerkiewski, Bogusławski, Czerkaski, Kaniowski i Perejasławski (1585–1593), wojewoda Wołyński (1585–1593), kasztelan Krakowski (1593–1620), pierwszy ordynat Ostrogski (1609–1620). Wychował się na dworze cesarza niemieckiego, wziął za żonę węgierską hrabinę i przyjął katolicyzm jako pierwszy z Ostrogskich.

Konstanty Bazyli Ostrogski – 12 lutego 1526 – 13 lutego 1608 książę, Giedyminowicz z urodzenia, starosta Włodzimierski i marszałek ziemi Wołyńskiej (1550-1608), wojewoda Kijowski (1559-1608). Młodszy syn Wielkiego hetmana Litewskiego księcia Konstantego Iwanowicza Ostrogskiego. Jego dobra znajdowały się na Podolu, Galicji i Wołyniu, w tym około 300 miast i kilka tysięcy wiosek. Wspierając prawosławie na Rusi Litewskiej, założył szkołę w Ostrogu, założył dwie drukarnie w Ostrogu i Dermaniu. W 1581 r. w jego Ostrogskiej drukarni Iwan Fiodorow i Piotr Mścisławiec wydrukowali pierwszą rosyjską Biblię. Był żonaty z Zofią Tarnowską (1534–1571), córką magnata Galicyjskiego Jana Amora Tarnowskiego (1488–1561), kasztelana Krakowskiego i Wielkiego hetmana koronnego i Zofii Szydłowieckiej.

Rokosz – oficjalne zbrojne powstanie przeciwko królowi, do którego szlachta miała prawo na rzecz obrony swoich praw i wolności. Prawo do rokoszu jako buntu przeciwko królowi wywodziło się ze średniowiecznego prawa do przeciwstawiania się władzy królewskiej. Podstawą prawną prawa szlachty do rokoszu było prawo odmowy posłuszeństwa królowi (non praestanda oboedientia), odnotowane w Przywileju Mielnickim (23 października 1501 r.), Artykułach henrykowskich z 1573 r. i Pacta conventa (podpisywanych przy wybraniu każdego króla od Henryka Walezego).

Dymitriada – w polskiej historiografii wydarzenia pierwszego etapu Wielkiej Smuty (okres kryzysu Carstwa Rosyjskiego) związane z Dymitrem I Samozwancem.

Opowiadanie Pana Sławomira Wierenicza-Stachowskiego, szlachcica herbu Ogończyk, urodzonego niedaleko Pińska, o tym jak poznał Seweryna Naļewaikę i o pierwszych krokach swojej służby przy Jego Mości Księciu Ostrogskim

Myto – opłata pobierana od określonego produktu lub określonego rodzaju działalności lub usługi.

Bitwa pod Kirchholmem – jedna z największych bitew wojny polsko-szwedzkiej w latach 1600–1611, która miała miejsce 27 września 1605 roku. Bitwa zakończyła się zdecydowanym zwycięstwem sił polsko-litewskich i została zapamiętana jako jeden z największych triumfów kawalerii Rzeczpospolitej, ponieważ wynik bitwy został zdeterminowany atakiem polsko-litewskich skrzydlatych huzarów.

Klucznik – pierwszą osobą w gospodarstwie pana, kierownik i sędzia. Nadzorował podziemia i wszystkie budynki gospodarcze, posiadał klucze, był odpowiedzialny za zarządzanie całym domem.

Półsztof – butelka lub inne naczynie o objętości 1/2 sztofu lub 0,61495 litra.

Janduła – duże otwarte naczynie z uchwytem.

Zbiteń – napój z wody, miodu i przypraw, którego skład często zawierał lecznicze zioła, jak np. dziurawca, szałwia, liść laurowy, imbir i papryczka chilli.

Parnawa – est. Pärnu, rus. Пернов, Пернау, niem Pernau – obecnie miasto portowe w południowo-zachodniej Estonii, jest czwartym co do wielkości i ilości mieszkańców miastem w Estonii.

Saksonia – historyczny region we wschodnich Niemczech, na różnych etapach swojej historii miał różne statusy i położenie geograficzne. Nazwa pochodzi od Sasów – północno-wschodniej grupy starożytnych plemion germańskich.

Putywl – miasto na prawym brzegu rzeki Sejm, obecnie w Sumskim obwodzie Ukrainy.

Metryka Litewska – zbiór materiałów kancelarii Wielkiego księstwa Litewskiego z XV-XVIII wieku z kopiami dokumentów, wydanych w imieniu Wielkiego księcia, rady, sejmów i podlegający nieograniczonemu przechowywaniu. Ponadto Metryka obejmowała także inne materiały, w szczególności tłumaczenia jarłykow Krymskich Chanów, odpisy z Moskiewskich dokumentów dyplomatycznych i dokumenty urzędnicze. Dokumenty Metryki były używane przez wszystkie instytucje rządowe, najwyższą władzę, uprzywilejowanych osób, drobną szlachtę, mieszczanów, sądy, kościół i inne podmiote prawne. Na życzenie zgodnie z prawem z dokumentów Metryki zostały wydawane poświadczone kopie.

Czynsz – jednen z obowiązków zależnych chłopów, który polega na płaceniu daniny właścicielowi żywnością lub pieniędzami.

Chorągiew dworska – jednostka taktyczna w kawalerii wojska Polskiego i Wielkiego księstwa Litewskiego, odpowiadała późniejszemu oddziałowi i składała się zwykle od 150-180 jeźdźców, była podporządkowana nominalnie królowi i Wielkiemu księciu, ale utrzymywana kosztem właściciela obszaru, na którym kwaterowała.

Liwonia – patrz Inflanty.

Unia Lubelska – Unia państwowa między Królestwem Polskim a Wielkim księstwem Litewskim, znana jako Rzeczpospolita [Obojga Narodów]. Akt Unii został podpisany 28 czerwca 1569 r., a 1 lipca tego samego roku został zatwierdzony osobno przez posłów polskich i litewskich w Walnym Sejmie w Lublinie. 4 lipca Unia została ratyfikowana przez króla polskiego i Wielkiego księcia Litewskiego Zygmunta Augusta. Zgodnie z warunkami Unii Lubelskiej Królestwo Polskie otrzymało rozległe tereny nowoczesnych rejonów Podlasia, Wołynia, Podola i Kijowszczyzny, które wcześniej należały do Wielkiego księstwa Litewskiego.

Wojewódzki Sejm – organ przedstawicielski w województwie w czasach Wielkiego księstwa Litewskiego i Rzeczpospolitej. Omawiano na nim sprawy lokalne i ogólnopanstwowe, wybierano posłów do Sejmu Walnego Rzeczpospolitej i opracowywano dla nich instrukcję, nominowano również kandydatów na stanowiska sądowe (Najwyższy Trybunał), określano podatki. W przeciwieństwie do Sejmików Powiatowych, Wojewódzki Sejm opracowywał petycje i prośby do Wielkiego księcia i rządu, wysłuchiwał raportów i informacji o rezolucjach i ustawach, przyjętych w Walnym Sejmie.

Kasztelan – stanowisko w Polsce i Wielkim księstwie Litewskim, zarządzający zamkiem. Przy ogłoszeniu pospolitego ruszenia, kasztelan zbierał szlachtę głównego powiatu i przekazywał ją pod dowództwo wojewody. Kasztelanowie brali udział w radach.

Dolman – kurtka z szamerowaniem na piersi, ze stojącym kołnierzem z futrzanym obszyciem – ubranie sprowadzone na Litwę z Turcji i Węgier.

Kordegarda (inaczej wartownia) – pomieszczenie dla strażników przy bramie, rodzaj budynku w fortyfikacji. Zwykle znajdował się przy wejściu lub wyjściu z bramy, obok samej bramy, często był przystosowany do możliwości ostrzału (przez otwory strzelnicze) przestrzeni przed bramą.

Fuzja – strzelba gładkolufowa z zamkiem skałkowym. Jej długość wynosiła ponad 180 cm, a waga – około 8 kg.

Husiatyń – obecnie osadą miejskiego typu położoną na prawym brzegu rzeki Zbrucz w Tarnopolskim obwodzie Ukrainy.

Krzemieniec – miasto w Tarnopolskim obwodzie Ukrainy, otrzymało prawo Magdeburskie w 1431 roku. 4 kwietnia 1536 r. zamek Krzemieniecki wraz z okolicznymi wioskami został przekazany przez króla Zygmunta Starego swojej żonie Bonie Sforza, która była właścicielką zamku w latach 1536-1556. W opisywanym czasie – królewska forteca na Wołyniu.

Zbaraż – miasto w Tarnopolskim obwodzie Ukrainy, w opisywanym czasie było to centrum administracyjne i wojskowe, w którym skoncentrowano administrację dużymi obszarami południowych rejonów Wołynia. Od drugiej połowy XVI wieku zamek Zbaraski stał się miejscem walk z Tatarami (1558, 1567, 1572, 1588, 1589).

Zbrucz – rzeka, lewy dopływ Dniestru na zachodniej Ukrainie. Długość wynosi 247 km, powierzchnia dorzecza 3330 km². Płynie wzdłuż Wyżyny Podolskiej, na granicy Tarnopolskiego i Chmielnickiego obwodu.

Prawo Magdeburskie – feudalne prawo miejskie, ma nazwę od Ustawy miasta Magdeburg. Na podstawie prawa Magdeburskiego w mieście tworzono wybrany samorząd – magistrat na czele z wójtem. Mieszkańcy miast, którzy otrzymali prawo Magdeburskie, byli zwolnieni z obowiązków feudalnych, od sądu i władzy wojewodów, starostów i innych urzędników rządowych. Z wprowadzeniem prawa Magdeburskiego lokalne prawo zostało zniesione, ale miejscowe zwyczaje były dozwolone, jeśli normy niezbędne do rozstrzygnięcia sporu nie były przewidziane przez prawo Magdeburskie. Zdarzały się przypadki pozbawienia prawa Magdeburskiego – naprzykład w 1623 r. prawo do samorządności za zabójstwo unickiego arcybiskupa Jozafata Kuncewicza stracił Witebsk, a w 1634 r. za poddanie się miasta bez sprzeciwu wobec wojsk rosyjskich – Dorogobuż.

Zygmunt August (Zygmunt II August) – 1 sierpnia 1520 r. – 7 lipca 1572 r. Wielki książę Litewski od 18 października 1529 r., król Polski od 20 lutego 1530 r. Był ostatnim przedstawicielem dynastii Jagiellonów na tronie Wielkiego księstwa Litewskiego i Królestwa Polskiego oraz ostatnim monarchą Giedyminowiczem w historii.

Konstanty Iwanowicz Ostrogski – 2 marca 1460 r. – 11 września 1530 r., Turów, Wielkie księstwo Litewskie – mąż stanu i dowódca wojskowy Wielkiego księstwa Litewskiego z rodziny książąt Ostrogskich, starosta Bracsławski, Winnicki i Dźwinogródzki (1497-1500, 1507-1516, 1518-1530), starosta Łucki i marszałek ziemi Wołyńskiej (1507–1522), kasztelan Wileński (1511–1522), wojewoda Trocki (1522–1530), Wielki hetman Litewski (1497–1500, 1507–1530).

Wielki hetman Litewski – dowódca sił zbrojnych Wielkiego księstwa Litewskiego. Po utworzeniu Rzeczpospolitej – jeden z dwóch czołowych przywódców wojskowych wraz z Wielkim hetmanem koronnym. Zastępca Wielkiego hetmana nosił tytuł hetmana polnego – zarówno w Koronie, jak i w księstwie.

Wojewoda Trocki – głowa województwa Trockiego Wielkiego księstwa Litewskiego, administracyjnej jednostki terytorialnej Wielkiego księstwa Litewskiego, utworzonej w 1413 roku. Centrum – miasto Troki (Trakai). Powierzchnia województwa wynosiła około 31 200 km². Województwo graniczyło od północy z księstwem Kurlandzkim, od wschodu z województwem Wileńskim, od południowego wschodu z województwem Nowogródzkim, od południowego zachodu z Królestwem Polskim, od zachodu zaś ze Żmudzią i Prusami. Terytorium województwa zostało podzielone na dwie części (zachodnią i wschodnią) przez rzekę Niemen. Głównymi miastami były Troki, Poniewież, Kowno, Grodno, Birże, Wyłkowiszki, Rejże, Suwałki, Sejny, Merecz, Zabłudów.

Starosta Łucki – urzędnik Łuckiego powiatu województwa Wołyńskiego, głowa terytorialnego samorządu.

Marszałek województwa Wołyńskiego – zastępca wojewody Wołyńskiego.

Wojna Starodubska – wojna rosyjsko-litewska w latach 1534–1537, została przeprowadzona na terenie Smoleńskiego, Twerskiego i Briańskiego obwodu obecnej FR za twierdzy Smoleńsk, Starodub, Czernihów, Poczep, Mścisław i Homel. Rozejm został podpisany 18 lutego 1537 r. w Moskwie. Zgodnie z warunkami gmina Homelska oficjalnie połączyla się z Wielkim księstwem Litewskim, a twierdze Siebież, Wieliż i Zawołocze, założone przez Rosjan na podbitym terytorium Litwy, pozostały w państwie Rosyjskim.

Jan Glebowicz – 1544–1590, mąż stanu Wielkiego księstwa Litewskiego. Kasztelan Miński (1571–1585, pełniący obowiązki do 1587), podskarbi Litewski (1580–1586), dzierżawca Upicki (1584–1590), kasztelan Trocki (1585–1590), wojewoda Trocki (1577–1590). W 1563 r., w wieku 19 lat rozpoczął służbę wojskową, uczestniczył w obronie Połocka w 1563 r. przed ruskimi, z własnym oddziałem brał udział w wypadach, został ranny i pojmany. W 1576 r. prowadził delegację Wielkiego księstwa Litewskiego z wymaganiami wobec Stefana Batorego. Brał udział w ponownym zdobyciu Połocka w 1579 r., wzięciu Wielkich Łuk, oblężeniu Pskowa. W 1588 r., kiedy Zygmunt Waza został wybrany na króla i Wielkiego księcia, Jan Glebowicz prowadził delegację Wielkiego księstwa Litewskiego, domagając się zatwierdzenia wydania trzeciego Statutu Litewskiego, zgodnie z którym Wielkie księstwo Litewskie było suwerennym państwem – i Statut został zatwierdzony.

Siebież – miasto w obwodzie Pskowskim Federacji Rosyjskiej. W 1535 r. podczas wojny rosyjsko-litewskiej w latach 1534–1537. (patrz Wojna Starodubska), dowódca Iwan Buturlin zbudował (w rekordowym czasie, od 29 czerwca do 20 lipca) na podbitym przez niego terytorium Litewskim drewnianą fortecę na północnym brzegu Siebieżskiego jeziora, która była dogodną twierdzą dla kampanii wojskowych na Litwie. 27 lutego 1536 r. oddział polsko-litewski pod dowództwem wojewody Kijowskiego Andrzeja Nemirowicza i wojewody Połockiego Jana Glebowicza oblegali fortecę; jednak próby szturmu zakończyły się niepowodzeniem. W końcu ruscy zrobili wypad i wypędzili wroga na lód Siebieżskiego jeziora; lód pękł i część wojowników polsko-litewskich utonęła.

Zygmunt I Stary – 1 stycznia 1467, Kraków, Polska – 1 kwietnia 1548, tamże – Wielki książę Litewski od 20 października 1506 r. (elekcja ogłoszona 8 grudnia 1506 r.) i król Polski od 8 grudnia 1506 r., piąty syn Kazimierza IV Jagiellończyka i Elżbiety Habsburg, wnuk Jagiełły.

Barbara Radziwiłłówna – 6 grudnia 1520 r. przypuszczalnie w Wilnie – 8 maja 1551 r., Kraków – królowa Polska i Wielka księżna Litewska, spadkobierczyni dóbr Gasztoldów. Żona Stanisława Gasztolda, a następnie Wielkiego księcia Litewskiego i króla Polskiego Zygmunta Augusta. Jej ojcem był Jerzy Radziwiłł, bratem – Mikołaj Radziwiłł Rudy, a kuzynem – Mikołaj Radziwiłł Czarny. 18 maja 1537 r. wyszła za mąż za wojewodę Nowogródzkiego Stanisława – syna najbardziej wpływowego magnata Litewskiego Alberta Gasztolda, ale w 1542 r. została wdową. W 1547 r. potajemnie poślubiła Wielkiego księcia Litewskiego Zygmunta Augusta. Tajne małżeństwo zorganizowali bracia Barbary, Mikołaj Rudy oraz Mikołaj Czarny. Wkrótce po ceremonii para rozstała się na pół roku – król udał się do Sejmu z nadzieją dostać pozwolenie na to małżeństwo, a Barbara została wysłana na zamek ojca do Dubinek. W 1548 r. Zygmunt August, który odziedziczył polski tron po śmierci Zygmunta Starego, oficjalnie ogłosił swoje małżeństwo i zażądał uznania Barbary Radziwiłłówny za królową Polski. Opór ten zaciekle poparła matka króla Bona Sforza i polska szlachta. Barbara została koronowana dopiero 7 maja 1550 roku w Krakowie, ale wkrótce zachorowała i zmarła 8 maja 1551 roku. Wysunięto hipotezy, że została otruta przez Bonę.

Anna Elżbieta Radziwiłłówna – 1518-1558, córka Jerzego Radziwiłła, starsza siostra Barbary Radziwiłłówny, żona marszałka ziemi Wołyńskiej Piotra Kiszki i Wielkiego stolnika Litewskiego Symeona Holszańskiego.

Przywilej – od łac. privilegium – specjalne prawo; polski przywilej jest aktem prawodawczym w Królestwie Polskim (od XII wieku) i Wielkim księstwie Litewskim (od końca XIV wieku), reprezentującym ugodę w prawie, nadane przez monarchę osobom, warstwom społecznym, grupom etnicznym czy wyznaniowym, lub ziemiom.

Podskarbi koronny – skarbnik, najwyższy urzędnik Królestwa Polskiego, odpowiedzialny za skarb państwa.

Andrzej Kościelecki – wojewoda Kaliski,1522-1565.

Królowa Bona Sforza – wł. Bona Sforza d'Aragona; 2 lutego 1494, Vigevano – 19 listopada 1557, Bari. Królowa Polski i Wielka księżna Litewska w latach 1518–1556, druga żona króla Zygmunta I, córka księcia Mediolanu Giana Galeazzo Sforza i Izabeli Aragońskiej.

Wawel – wzgórze i kompleks architektoniczny w Krakowie, na lewym brzegu Wisły. Na Wzgórzu Wawelskim znajduje się Zamek Królewski i katedra Św. Stanisława i Wacława. W katedrze Wawelskiej zostali pochowani Polscy monarchowie (m.in. królowa Jadwiga, Stefan Batory, Jan Sobieski, August II Mocny), a później także najwięksi polscy poeci (Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki) i wybitni politycy (Tadeusz Kościuszko, Józef Piłsudski, Józef Poniatowski, Władysław Sikorski).

Katarzyna Telniczanka – morawska arystokratka Katarzyna Ohstat z Telnice (niedaleko Brna), kochanka króla polskiego Zygmunta Starego, matka Beaty Kościeleckiej.

Wołyń – historyczny rejon na północnym zachodzie nowoczesnej Ukrainy w dorzeczu południowych dopływów Prypeci i górnego biegu zachodniego Bugu.

Wojna Pruska – 1519–1521 (niem. Reiterkrieg – wojna jeźdźców) – konflikt zbrojny między Królestwem Polskim a Zakonem Krzyżackim, który trwał od 1519 do 1521 roku. Działania wojenne zakończyły się podpisaniem czteroletniego rozejmu, po upływie którego w 1525 r. podpisano pokój Krakowski, zgodnie z którym większość państwa zakonnego została zsekularyzowana i ogłoszona lennikiem Polski – przez księstwo Pruskie. Wielki mistrz Albrecht Brandenburg-Ansbach został pierwszym księciem Prus.

Ordynacja – przyjęta w Królestwie Polskim i Wielkim księstwie Litewskim forma majoratu, w której własność ziemi tego czy innego magnata (tzw. Ordynata) po jego śmierci przechodziła na najstarszego syna jako niepodzielna i niezbywalna własność.

Majorat– procedura dziedziczenia mienia na mocy prawa zwyczajowego, zgodnie z którym w całości trafia do najstarszego w rodzie lub klanie. Później majątki odziedziczone zgodnie z takim prawem stały tak samo się nazywać. Układ ten został ustanowiony w interesie zachowania integralności rodu lub klanu; natomiast minorat zaczyna przyczyniać się do ich rozkładu.

Podole – obszar historyczny i geograficzny (Wyżyna Podolska) nad północnymi dopływami środkowego Dniestru (np. Smotrycz, Zbrucz) i górnym biegiem Południowego Bugu. Główne miasta: Kamieniec Podolski, Chmielnicki (do 1954 r. Proskurów), Winnica.

Książęta Połubińscy – książęca rodzina herbu Jastrzębiec, wywodząca się od księcia Połockiego i Pskowskiego Andrzeja Olgierdowicza (zm. 1399), najstarszego syna Wielkiego księcia Litewskiego Olgierda Giedyminowicza (1345-1377).

Bohemia – region historyczny w Europie Środkowej, zajmujący zachodnią połowę nowoczesnej Republiki Czeskiej, dorzecze Wełtawy i górnej Łaby, przestarzała niemiecka nazwa samej Republiki Czeskiej – terytorium historycznej osady Czechów.

Ajschylos, Sofokles, Eurypides – starożytni greccy dramaturgowie, konsekwentnie odzwierciedlali w swoich tragediach psychoideologię ziemskiej arystokracji i kapitału handlowego na różnych etapach ich rozwoju.

Anna Jagiellonka – 18 października 1523, Kraków – 9 września 1596, Warszawa – córka Zygmunta Starego, królowa Polski i Wielka księżna Litewska od 1575 roku. Anna Jagiellonka zmarła w wieku 73 lat, 9 września 1596 roku w Warszawie. Została pochowana w Kaplicy Zygmuntowskiej Katedry Krakowskiej.

Boccacco, Petrarka –włoscy autorzy Renesansu, założyciele humanizmu w sztuce.

Bracław – osiedle typu miejskiego na Ukrainie, w rejonie Niemirowskim obwodu Winnickiego. Pierwsza wzmianka o nim pochodzi z XIV wieku. Pojawia się w kronice „Lista ruskich miast dalekich i bliskich”. W okresie rządów polskich służył jako stolica odrębnego województwa w prowincji Małopolskiej i nazywany był miastem koronnym województwa Bracławskiego, której podlegały wschodnia część Podola i południowo-zachodnia część ziemi Kijowskiej.

O tym, jak książę Dymitr Sanguszko uciekł przed gniewem króla Zygmunta Augusta do cesarskich ziem, ale nie znalazł tam zbawienia, a także o losie daną mu przez Pana Boga żony, Halszki Ostrogskiej

Ruś Litewska – ziemie Rusi, które były częścią Wielkiego księstwa Litewskiego, w dorzeczach środkowego Dniepru, górnego Dniestru, południowych dopływów Prypeci. Obecnie terytorium Ukrainy, obwody: Wołyński, Rówieński, Żytomierski, Kijowski, Winnicki, Chmielnicki, Tarnopolski i Czerkaski. W przeciwieństwie do Rusi Polskiej (woj. Ruskie i Bełskie, dorzecze Wisły) i Rusi Białej (do połowy XVII w. – Litwy, obecnie terytorium Białorusi oraz obwody: Smoleński, częściowo Briański, Pskowski i Twerski Federacji Rosyjskiej).

Jan Tarnowski, Jan Amor Tarnowski – 1488, Tarnów – 16 maja 1561 r Wiewiórka – polski wojskowy i państwowy działcz, Wielki koronny hetman w 1527-1559, kasztelan Krakowski z 1536, wojewoda Krakowski z 1535, wojewoda Ruski z 1527, kasztelan Wojnicki. Założyciel miasta Tarnopol.

Świdnicki podły grosz – monety wybite w Świdnicy na Śląsku w latach 1517-1526 – żywy przykład podróbki ze szkodą dla obiegu pieniędzy w sąsiednim państwie. Świdnicki półgrosz wyglądał jak podobna polska moneta, ale zamiast oryginalnej legendy „moneta Zygmunta królestwa Polski” miała miejsce inna – „miasto Świdnica Ludwik król Węgier i Bohemii”. Analfabeci, większość ludności Polski, nie byli zainteresowani napisami i korzystali z tych monet, które były importowane do kraju w dużych ilościach. Biorąc pod uwagę, że srebrna próbka monety Świdnickiej była niższa niż Polskiej, interwencja gospodarcza przyniosła królowi Władysławowi, oprócz politycznych korzyści, także ekonomiczne. W 1528 r. Polski rząd zaczął skupować Świdnickie półgrosze od ludności i przetapiać je.

Szlachta zagonowa – warstwa społeczna w Królestwie Polskim, Wielkim księstwie Litewskim, po Unii Lubelskiej 1569 r. w Rzeczpospolitej oraz Imperium Rosyjskim; część szlachty, która straciła swój status społeczny, utraciła z różnych powodów własność ziemi, składała się na dwór wielkich magnatów jako klientela, spełniając kaprysy swego pana, ale formalnie pozostając szlachtą. Szlachta zagonowa zachowała wszystkie przywileje szlacheckie, w tym prawo do udziału w wyborach króla, Sejmu i urzędników, z których korzystali ich patroni.

Roudnice nad Labem – czes. Roudnice nad Labem, niem. Raudnitz an der Elbe – miasto w Bohemii w rejonie Litomerzyce kraju Usteckiego, na lewym brzegu Łaby. Założona w połowie XII wieku. Atrakcje obejmują zamek Roudnice nad Labem i świątynię zakonu augustianów.

Piszczał – gładkolufowa strzelba piechoty i lekkiej kawalerii XV-XVII wieku, poprzedniczka muszkietów i rusznic krzemiennych XVIII-XIX wieku. Waga wynosi od 3,5 do 7,5 kg, długość wynosi od 1,2 do 1,5 m., lontowy lub kołowy zamek, kaliber od 10 do 18 mm.

Mikołaj Krzysztof Radziwiłł Czarny – książe z Nieświeskiej gałęzi Radziwiłłów, 4 lutego 1515 r., Nieśwież – 29 maja 1565, Wilno. Mąż stanu Wielkiego księstwa Litewskiego, ojciec Mikołaja Krzysztofa Radziwiłła Sierotki. Nie należał do rodowej arystokracji Wielkiego księstwa Litewskiego, ale został podniesiony do godności notabla dzięki przyjazni z Zygmuntem Augustem. W 1544 r. Zygmunt Stary przekazał władzę w Wielkim księstwie Litewskim swojemu synowi. Mikołaj został mianowany marszałkiem ziemskim i brał udział w misjach ambasadorskich. W 1547 r., podczas pobytu w Augsburgu, otrzymał od cesarza Karola V prawo do tytułu księcia Świętego Cesarstwa Rzymskiego. W 1549 r. brał udział w wojnie przeciwko Tatarom na Wołyniu. W 1550 r. otrzymał stanowisko Wielkiego kanclerza Litewskiego. Prowadził jeden z oddziałów litewskich w bitwie pod Czaśnikami.

Mikołaj Radziwiłł Rudy – 1512, Nieśwież – 27 kwietnia 1584, Wilno – mąż stanu i przywódca wojskowy Wielkiego księstwa Litewskiego, podczaszy Litewski w latach 1544-1551, łowczy Litewski w 1546-1554, wojewoda Trocki w latach 1550-1566 i Wileński w latach 1566-15579, Wielki hetman Litewski w latach 1553–1566 i od 1577 r. Wielki kanclerz Litewski w latach 1566–1579. Od 1547 r. książę Świętego Cesarstwa Rzymskiego. Syn Wielkiego hetmana Litewskiego Jerzego Radziwiłła Herkulesa i brat polskiej królowej Barbary Radziwiłłówny. Kuzyn Wielkiego kanclerza Litewskiego Mikołaja Radziwiłła Czarnego. W 1547 r. otrzymał od cesarza Karola V tytuł księcia. Założyciel birżańskiej gałęzi Radziwiłłów. Jeden z pierwszych wpływowych magnatów, którzy przyjęli kalwinizm, miał znaczący wpływ na rozpowszechnianie i propagowanie idei reformacyjnych. Zapraszał zagranicznych naukowców-protestantów, założył szkołę średnią dla młodzieży kalwińskiej. W 1569 r. był przeciwnikiem Unii Lubelskiej i zwolennikiem zachowania niepodległości Wielkiego księstwa Litewskiego. Po śmierci Zygmunta Augusta był de facto głową Wielkiego księstwa Litewskiego. Od 1561 r. uczestniczył w wojnie Inflanckiej. Dowodził marszem na Tarwastu, ktory byl w rekach garnizonu Carstwa Rosyjskiego, i wziął twierdzę, ale po klęsce zadanej przez wojewodów ruskich koło Pernowa został zmuszony do opuszczenia Inflant. Był dowódcą wszystkich wojsk litewskich w bitwie pod Czaśnikami, gdzie jeden z oddziałów był dowodzony przez jego kuzyna. Podczas kampanii króla Stefana Batorego wziął Wenden i Wielkie Łuki. Brał udział w oblężeniu Pskowa.

Grzegorz Chodkiewicz – wojewoda Witebski. Umarł 12 listopada 1572 r. – mąż stanu i przywódca wojskowy Wielkiego księstwa Litewskiego. Od połowy XVI wieku piastował wysokie stanowiska kasztelana Trockiego, hetmana polnego Litewskiego, kasztelana Wileńskiego, Wielkiego hetmana Litewskiego. Był zwolennikiem niepodległości Wielkiego księstwa Litewskiego i przeciwnikiem Unii Lubelskiej. Protestując przeciwko federatywnego połączenia z Polską w Rzeczpospolitą, w 1569 r. odmówił przyjęcia wszystkich stanowisk państwowych i administracyjnych. Brał udział w wojnie Inflanckiej.

Marcin Zborowski – 1492–1565, polski mąż stanu i przywódca wojskowy, podczaszy królewski (1527), starosta Małogoski (1537), kasztelan Kaliski (1543), wojewoda Kaliski (1550–1557), wojewoda Poznański (1557–1561), kasztelan Krakowski (1562–1565), starosta Odolanowski, Stobnicki i Tłumacki. Marcin Zborowski był jednym z liderów polskiego ruchu szlacheckiego za wyrównanie swoich feudalnych praw i przywilejów z wielkimi magnatami. W lipcu 1537 r. został jednym z organizatorów rokoszu (buntu) szlachty przeciwko władzy królewskiej w pobliżu Lwowa. W 1540 r. starosta Małogoski Marcin Zborowski był podejrzany o spiskowanie przeciwko królowi polskiemu Zygmuntowi Staremu. W 1550 r. Marcin Zborowski został mianowany wojewodą Kaliskim, a w 1557 r. został wojewodą Poznańskim. W 1562 r. otrzymał rangę kasztelana Krakowskiego, które utrzymał aż do swojej śmierci.

Włodawa – miasto i gmina w powiecie Włodawskim województwa Lubelskiego. Znajduje się na zbiegu rzek Włodawki i Bugu Zachodniego w pobliżu granicy z Białorusią. Powiat Włodawski graniczy z Białorusią i Ukrainą.

Jaromierz (czes. Jaroměř) – miasto we wschodnich Czechach, położone 20 km na południe od centrum rejona Náchod i od granicy z Polską, 17 km na północny wschód od centrum rejona Hradec Kralove i 135 km na północny wschód od Pragi; u zbiegu trzech rzek – Łaby, Upy i Metuje.

Pszczyna (Pleis) – obecnie miasto w Polsce, wchodzi w skład województwa Śląskiego, powiatu Pszczyńskiego. Miasto było centrum księstwa Pszczyńskiego, jednego z śląskich księstw, które istniały do 1921 roku. Miasto stoi nad rzeką Pszczynką. Do 1517 r. miasto należało do książąt z Piastów, od 1548 do 1765 r. – własność protestanckiego rodu Promnitz (niem. Promnitz).

Baltazar von Promnitz – biskup Wrocławski, w 1553 r. – właściciel księstwa Pszczyńskiego (Pleis).

Elżbieta Habsburżanka – niem. Elisabeth von Österreich – 9 czerwca 1526, Linz – 15 czerwca 1545, Wilno) – z rodu Habsburgów, żona króla polskiego Zygmunta Augusta. Była to córka Cesarza Świętego Rzymskiego Imperium Ferdynanda I i jego żony Marii Anny Sabaudzkiej. Po przybyciu do Polski Elżbieta została wciągnięta w walkę zwolenników i przeciwników zbliżenia z Habsburgami na polskim dworze. Z teściową, Boną Sforzą miała wrogie stosunki, a później jej mąż zaczął unikać bliskości z nią – prawdopodobnie dlatego, że Elżbieta cierpiała na padaczkę. Oczekiwane w Wiedniu i Krakowie zbliżenie między mocarstwami Habsburgów i Jagiellonów w związku z tym małżeństwem nie doszło do skutku. Stosunek do austriackiej księżniczki na polskim dworze był bardzo nieprzyjazny. Jesienią 1544 roku Elżbieta pojechała z królem na Litwę. Wkrótce po jej 19 urodzinach zmarła. Dzieci w tym małżeństwie nie było.

Habsburgowie – jedna z najpotężniejszych królewskich dynastii Europy w Średniowieczu i późniejszych czasach. Przedstawiciele dynastii znani są jako władcy Austrii (ok. 1342 r.), później przekształconej w wielonarodowe Austriackie (1804–1867) i Austro-Węgierskie Imperium (1867–1918), należące do czołowych mocarstw europejskich, a także jako cesarze Świętego Rzymskiego Imperium, którego tron Habsburgowie zajmowali od 1438 do 1806 roku (z krótką przerwą w latach 1742-1745).

Jagiellonowie – jedna z gałęzi litewskiej dynastii Giedyminowiczów, wywodząca się od Władysława II Jagiełły, Wielkiego księcia Litewskiego i króla Polski, która rządziła w państwach Europy Środkowej i Wschodniej w wiekach XIV-XVI.

Dolny Śląsk – niem. Niederschlesien – jest częścią historycznego rejonu Śląska, położonego w południowo-zachodniej Polsce, głównie na terenie województwa Dolnośląskiego. Dolny Śląsk leży wzdłuż obu brzegów środkowej Odry.

Glatz (niem.) – obecnie Kłodzko, miasto w Polsce, jest częścią województwa Dolnośląskiego.

Neisse (niem.) – miasto Nysa w Polsce, jest częścią województwa Opolskiego.

Adam Kuchta – wójt (starosta) Nymburka w 1554-1557, za zgodą którego książę Dymitr Sanguszko został aresztowany, a następnie stracony. W 1558 r. w Pradze został skazany na dożywocie za udział w tym morderstwie.

Kieżmark – słowack. Kežmarok, niem. Kesmark/Käsmark, węg. Késmárk) – miasto w historycznym rejonie Spiszu we wschodniej Słowacji nad rzeką Poprad między Wysokimi Tatrami a Lewockimi górami.

Stacje – płatności nadzwyczajne, oprócz legalnie ustanowionych, pobierane od płatników podatków w Rzeczpospolitej na utrzymanie pospolitego ruszenia szlachty, na odbudowę twierdz, na utrzymanie królewskiego/książęcego dworu, przejeżdżającego przez ten obszar. Były jednym z rodzajów podatków nadzwyczajnych, zniesionych pod koniec XVII wieku.

Spisz – (słowack. Spiš, węg. Szepes) – historyczny rejon Słowacji i częściowo Polski, dorzecze Popradu. Znajduje się na terytorium obecnych miejscowości Nowa Wieś Spiska, Stara Lubownia, Poprad, Kieżmark, Lewocza, Gelnica, Tatry, Nowy Targ.

Arcyksiążę Maksymilian III Austriacki – 12 października 1558, Wiener Neustadt – 2 listopada 1618, Wiedeń – arcyksiążę austriacki z dynastii Habsburgów, trzeci syn Cesarza Świętego Rzymskiego Imperium Maksymiliana II i Marii Hiszpańskiej. W 1587 r. – pretendent do polskiej Korony; został wybrany przez jedną z partii szlacheckich, po wyborach Zygmunta Wazy rozpoczął nieudaną interwencję na Polskę; Został ostatecznie pokonany przez Jana Zamoyskiego pod Byczyną, wzięty do niewoli i uwięziony w zamku Będzińskim. W 1589 r. zrezygnował z prawa do tronu polskiego. Od 1590 r. był arcymistrzem Zakonu Krzyżackiego.

Stopa Batorego – reforma obiegu monetarnego Rzeczpospolitej, przeprowadzona w latach 1579-1580 przez Stefana Batorego; od tego momentu monety były bite po jednej stopie, złoty wynosił 30 groszy, lub 5 szóstaków, lub 10 trojaków lub 90 solidów (szelągów); monety w złoty nie istniało. Był talar równy 6 szóstakom = 12 trojakom = 36 groszy = 72 półgroszy = 360 denarów = 720 oboli. Był to wspólny system dla Litwy i Korony.

Zygmunt Luksemburski – węg. Zsigmond, czes. Zikmund, niem. Siegmund; 15 lutego 1368 r. Norymberga – 9 grudnia 1437 r., Znojmo, Morawy – elektor brandenburski od 1378 r. do 1388 r. oraz od 1411 r. do 1415 r. Król Węgier z 1387 r. (jeden z najdłużej rządzących króli węgierskich), król Niemiec (król rzymski) od 20 września 1410 r.; król Czech od 16 sierpnia 1419 r. do 7 czerwca 1421 r. (koronacja 28 lipca 1420 r. (pierwszy raz), od 16 sierpnia 1436 r. (drugi raz)); król Lombardii od 25 listopada 1431 r., cesarz Świętego Cesarstwa Rzymskiego od 3 maja 1433 r. – był ostatnim cesarzem z domu Luksemburgów. Zygmunt był jedną z sił napędowych Soboru w Konstancji, który zatrzymał schizmę papieską, ale drugą konsekwencją były wojny husyckie, które zdominowały jego życie w następnych latach. Założył Spisz królowi polskiemu Jagiellie za 33 tysiące kop czeskich groszy, pieniędzy nie zwrócił.

Jak Sławomir Wierenicz-Stachowski został zaufanym powiernikiem Jego Mości księcia Bazylego Ostrogskiego i dlaczego nie był z tego zadowolony...

Krzysztof Kosiński – 1545 – maj 1593 – pułkownik rejestrowego wojska Zaporoskiego (1590 r.), hetman kozaków niżowych (1591–1593), przywódca powstania, które było nazwane jego imieniem w latach 1591–1593.

Ingulec – rzeka na terytorium Ukrainy, prawy dopływ Dniepru (basen Morza Czarnego). Przepływa przez Kirowohradski, Dniepropetrowski, Mikołajowski, Chersoński obwody. Starożytni Grecy nazywali go Geros, Turki – Jeni-gel (Nowe jezioro). W dorzeczu znajduje się Krzyworoskie Zagłębie Rud Żelaza.

Roś – rzeka na terytorium Ukrainy, prawy dopływ Dniepru. Źródło rzeki znajduje się w pobliżu wsi Ordyncy Pohrebyszczeńskiego rejonu obwodu Winnickiego. Główne miasta, przez które płynie Roś: Biała Cerkiew, Bohusław, Korsuń Szewczenkowski.

Powiatowy Sejmik – zgromadzenie wyborcze szlachty w czasach Wielkiego księstwa Litewskiego i Rzeczpospolitej. Omawiano na nim sprawy lokalne i ogólnopanstwowe, wybierano posłów do Sejmu Walnego Rzeczpospolitej i opracowywano dla nich instrukcję, nominowano również kandydatów na stanowiska sądowe (Najwyższy Trybunał), określano podatki na potrzeby powiatowe.

Podkomorzy – w Koronie oraz Wielkim Księstwie Litewskim jest sędzią w sporach o granicach własności w sądach podkomorskich. Stanowisko to było bardzo prestiżowe.

Bitwa pod Toropcem – bitwa, która miała miejsce 20 września 1580 r. między wojskami polsko-litewskimi i ruskimi. Wojsko ruskie zostało pokonane przez atak polskiej ciężkiej kawalerii pod dowództwem Mikołaja Jazłowieckiego, Stanisława Stadnickiego, Jerzego Farensbacha, Andrzeja i Mikołaja Zebrzydowskich. Listy carskie trafiły w ręce hetmana Jana Zamoyskiego, a wojewody Grigorij Naszczokin i Dementy Czeremisinow zostali schwytani.

Ungvár – obecnie miasto Użhorod w zakarpackim rejonie Ukrainy.

Szóstak, trojak, grosz – srebrne monety o nominałach sześciu, trzech i jednego grosza.

O Unii Brzeskiej, nalocie na Bendery i o wojsku Zaporoskim...

Wojsko kwarciane – regularna armia Rzeczpospolitej, istniała od 1562 do 1652 roku. Na jej utrzymanie była przeznaczona czwarta część dochodu (kwarta) z królewskich majątków i kopalni w Wieliczce. W 1569 r. po Unii Lubelskiej na terytorium Wielkiego księstwa Litewskiego również pojawiła się stała armia. Liczba żołnierzy wojska kwarcianego wahała się od 3000 do 15 000 żołnierzy kawalerii.

Jozafat Kuncewicz – 580 – 12 listopada 1623 r. – unicki biskup Rzeczpospolitej; Arcybiskup Połocki (od 1618 do śmierci). Jesienią 1623 roku Kuncewicz udał się do Witebska na wizytę duszpasterską. Prawosławni mieszkańcy Witebska, wspierani przez mieszkańców innych białoruskich miast i niektórych wiosek, a także kozaków i bractwo Wileńskie, zaatakowali dom biskupi 12 listopada 1623 r. i zabili Kuncewicza.

Unia Brzeska – decyzją wielu biskupów z Kijowskiej metropolii Konstantynopolskiej cerkwi prawosławnej na czele z metropolitą Michałem Rogozą o przyjęciu katolickiego dogmatu i przeniesienia się pod rękę Papieża, przy jednoczesnym zachowaniu bizantyjskiej tradycji liturgicznej w języku cerkiewnosłowiańskim. Akt przystąpienia do Kościoła rzymskokatolickiego został podpisany w Rzymie 23 grudnia 1595 r. i zatwierdzony 9 (19) października 1596 r. na Soborze Unickim w Brześciu. Rada duchowieństwa prawosławnego, która odbyła się w tym samym czasie w Brześciu, na czele z Patriarchalnym Egzarchą Nikiforem, dwoma biskupami metropolii Kijowskiej i księciem Konstantym Ostrogskim, odmówiła poparcia Unii, potwierdziła lojalność wobec patriarchatu Konstantynopola i nałożyła na „odstępców” anatemę.

Hypacy Pociej – 12 kwietnia 1541, Rohacze, powiat Brzeski, Wielkie księstwo Litewskie – 18 lipca 1613, Włodzimierz Wołyński, Królestwo Polskie – działacz państwowy i kościelny Rzeczpospolitej, teolog, pisarz-polemista, aktywny zwolennik zawarcia Unii Brzeskiej. Pisarz ziemski, a następnie sędzia Brzeski (1580), kasztelan Brzeski (1588–1593), biskup Włodzimierski i Brzeski (1593–1599), Unicki metropolita Kijowski, Galicyjski i całej Rusi (1599–1613).

Michał Rogoza – um. 1599 – prawosławny metropolita Kijowski, Galicyjski i całej Rusi, który w 1596 r. przyjął Unię Brzeską.

Fethi Girej – Chan Krymu przez kilka miesięcy w 1596 roku. Syn Krymskiego Chana Dewleta I Gireja. Młodszy brat Gazi II Gireja. W 1596 r. Kalga Fethi Girej wziął udział w kampanii Krymskiego Сhana Gazi Gireja przeciwko Węgrom. Fethi Girej z dwudziestoma tysiącami armii uczestniczył w zdobyciu twierdzy Eger.

Władysław Warneńczyk – czyli Władysław III Warneńczyk; 31 października 1424 r. – 10 listopada 1444 r. Król Polski od 25 lipca 1434 r., król Węgier od 17 lipca 1440 r. (pod imieniem I. Ulászló). Syn Władysława II Jagiełły od czwartej żony, księżnej Zofii Holszańskiej. Do pełnolecia w 1438 r. w jego imieniu rządził regent – biskup Krakowski Zbigniew Oleśnicki. Władysław, który ukończył 19 lat, ruszył przeciwko Turkom w 1444 r. Jego wojsko w bitwie z armią sułtana Murada II 10 listopada 1444 r. o miasto Warna, poniosła poważną klęskę. Młody król zginął w bitwie.

Upadek Konstantynopola – przejęcie stolicy Imperium Bizantyjskiego Konstantynopola przez Turków-osmanów pod wodzą Sułtana Mehmeda II we wtorek 29 maja 1453 roku. Oznaczało to zniszczenie Wschodniego Imperium Rzymskiego, ostatni bizantyjski cesarz Konstantyn XI Dragasz poległ w bitwie. Zwycięstwo zapewniło Turkom dominację we wschodnim basenie Morza Śródziemnego. Miasto pozostało stolicą Imperium Osmańskiego aż do jego upadku w 1922 roku.

Unia Florencka – porozumienie między przedstawicielami Kościoła katolickiego a Cerkwi prawosławnej, zawarte na Soborze Florenckim w latach 1438-1445, z zastrzeżeniem uznania prymatu papieża nad wszystkimi chrześcijanami w zamian za obiecaną pomoc w odpieraniu osmańskiej agresji przeciwko Bizancjum. Unia nie weszła w życie ani w Bizancjum, ani w Rosji, chociaż Moskiewski metropolita Izydor złożył pod nim swój podpis.

O najezdzie na Budziak i zniszczeniu Kilii, o mołdawskim hospodarzu Aronie i jego perfidii, która wprowadziła Mołdawię do zespołu państw chrześcijańskich

Cecora – obecnie wieś w Rumunii, na prawym brzegu Pruta, niedaleko Jass. W 1620 r. Polski hetman Żółkiewski, licząc na pomoc mołdawskiego hospodara Gracjana, ruszył przeciwko Turkom. Iskander Pasza przywiódł ze sobą 10 000 tureckich żołnierzy i 25 000 Tatarów. Po nieudanej bitwie 20 września Polska Rada Wojskowa względem przewagi liczebnej wrogów wezwała do wycofania. Polska armia była już blisko polskiej granicy, kilka wiorst od Mohylewa nad Dniestrem, kiedy 6 października Turcy wyprzedzili i uderzyli w polski obóz, zabili i pojmali wielu ludzi; hetman Żółkiewski zginął śmiercią bohaterską.

Żółkiewski – Stanisław Żółkiewski, 1550, Turynka, niedaleko Lwowa – 7 października 1620 r., Cecora, księstwo Mołdawskie – polski dowódca, polny i wielki hetman oraz kanclerz Wielki Koronny. Zwyciężca armii ruskiej pod Kłuszynem. Założyciel miasta Żółkiew i klasztoru Krechowskiego. Syn kasztelana Galicyjskiego i wojewody ruskiego Stanisława Żołkiewskiego i Zofii Lipskiej. W 1613 r. Żółkiewski otrzymał godność Wielkiego hetmana Koronnego, a kilka lat później został Wielkim kanclerzem Korony. Ostatnie lata życia spędził broniąc południowych granic Rzeczpospolitej przed atakami tatarskimi i tureckimi, zginął w 1620 r. w nieudanej dla armii koronnej bitwie przeciwko Turkom pod Cecorą.

Bezkrólewie (łac. interregnum) – okres wakatu na tronie w monarchiach, w Rzeczpospolitej miał szczególną nazwę bezkrólewie – w tym czasie katolicki arcybiskup, prymas Polski, służył jako tymczasowy głowa państwa – interrex, działał również konwokacyjny Sejm, a następnie Sejm elektywny (wyborczy).

Stefan Batory – węg. Báthory István, 27 września 1533, Șimleu-Silvania – 12 grudnia 1586, Grodno – król Polski i Wielki książę Litewski (od 1576), syn Istvana IV, wojewody Transylwanii. Urodził się w Transylwanii (Siedmiogród) w rodzinie księcia Istvana IV Batorego i Katarzyny Telegdi, córki węgierskiego podskarbiego koronnego Stefana Telegdiego, studiował na Uniwersytecie w Padwie, w 1571 r., w wyniku krótkiej wojny domowej, został księciem Transylwanii. Najazd Tatarów we wrześniu – październiku 1575 r. na wschodnie ziemie Rzeczpospolitej (Podole, Wołyń i Ruś Czerwoną) popchnęła miejscową szlachtę do nominacji Batorego, na jej nalegania został wybrany na króla Polski. W 1576 r. członkowie Sejmu elektywnego ogłosili księcia Siedmiogrodzkiego i króla Polski Stefana Batorego Wielkim księciem Litewskim. W latach 1579–1582 wziął udział w wojnie Inflanckiej (1558–1583) i umiejętnymi zabiegami politycznymi osiągnął szereg zwycięstw nad wojskiem Moskiewskiego caratu, unieważniając wszystkie podboje Iwana Groźnego w Inflantach. Jednostki konne z wojska Batorego zajęły Smoleńsk i Czernihów. Ale po nieudanym oblężeniu Pskowa król zawarł rozejm z Moskwą. W ostatnich latach mieszkał w mieście Grodno, gdzie zmarł nagle w grudniu 1586 roku.

Jan Zamoyski – 19 marca 1542 – 3 czerwca 1605 – polski mąż stanu z rodu Zamoyskich, wyznawca kalwinizmu, potem katolik. Duży magnat, sekretarz królewski (od 1565 r.), podkanclerz koronny (1576–1578), Wielki kanclerz koronny (1578–1605), generalny starosta Krakowski (1580–1585), Wielki hetman koronny (1581–1605), pierwszy ordynat Zamoyski (1589-1605), starosta Bełski, Mędzyrzecki, Krzeszowski, Knyszyński, Tykociński i Dorpacki. Założyciel i budowniczy miasta Zamościa.

Cesarz Rudolf – niem. Rudolf II; 18 lipca 1552, Wiedeń – 20 stycznia 1612 r., Praga, Bohemia – król Niemiec (król rzymski) od 27 października 1575 r. do 2 listopada 1576 r., wybrany cesarzem Świętego Cesarstwa Rzymskiego od 2 listopada 1576 r. (w ostatnich latach praktycznie pozbawiony władzy), król Bohemii od 6 września 1575 r. do 23 maja 1611 r. (pod imieniem Rudolf II, koronacja 22 września 1575 r.), król Węgier od 25 września 1572 r. do 25 czerwca 1608 r., arcyksiążę Austrii od 12 października 1576 r. (pod imieniem Rudolf V). Syn i następca Maksymiliana II.

Erich Lassota – niem. Erich Lassota von Steblau, około 1550, Goerlitz, Górny Śląsk (obecnie w Niemczech) – 1616, Koszyce, Słowacja – austriacki dyplomata, przywódca wojskowy i podróżnik końca XVI – początku XVII wieku. Dziennik Ericha Lassoty jest ważnym źródłem w badaniach na temat Siczy Zaporoskiej.

Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego – od 1512 r. – Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego; lat Sacrum Imperium Romanum Nationis Germanicae lub Sacrum Imperium Romanum Nationis Teutonicae, to. Heiliges Römisches Reich Deutscher Nation – nazwa państwa, które istniało od 962 do 1806 roku i zjednoczyło wiele terytoriów europejskich. W okresie rozkwitu Imperium w niej znajdowały się: Niemcy, które były jej rdzeniem, północne i środkowe Włochy, Dolne Kraje, Czechy, a także niektóre regiony Francji. Od 1134 r. formalnie składało się z trzech królestw: Niemiec, Włoch i Burgundii. Od 1135 r. Królestwo Czeskie stało się częścią Imperium, a jego oficjalny status jako części Imperium został ostatecznie uregulowany w 1212 r.

Besarabia – rejon historyczny w południowo-wschodniej Europie między Morzem Czarnym a rzekami: Dunaj, Prut oraz Dniestr. Nazwa (rum. Ţara lui Basarab „Ziemia Basaraba”) pochodzi od imienia wojewody wołoskiego Basaraba I Wielkiego (1289–1352, rządzącego od 1310 r.). Od wschodu jest ograniczona Dniestrem, od zachodu Prutem, od północy południowym frontem Łuku Karpackiego, od południa Budziakiem.

Wołoszczyzna – rejon historyczny, położony na południu dzisiejszej Rumunii, między Karpatami a Dunajem; jest podzielona rzeką Alutą na Muntenię (Wielką Wołoszczyznę) i Oltenię (Małą Wołoszczyznę).

Budziak – rejon historyczny na południu od Besarabii, zajmujący południową część międzyrzeca Dunaju i Dniestru, na wschodzie graniczy z Morzem Czarnym. Na północy historyczna granica Budziaku przebiegała wzdłuż Górnego Trojanowskiego Wału. Na jego terytorium znajduje się step Budziak, też obejmuje część delty Dunaju. Obecnie jest to południowo-zachodnia część Odeskiego obwodu Ukrainy i południowe rejony Mołdawii. Jest tyglem wielonarodowościowym. Jeden z najbardziej osobliwych rejonów współczesnej Ukrainy i Mołdawii pod względem języków, kultury i geografii.

Kilia – obecnie miasto w obwodzie Odeskim Ukrainy. Położone nad brzegiem Kilijskiego i Stepowego ujścia Dunaju, jest centrum administracyjnym powiatu Kilijskiego. Od 1484 do 1912 roku – twierdza osmańska i port przy ujściu Dunaja.

Siodmiogród, inaczej Transylwania (lat. Transsilvania, rum. Transilvania, niem. Siebenbürgen, węg. Erdély) – rejon historyczny w północno-zachodniej Rumunii.

Porta Ottomanska, inaczej Wysoka Porta – przyjęta w historii dyplomacji i stosunków międzynarodowych nazwa rządu Imperium Osmańskiego, a szerzej, Imperium Osmańskiego jako całości.

Garniec – ruska, polska i litewska jednostka miary ciał sypkich (zbóż, mąki itp.) równa 1/8 czetwiertyku (3,2798 litra).

Czetwiertyk – jednostka miary ciał sypkich (pojemności suchej), która istniała w XV - XX wieku, w jednostkach metrycznych – 26,24 litra.

Pud – jednostka pomiaru masy, równa czterdziestu funtom, w jednostkach metrycznych – 16,38 kilogramów.

Kopieniak – górna męska odzież, rodzaj płaszcza przeciwdeszczowego z kapturem, na tyle szeroka, że można go nosić zimą na kożuch, a na biwakach – okrywać się podczas snu.

Aron Tyran – hospodar Mołdawskiego księstwa w latach 1591-1592 i 1592-1595.

Transylwania – patrz Siedmiogród.

Safian, jucht – skóry, przerobione w specjalny sposób; safian – cienka i miękka skóra kozia lub owcza, pomalowana na jasne kolory, jucht – skóra, wyprawiona ze skór bydła, koni i świń.

O sprytności Jego Mości księcia Bazylego Ostrogskiego, która zdumiewała nie tylko jego wrogów, ale często i jego przyjaciół

Narymuntowicze – potomkowie Narymunta, najstarszego syna Wielkiego księcia Litewskiego Giedymina.

Rużyńscy – książęcy ród w Wielkim księstwie Litewskim spośród potomków Narymunta. Nazwa otrzymana od posady Rużyn koło Kowla na Wołyniu, także posiadali inny Rużyn w Skwirskim powiecie nad rzeką Rastowicą.

Piotr Skarga – 2 lutego 1536 r., Grójec na Mazowszu, Polska – 27 września 1612 r. Kraków – teolog katolicki, pisarz, działacz kontrreformacji w Rzeczpospolitej, pierwszy rektor Uniwersytetu Wileńskiego. Wierząc, że unia religijna wyeliminuje izolację i wrogość między prawosławnymi a katolikami, stworzy warunki do rozwoju nauki i edukacji publicznej oraz wzmocni wewnętrzną jedność i siłę polityczną Rzeczpospolitej, stał się jednym z inicjatorów powstania Brzeskiej Unii.

Patriarcha Jeremiasz – patriarcha Konstantynopola w latach 1572–1579, 1580–1584 i 1587–1595. Założył patriarchat Cerkwi ruskiej w 1589 roku. Ustanowienie patriarchalnego stolca w stolicy ruskiego carstwa faktycznie zalegalizowało autokefaliczną administrację w stosunku eparchii ruskiej Cerkwi w granicach Wielkiego księstwa Moskiewskiego. Przybywszy do Rosji w 1588 r., Ekumeniczny patriarcha Jeremiasz II, na prośbę cara Teodora Ioannowicza, jego pierwszego doradcy – Borysa Godunowa i arcybiskupów Ruskiej cerkwi, posadził na stolcu pierwszego patriarchę Moskiewskiego i całej Rusi – Iowa.

Przemyśl – w języku rosyjskim w kontekście historycznym tradycyjnie używa się nazwy Peremyszl – miasto graniczne z prawami powiatu w południowo-wschodniej Polsce, położone nad rzeką San, niedaleko Ukrainy, w 12 km od granicy.

Niedzica – zamek w południowej części Polski, na prawym brzegu Dunajca, u podnóża gór Penin, znany również jako Zamek Dunajec. Został założony przez magnatów węgierskich w latach 1320-1326, jako twierdza graniczna, w miejscu jeszcze o wiele starszej cytadeli. W 1412 r. do twierdzy Niedzica były dostarczone pieniądze, przeznaczone dla króla węgierskiego Zygmunta, zgodnie z traktatem zawartym między nim a Polską.

Rużomberk – słowack. Ružomberok, niem. Rosenberg, węg. Rózsahegy, Rozhahed) – miasto w północnej Słowacji, położone na zbiegu rzek Wag i Revúca u podnóża Wielkiej Fatry i Niskich Tatr.

Adolf von Schwarzenberg – 1547 – 29 lipca 1600, Buda – hrabia Świętego Cesarstwa Rzymskiego, słynny austriacki przywódca wojskowy XVI wieku.

O szturmie Ostrzyhomia, sztandarach arcyksięcia Maksymiliana i powrocie wojska kozackiego na Wołyń

Poprad – słowack. Poprad, niem. Deutschendorf, węg. Poprád – miasto w północnej Słowacji, położone u podnóża Tatr Wysokich nad rzeką Poprad.

Beskidy Sądeckie – część północnego frontu Łuku Karpackiego, przez dolinę Popradu są oddzielone od Wysokich Tatr.

Ipola – słowack. Ipeľ, węg. Ipoly – rzeka na Słowacji (rejon Bańska Bystrzycki oraz Nitrzański) i Węgrach (Nograd i Peszt).

Horda Kalesi – „twierdza do zbierania wojska”. W tureckiej terminologii wojskowej Horda kalesi jest dobrze wzmocnioną bazą wojskową z wystarczającymi zapasami, która może zmieścić armię polową.

Gran – część Ostrzyhomia, leżąca na północnym brzegu Dunaju, obecnie – Szturowo, Słowacja.

Generał von Mansfeld – Mansfeldowie (niem. Mansfeld) – jeden z najstarszych rodów hrabiowskich w Niemczech, którego nazwa pochodzi od starożytnego zamku w Mansfeldzie. Przodkami rodu były hrabia Kwerfurckie, znane od połowy X wieku. Na stronach saksońskich kronik XII – XIII wieku można znaleźć wzmianki o wielu przedstawicieli tego rodu – burgrabia i arcybiskupi Magdeburscy, hrabia Naumburscy, biskupi Würzburga, Naumburga, Merseburga i Hildesheima. Największą sławę zyskała gałąź Mansfeldska Kwerfurckiego rodu w XVI-wiecznej służbie Habsburgom.

Janczarzy – regularna piechota sił zbrojnych Imperium Osmańskiego w latach 1365-1826. Janczarzy wraz ze spahisi (ciężką kawalerią) i akindżi (nieregularna lekka kawaleria) tworzyli podstawę wojska w Imperium Osmańskim. Byli częścią pułku capykulów (osobistej straży sułtana, składającej się z zawodowych żołnierzy, oficjalnie uważanych za niewolników sułtana). Pułki janczarów w państwie osmańskim pełniły również funkcje policyjne, ochronne, pożarne i, jeśli to konieczne, karne. W tym czasie Imperium Osmańskie miało 196 pułków janczarów z kadrą około 1000 piechurów w każdym.

Najdorf – węg. Nyergesújfalu, niem. Neudorf – miasto w północno-wschodnich Węgrzech (Środkowa Transdanubia), na obszarze Komarom-Ostrzyhom, nad brzegiem Dunaju.

Sułtan Murad III – 4 lipca 1546 — 15 stycznia 1595 – dwunasty Sułtan Imperium Osmańskiego (1574–1595), syn sułtana Selima II i Nurbanu-Sułtanki.

Sułtan Mehmed III – 26 maja 1566 — 22 grudnia 1603 – Sułtan osmański, następca Murada III.

Koca Sinan – osmański mąż stanu, przywódca wojskowy. Dowódca kampanii w celu podboju Jemenu i Tunezji, który otrzymał tytuł „zdobywcy Jemenu” i „zdobywcy Tunezji”. Sardar w kampaniach perskiej oraz węgierskiej. Z rozkazu Sinana Paszy spalono relikwie Świętego Sawy Serbskiego. Bezmyślne przywództwo Kocy Sinana Paszy doprowadziło do wielkich strat w bitwie w wąwozie Calugareni i prawie całkowitego zniszczenia korpusu akindżi pod Giurgiu, po którym nigdy już nie był odbudowany. Pięć razy był wielkim wezyrem Imperium Osmańskiego (1580–1582, 1589–1591, 1593–1595, 1595, 1595–1596). Do XIX wieku tylko dwie osoby piastowały to stanowisko pięć razy: Koca Sinan Pasza i Hersekli Ahmed Pasza. Najbogatszy z wielkich wezyrów Imperium Osmańskiego.

Bayraktar – chorąży w pułku janczarów.

Buńczuk – znak rozpoznawczy pochodzenia azjatyckiego, składający się z drzewca zakończonego kulą lub grotem, ozdobionego włosiem z końskiego ogona, który w XV-XVIII wieku służył jako znak władzy.

Surma – trzcinowy instrument dęty drewniany z podwójną trzciną, powszechny na Bliskim Wschodzie, na Kaukazie, w Indiach, Azji Mniejszej, na Bałkanach, w Azji Środkowej.

Jatagan – typowa dla niektórych krajów islamu (np. Turcji) jednosieczna broń biała średniej długości (ok. 70 cm), o podwójnej krzywiźnie ostrza i charakterystycznej rękojeści. Jest dłuższa od kindżału, ale krótsza od szabli.

Floren – nazwa złotych monet, które zostały po raz pierwszy wybite we Florencji (łac. Florentia) w 1252 r. (stąd jest nazwa monety), a później rozpowszechniły się w innych krajach. Floren był wybity prawie z czystego złota wagą 3,53 g.

O planach Jego Mości księcia Ostrogskiego, o księstwie Ruskim i tajemnicy pochodzenia Nalewajki, która przestała być tajemnicą

Ścięcie głowy Świętego Jana Chrzciciela – święto prawosławne, przypada na 11 września według kalendarza juliańskiego.

Paulini – katolicki Zakon Świętego Pawła Pierwszego Pustelnika (łac. Ordo Sancti Pauli Primi Eremitae, stosowany skrót: OSPPE), założony w XIII wieku na Węgrzech i nazwany imieniem Pawła z Teb, świętego IV wieku, który jest uważany za pierwszego chrześcijańskiego mnicha-pustelnika.

Rodzicielska Sobota Dymitrijewska – Dzień Pamięci zmarłych [rodziców], ustanowiony przez Ruską Cerkiew Prawosławną w sobotę poprzedzającą dzień pamięci Świętego Dymitra z Tesalonik (8 listopada).

Karaimi – małą grupą etniczną, wywodzącą się z tureckich wyznawców karaimizmu w Europie Wschodniej. Karaimi, mimo tego że byli podobni mową, folklorem ustnym, zwyczajami codziennymi i stylem życia do okolicznych ludów tureckich, tradycyjnie praktykowali karaizm – religię, spokrewnioną z judaizmem lub interpretowaną jako sekta judaizmu, używając języka hebrajskiego w korespondencji handlowej, pracach naukowych, liturgii i w epitafiach nagrobkowych.

Ławra Kijowsko-Peczerska – jeden z pierwszych klasztorów, założonych na Rusi Kijowskiej. Jedna z najważniejszych świątyń prawosławnych, Trzeci udział Bogurodzicy. Klasztor Peczerski został założony w 1051 r. za Jarosława Mądrego przez mnicha Antoniego, pochodzącego z Lubiaczu, i jego ucznia Teodozjusza. Książę Świętosław II Jarosławicz darował klasztorowi płaskowyż nad jaskiniami, gdzie później powstały piękne kamienne świątynie, ozdobione malowidłami, cele, wieży twierdzy i inne budynki. Z klasztorem związane są imiona kronikarza Nestora (autora „Powieści o minionych latach”) i artysty, malarza ikon Alipiego.

Wprowadzenie do Świątyni Najświętszej Bogurodzicy – swieto, które w kościele prawosławnym jest jednym z Dwunastu Wielkich Świąt. Jerozolimska, Rosyjska, Gruzińska, Serbska cerkiew prawosławna, a także Ukraiński greckokatolicki kościół, staroobrzędowcy oraz niektórzy inni wierzący świętują Wprowadzenie 21 listopada.

O kampanii na Litwie, zburzeniu Mohylewa, tajnej radzie w Bychowie i bitwie na Polu Bujnickim

Pan Bujwid – starosta Rzeczycki.

Florian Giedroyc – Giedroyciowie (lit. Giedraičiai) – litewski książęcy ród herbu Hippocentaurus, wywodzący się, według rodzinnej XVI-wiecznej legendy, od legendarnego księcia Giedrusa. W wiekach XIV-XVI przedstawiciele niektórych gałęzi tego rodu przenieśli się na terytorium współczesnej Białorusi, Rosji i Ukrainy.

Lew Sapieha – 4 kwietnia 1557 r., Ostrowno, obecnie rejon Beszenkowicki, Białoruś – 7 lipca 1633 r., Wilno – mąż stanu i przywódca wojskowy Wielkiego księstwa Litewskiego, dyplomata i myśliciel polityczny. Najstarszy syn starosty Dorohiczyńskiego i podstarosty Orszańskiego Iwana Iwanowicza Sapiehy (zm. 1580) i Bogdany Druckiej-Sokolińskiej. Wychował się w posiadłości Nieświeskiej Mikołaja Radziwiłła Czarnego, który następnie wysłał go na studia do Uniwersytetu w Lipsku ( niem. Leipzig). Od 1581 r. był pisarzem królewskim Stefana Batorego, później podkanclerzem (od 1585 r. do 1589 r.) i Wielkim kanclerzem Wielkiego księstwa Litewskiego (od 1589 r. do 1623 r.).

O Rzeczyckim uniwersalu, skarbach książąt Wiśniowieckich,

powrocie na Wołyń i fatalnej nieostrożności, która może

zniszczyć najlepsze pomysły

Paweł Kmita – bratanek Filona Kmity, starosty Orszańskiego (od 1566) i wojewody Smoleńskiego (od 1580), syn Symeona Kmity i Tatiany Kroszyńskiej (prawnuczki księcia Teodora Worotyńskiego).

Józef Wereszczyński – ok. 1530 r., Zbaraż, Korona Królestwa Polskiego – 26 marca 1598 r., Kraków – działacz kościelny, Kijowski biskup katolicki (1592-1598), opat (abbat, hegumen) klasztoru benedyktynów w Secechowie (obecnie Polska). Duchowy pisarz, historyk, myśliciel i humanista. Doktor teologii.

Wiśniowieccy – litewsko-ruski ród herbu Korybut, gałąź książąt Zbaraskich, którzy z kolei byli gałęzią książąt Neświckich. Oprócz licznych posiadłości na Wołyniu, Litwie i w rejonie Kijowa książęta Wiśniowieccy posiadali także rozległe ziemie po lewej stronie Dniepru, w tym Łubnie i Romny.

Żaber – obecnie wioska na połnocy rejonu Drohiczyńskiego w Brzeskim obwodzie Białorusi, należy do Chomskiej wiejskiej rady. Od 1565 do 1712 r. – zamek książąt Wiśniowieckich na Polesiu. Była to prostokątna fortyfikacja (o powierzchni około 1,5 ha), otoczona z trzech stron fosą (szerokość do 20 metrów, głębokość 5 metrów), a od zachodu – rzeką Jasiołdą. Zamek został ufortyfikowany wysokim ziemnym murem z bastionami w kątach i dębowym ostrokołem. Z otoczeniem łączyła go brama i most. Na terenie zamku znajdowały się dwa kamienne budynki – pałac i magazyn prochowy. Legendy o skarbach Wiśniowieckich, pochowanych pod fundamentami zniszczonego obecnie pałacu, nadal krążą po Polesiu.

Jasiołda – rzeka w obwodzie Brzeskim na Białorusi, lewy dopływ Prypeci.

Gulden – pierwotnie złota moneta, która była bita w Niemczech od XIV wieku na wzór złotego florena. Pod koniec XV wieku została wybita pierwsza duża srebrna moneta, która kosztem zawartego w niej srebra była odpowiednikiem złotego guldena. Następnie guldeny były bite głównie ze srebra. Monety miały wagę 29,25–29,5 g i zawierały około 27,2 g czystego srebra.

Jan Firlej (1521—1574) – kasztelan Bełski (1555–1556), wojewoda Bełski (1556–1561) oraz Lubelski (1561–1563), marszałek Wielki Koronny (1563–1574), wojewoda i starosta Krakowski (1572–1574), starosta Kazimierski i Rohatyński. Przywódca polskich kalwinistów.

O uroczysku Sołonica, o perfidnej podłości starszyzny kozaków rejestrowych, która jednak nie przyniośła jej zbawienia oraz ostatnich słowach Nalewajki

Choroł – rzeką w Sumskim i Połtawskim obwodzie Ukrainy, prawy dopływ rzeki Pseł (dorzecze Dniepru). Na Chorołu znajdują się miasta Mirgorod i Choroł. Długość wynosi 311 km.

Hadziacz – miasto w obwodzie Połtawskim Ukrainy, położone na prawym brzegu rzeki Pseł (lewy dopływ Dniepru) gdzie wpada do niej rzeka Hruń. Początkowo twierdza na Posulskiej linii obronnej, zbudowanej na granicy ziem tatarskich. Na początku XVI wieku Hadziacz zamienił się w jedno z najważniejszych miast południowo-zachodniej Rusi, służył jako forteca na „Szlaku Krymskim”, po którym Tatarzy krymscy zwykle napadali na południowe obrzeża księstwa Moskiewskiego.

Romny – twierdza nad rzeką Suła, obecnie w Sumskim obwodzie Ukrainy. Pierwsza wzmianka o niej pochodzi z 1095-1096 roku jako miasto forteczne zwane „Romen” w „Pouczeniu” Włodzimierza Monomacha. W 1362 r. weszła w skład Wielkiego księstwa Litewskiego, po Unii Lubelskiej w 1569 r. została częścią Rzeczpospolitej. Na początku XVI wieku została częścią Wielkiego księstwa Moskiewskiego. Kluczowa twierdza zasieki – linii obronnej, zbudowanej za Iwana Groźnego.

Suła – rzeka w Sumskim i Połtawskim obwodzie Ukrainy, źródło rzeki znajduje się na południowo-zachodnich zboczach Wyżyny Środkoworosyjskiej w pobliżu wsi Suła (rejon Sumski w obwodzie Sumskim, Ukraina). Płynie w kierunku zachodnim na terenie obwodu Sumskiego przez 152 km. Następnie skręca na południowy zachód i przepływa przez terytorium obwodu Połtawskiego przez 213 km. Przekraczając płaskowyż Połtawski i nizinę Dniepru, wpada do Dniepru.

Łubnie – pod koniec XVI wieku – twierdza, obecnie jest to miasto w obwodzie Połtawskim Ukrainy. Została założona przez Włodzimierza Świętosławowicza w 988 roku nad brzegiem rzeki Suła i początkowo była małą drewnianą fortecą w Posulskiej linii obronnej na południowo-wschodniej granicy Rusi Kijowskiej. W 1591 r. król Zygmunt III nadał Łubniom prawo magdeburskie.

Kafa – obecnie jest to miasto Teodozja w Republice Krym, zostało założone przez greckich kolonistów z Miletu w VI wieku p.n.e. Średniowieczna nazwa miasta Kaffa została po raz pierwszy wymieniona za czasów cesarza Dioklecjana (284–305). W latach 1346-1347 miasto było oblęgane przez wojska Chana Dżany Bega, stając się jednym z pierwszych europejskich miast na drodze „czarnej śmierci”, drugiej pandemii dżumy. Ze statkami i szczurami zaraza rozprzestrzeniła się dalej do Konstantynopola i portów śródziemnomorskich, w wyniku czego w Europie zmarło około 1/3 całej populacji (ponad 9 milionów ludzi). W 1475 r. Kaffa wraz ze wszystkimi dobrami genueńskimi została zaanektowana przez Turcję. Był to największy rynek niewolników w północnym regionie Morza Czarnego, gdzie co roku sprzedawano tysiące niewolników, schwytanych przez krymskich Tatarów podczas najazdów na ziemie ruskie i polskie.

O drodze z Dubna do Warszawy przez Korosteń i Bragin, o nowej stolicy Polski oraz o Annie Jagellonce,

niech spoczywa w pokoju wiecznym...

Korosteń – miasto w Żytomierskim obwodzie Ukrainy, wspomniane po raz pierwszy w „Powieści minionych lat” pod 6453 (945-m) rokiem jako centrum słowiańskiego plemienia Drewlian. Po buncie Drewlian, którzy w 945 roku zabili kijowskiego księcia Igora, jego żona Olga obłegała a później spaliła Korosteń, w wyniku czego miasto stało się częścią księstwa kijowskiego. W 1370 roku był zdobyty przez Wielkie Księstwo Litewskie, po Unii Lubelskiej w 1569 roku został częścią Rzeczpospolitej. W roku 1589 otrzymał prawo magdeburskie.

Bragin – obecnie osadą miejską na Białorusi, jest regionalnym centrum w obwodzie Homelskim. Pierwsza piśmienna wzmianka o Braginie znajduje się w Latopisie Hipackim i pochodzi z 1147 roku. Od 1360 roku był częścią Wielkiego Księstwa Litewskiego. W 1511 r. król Zygmunt Stary nadał Braginowi pismo, które dawało mieszkańcom pewne prawa i przywileje. Pod koniec XVI wieku stał się własnością książąt Aleksandra i Michała Wiśniowieckich, a w 1574 roku Bragin został rezydencją książąt Wiśniowieckich.

Herezja Lutra – jeden z pierwszych protestanckich kierunków w chrześcijaństwie. Powstał w wyniku ruchu reformacyjnego w Niemczech w XVI wieku, a następnie podczas tworzenia kościołów państwowych w krajach skandynawskich. Podstawowe zasady dogmatu luterańskiego zostały sformułowane podczas walki Marcina Lutra i jego adeptów przeciwko nadużyciom Kościoła rzymskokatolickiego. Liczy się jego historia od 31 października 1517 roku, kiedy katolicki mnich z Niemiec, Marcin Luter, opublikował w saksońskiej Wittenberdze 95 tez przeciwko nadużyciom władzy kościelnej. W 1520 roku Kościół katolicki ogłosił go heretykiem, a cesarz – przestępcą (Edykt Wormacki, 1521 r.). Jednak protest mnicha niespodziewanie znalazł wsparcie wśród niemieckich książąt. Świeckim orędownikiem Lutra był saksoński elektor Fryderyk III, który ukrywał go w Turyngii, w zamku Wartburg, gdzie Luter mógł przetłumaczyć Biblię na język niemiecki. W 1530 r. Luteranie sformułowali Augsburskie wyznanie wiary, które zostało odrzucone przez cesarza Karola V na posiedzeniu Reichstagu. Następnie książęta luterańscy Saksonii i Hesji w 1531 r. utworzyli Związek Szmalkaldzki. Śmierć Marcina Lutra stała się wygodnym pretekstem do wywołania wojny Szmalkaldzkiej, w wyniku której luteranie zostają pokonani. Wojny, które nastąpiły dalej, zakończyły się Augsburgskim pokojem (1555), który zalegalizował luteran w Świętym Cesarstwie Rzymskim. W Polsce luteranizm szybko rozprzestrzenił się w latach dwudziestych XVI wieku wśród ludności niemieckiej Prus Królewskich, Wielkopolski i Śląska. Edykt Zygmunta Starego (1523 r.) głosił, że każdy, który by „rozgłaszał te dzieła luterańskie, sprzedawał je, kupował, czytał lub głosił nauki Lutra, bronił go, chwalił lub był przeciwny spaleniu tych książek, powinien zostać spalony na stosie, a całe jego dobro ma być skonfiskowane”.

Kalwinizm – kierunek protestantyzmu, stworzony i opracowany przez francuskiego teologa i kaznodzieję Jana Kalwina. W 1529 r. podczas sporu w Marburgu doszło do rozłamu między luteranami (niemieckimi protestantami) a reformatami (szwajcarskimi protestantami), reprezentowanymi przez Ulricha Zwingliego. Zwingli zmarł w młodym wieku (rok 1531) w starciach z katolikami, ale dzieło jego Reformacji kontynuował Francuz Jan Kalwin, który osiadł w Szwajcarii. W 1536 r. Szwajcarscy protestanci przyjęli Helweckie wyznanie wiary, a następnie przyjęto katechizm Heidelberski. Kalwinizm nie stał się ruchem masowym w Rzeczpospolitej, ale szlachta była nim aktywnie zainteresowana. Pierwsza wspólnota kalwińska powstała w 1550 r. w Pinczowie. Na Litwie aktywnym dyrygentem kalwinizmu był Mikołaj Radziwiłł. Z jego inicjatywy Szymon Budny został kalwińskim pastorem Klecka. W 1570 r. kalwiniści próbowali zjednoczyć się z innymi protestantami przeciwko katolikom za pomocą Zgody Sandomierskiej. W trakcie Kontrreformacji początki kalwinizmu zostały potępione w Rzeczpospolitej, a Polacy i Litwini pozostali w wyznaniu katolickim.

Katarzyna Jagiellonka – 1 listopada 1526 r. – 16 września 1583 r., córka króla PolskiZygmunta Starego i Bony Sforzy, żona szwedzkiego króla Johana III, matka króla Polski i Wielkiego księcia Litewskiego Zygmunta Wazy, młodsza siostra ostatniej królowej Polski Anny Jagiellonki. W 1561 r., po śmierci pierwszej żony chciał ją poślubić Iwan Groźny, ale było mu odmówiono. 4 października 1562 r. Katarzyna w Wilnie wyszła za mąż za syna szwedzkiego króla Gustawa I i brata ówczesnego króla Eryka XIV, księcia Finlandii Johana. Działania Johana w Inflantach zmusiły Erica XIV do wypowiedzenia wojny swojemu bratu. Aby zdobyć zamek zostało wysłane wojsko, a 12 sierpnia 1563 r. zamek skapitulował. Katarzyna i jej mąż zostali wysłani do Szwecji i uwięzieni w zamku Gripsholm. Iwan Groźny próbował negocjacji z Erykiem XIV o jej uwolnieniu. Eryk XIV prawie spełnił to wymaganie. Podczas uwięzienia Katarzyna w 1564 r. urodziła córkę Izabelę (zm. 1566 r.), w 1566 r. – syna Zygmunta (przyszłego króla Polski Zygmunta Wazę), a 17 maja 1568 r. – córkę Annę. Katarzyna Jagiellonka zmarła w zamku w Sztokholmie 16 września 1583 roku i została pochowana w katedrze w Uppsali.

Спасибо за чтение

Вернуться к книге